piątek, 11 września 2015

19. Ich find mich hier nicht wieder

Zaczynamy Sezon 2  !!

~ Queen of suburbia ~










Otworzyłam oczy, po wczorajszej kłótni miałam nadzieję przytulić się ciepłego ciała Billa, ... ale jego nie było. Może jest u malutkiej albo w kuchni, ale tam też go nie było.
Chwyciłam za telefon, numer Billa zniknął, a pod nazwą " Bill " znalazłam krótką notatkę :

" Wybacz, nie dam rady inaczej. To wszystko to za wiele. Nie próbuj się ze mną kontaktować, ja nie wrócę. Ucałuj Larę... Przepraszam. "

Stałam jak przycementowana . Powoli docierał do mnie sens tych słów. Bill mnie zostawił. Odszedł. Wyjechał.

Chwyciłam ponownie za telefon, który wcześniej wypadł mi ze sztywnej ręki i upadł na podłogę i zadzwoniłam do Toma.
- Tom, co jest, gdzie Bill, dlaczego wyjechał ? Dokąd ? - wydukałam na jednym wdechu, usilnie próbowałam powstrzymać napływające mi do oczu łzy i panikę. Tom mnie znał i pewnie to usłyszał.
- Bian, on cie nie chce - zrobiło mi się ciemno przed oczami, dlaczego Tom jest taki zimny ? - nie wyjechałby gdyby mu zależało.- mówił głosem pełnym jadu, jak ? Przecież byłam jego przyjaciółką, zawsze miałam go za brata, dlaczego teraz zachowuje się dziwnie... czy właśnie trace ich obu ? - nie wiem dokąd  pojechał i ty również nie próbuj się tego dowiadywać. Odpuść, Bill nie był tobą zainteresowany - wyłączył się, tak poprostu... odszedł.

Starałam się nie upaść i w miarę możliwości oddychać, choć z każdym oddechem przychodził ból., to nie było wcale takie łatwe.
Słyszałam z daleka płacz małej, ale nie mogłam się poruszyć. W tamtej strasznej chwili chciałam nie istnieć.
Zaczełam robić wszystko mechanicznie jak robot, bez uczuć i bez serca. Do mojego mózgu nie docierały bodźce zewnętrzne, był tylko ból.

Postarałam się na tyle oprzytomnieć by móc zawieźć dziecko do osoby, której ufałam. Nie mogłam powierzyć sobie opieki nad nią, nie ufałam swoim reakcjom... byłam niepoczytalna.

Georg wziąl dziewczynkę bez słowa. Tak jakby i on był już wtajemniczony. Czemu to wszystko się dzieję ?? Czemu to coś zabiera mi wszystkich przyjaciół ? Może to tylko zły sen ...w którym oni odchodzą... za chwile się obudzę !!! 
No obudź się .. Już !! 
Niestety .... to nie sen... 
To wszystko zostało już dawno zaplanowane, tylko ja jedyna o tym nie wiedziałam...


Szłam przed siebie, może i wtedy byłam egoistką, ale musiałam wiedzieć. Wiedziałam że mam jeszcze ostatnią deskę ratunku, osobe, która może być poinformowana bardzo dobrze i która wszystko wyśpiewa.

- Bian ? Ty tutaj ? - mężczyzna zdziwił się gdy mnie ujrzał
- David, błagam powiedz mi gdzie on jest ? - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem
- nie wiem moje dziecko - zaczął powoli Jost - nikomu za wiele nie opowiadał, poprostu musiał zniknąć
- Jost błagam - łzami żebrałam o litość 
- nic mi na ten temat nie wiadomo, przykro mi 
I tylko tyle ?? Czy Bill celowo nic nie powiedział menagerowi ?


Z mokrymi oczami wyszłam ze studia. Co teraz ? Dokąd mam się udać ?
Właśnie znikneła połowa mojego serca, połowa mnie. Odszedł bez słowa, nawet się nie żegnając. Zaczyna pewnie nowe życie, więc skoro on zaczął nowe życie to ja musiałam zakończyć swoje....

Wracając do domu Georga po malutką miałam dziwne uczucie jakby ktoś za mną szedł. Wiele razy się odwracałam, ale nikogo nie było, nagle go zobaczyłam... Bill ? Ruszyłam w jego kierunku...ale zniknął.... to chore złudzenie, moja wyobraźnia bawi się moimi kosztami. Bezradnie się rozpłakałam... potrzebowałam go, jego dotyku, jego życia... to dla niego codziennie rano się budziłam i jakoś normalnie funkcjonowałam, to dla niego się uśmiechałam .. dla niego żyłam.
- G ... Georg - nie mogłam oddychać przez napad histerii, cała się trzęsłam i dusiłam.
- Bianko - mocno mnie objął i przytulił - uspokój się, ty się wykończysz.
- Gdzie on jest ? Błagam powiedz mi - skamlałam
- nie wiem, choć napijemy się herbaty - trzymając za ramie poprowadził mnie do kuchni
- Geo.. ja go potrzebuje - zaliłam się
- domyślam się, ale skoro robi takie rzeczy to chyba nie jest ciebie wart.
- Co mam zrobić ? Chce żeby wrócił 
- Bian, przedewszystkim odpocznij i przez chwilę zajmij się czymś innym.

Poszłam do Lary, już trochę spokojniejsza, ale wciąz nie mogłam się skupić na zajmowaniu się nią, bo myślami wciąż wracałam do Billa.
Gdzie on teraz jest ?
Co robi ?
A przedewszystkim ...dlaczego ?

Te pytania już na zawsze miały pozostać bez odpowiedzi...bo nikt nie chciał mi pomoć...


* Kilka dni potem *

Żyłam jak w jakimś durnym letargu, nikt nie umiał mi pomóc. Przez cały ten czas mieszkałam u Georga, tylko z nim rozmawiałam i... o dziwo czasami się uśmiechałam, jeszcze nie dawno nie mogłam, a teraz gdzieś przez deszcz i ciemne chmury przebijała się tęcza.
Georg przez ten czas stał się moim najlepszym przyjacielem. A może nawet kimś więcej ? 
Nie !!
Tej myśli do siebie nie dopuszczałam.... ja chyba wciąż czekałam..., ale jakoś przez przypadek przy oglądaniu TV nagle w oko wpadł mi wywiad...z NIM... usłyszałam JEGO głos...mówił że jest singlem i NIKOGO nie kocha.... to przeważyło szalę. Nie wytrzymałam i emocje, które nosiłam głęboko w sobie przez te pare dni nagle wybuchły...
Georg był z mała na spacerze ... miałam czas. Pobiegłam do kuchni... Tabletki nasenne... jedna ... dwie ..w końcu postawiłam na całe opakowanie....raz !
Pamiętam tylko że zrobiło się bardzo nie dobrze... i straciłam przytomność....

niedziela, 16 sierpnia 2015

Informacja

Hej wszystkim !!!

Przepraszam za tak długą nieobecność na moich blogach, ale miałam problemy z wrednym starym zrzędzidłem, mianowicie moim starym komputerem, a nie lubię dodawać postów -przez telefon czy tablet, więc dlatego to tak długo trwało. Jeszcze raz przepraszam i powracam już do świata opowiadań :)

Do zobaczenia w krótce :)

~ Queen of Suburbia ~

poniedziałek, 13 lipca 2015

18.( Epilog ) Nimm meine Hand wir nochmal an Spring Nicht !


No i oto dobrneliśmy do końca sezonu nr 1 ! 
Niedługo opublikuje następne losy bohaterów :)
Zapraszam do czytania :) 

~ Queen of Suburbia ~












" Chwyć moją dłoń, zaczniemy od początku. Proszę nie skacz ! "





* U Billa *
Szedł pustymi ulicami. Dopiero co ją odzyskał, a teraz jakby na nowo tracił. Chciał by było jak kiedyś, ale czy jest jakikolwiek sens ?
Czy jest sens ciągnąc to co i tak jest opłakane w skutkach. Lara wyzdrowiała.Pomógł jej. Teraz już niczego nie był im winien, mógł odejść...spróbować ułożyć sobie życie na nowo, ale z drugiej strony już przecież próbował i zrozumiał wtedy że życie bez nich nie jest życiem.
Podobała mu się Ria, ale Tom ją kochał. Nie mógł i nawwt nie miał najmiejszego zamiaru skrzywdzić w taki sposób swojego brata.
Zawibrował mu telefon w kieszeni, ale go zignorował. Musi podjąć decyzje...teraz.
Czy mógłby tak poprostu odejśc bez słowa ?
Zostawić ją samą a najlepiej wyjechać ?
Tak !
Może to było jedyne wyjście, przynajmniej tylko takie wtedy widział... podją decyzje.

Późną nocą wrócił do domu i spakował najbardziej potrzebne rzeczy. Bianka i Lara spały.
Stanął nad dziewczynką i pogłaskał ją po malutkiej rączce. Próbował zapamiętać sobie jaka była. Dziewczynka stworzona z części jego życia. 
To wszystko go przerastało, był jeszcze dupkiem.
Nie był dobrym ojcem... ani ..właśnie kim ?
Nawet nie byli małżeńswem.
Nie domyślił się wcześniej że trzeba tak właśnie postąpić, więc może zostać i spróbować jeszcze.
Nie !
To nie możliwe, to wbrew temu co postanowił. 

Usiadł na łóżku w sypialni przyglądając się kobiecie i wspominając ich początki.
A może zostać i się pożegnać ?
Nie !
Gdyby zobaczył w jej pięknych oczach łzy nie wcielił by swojego planu w życie.
Pochylił się i delikatnie musnął ją wargami. Jeszcze chwilę walczył ze sabą, a potem wziął jej i-phona i usunąl swój numer i nie oglądając się za siebie wyszedł w ciemną noc.

Nie chciał myśleć co będzie jak Bian się obudzi. To zbyt bardzo bolało.
Było mu ciężko, ale nie miał wyjścia, napisał bratu SMS prosząc o dyskrecje.


" We lost a dream we never had 
The world in silence should forever feel alone
Cause we are gone and we will never overcome "

_________________________________________
* Straciliśmy marzenia, których nigdy nie mieliśmy
Niemy świat powinien na zawsze pozostać sam
Bo jesteśmy przegrani i nigdy nie zwycięzymy...

poniedziałek, 29 czerwca 2015

17. In deinen Augen schneit alles sinlos und leer

Pewniejsza już nieco wyszłam z toalet.
Edd nadal tam na mnie czekał i był bardzo zły. Od razu brutalnym ruchem złapał mnie za przedramie.
- zaraz mamy samolot - bąknął, a w jego głosie słychać było wściekłość.- nie ma już ucieczek
Gdzie Bill ? Miałam tylko nadzieje że uda mu się przybyć na czas. Edd pociągnąl mnie w stronę bramek.

Tak bardzo nie chciałam lecieć, przecież to nie z Eddem chciałam związać swoją przyszłość i przyszłośc Lary, to nie Edd był jej ojcem, to nie Edd był osobą której obie potrzebowałyśmy... więc po jaką cholerę zgodziłam się z nim jechać...?
Przecież on jest niepoczytalny, przecież pamiętam sytuacje w domu. Wcześniej wmawiałam sobie że to tylko alkohol ... ale teraz wydaje mi się że .. on zawsze taki był. Tylko że wcześniej patrzyłam na niego innymi oczyma... teraz pojawił się w nich Bill...i Edd stał się tylko ciemnym cieniem gdzieś w kącie.. i zaczełam dostrzegać jego tak naprawde złe strony.
- Edd, nie chce !- zaczełam się mu wyrywać, ale to zdało się na nic, przecież jestem tylko słabą kobietą...w objęciach silnego mężczyzny. :(
- zamknij się ! - mocniej mnie pociągnął
- nie kocham cię... zrozum - spróbowałam z innej beczki, może on zrozumie... przecież ma umysł.... i chciałam jak najbardziej nas opóźnić, żeby dać Billowi chcwilę na dojazd.
Przystanął.
- ja ciebie też nie kocham, mam już kogoś.. chodzi mi tylko o 1 noc
- cooo !?? - poczułam sie strasznie, poprostu chciał mnie wykorzystać
- to co słyszysz, a teraz właź, lecimy do Berlina

-zaczekaj ! - usłyszałam głos Billa, jaka wielka ulga.
- znowu ty, powiedziałem przecież że zajmę się Larą i Bianką - powiedział znudzonym tonem Eddie
- Lara jest moja, nie spytałeś o zgodę.... odpowiedź brzmi NIE ... kocham Bianke, a ona kocha mnie ... - tu na mnie spojrzał - dotarło do ciebie ! Daj im spokój
- bo co ? - postawił się Edd
- bo znów się zabawimy - wskazał na jego podbite oko
Edd zmarszczył brwi.
- jestem seksoholikiem - wyznał po chwili ze szpuszczoną głową....- muszę ją mieć - szeptał..- tylko na jedną noc... zapłacę.
- nie jestem dziwką ! - oburzyłam się, a w oczych staneły mi łzy... przecież gdyby Bill nie zdążył się pojawić...ble..ble..fuj..bałam się nawet dokończyć.
-Eddie zgłoś się na terapie - odpowiedział Bill - a ich zostaw w spokoju
- Bianko, pojedź ze mną - poprosił prawie błagalnym tonem.
- nie mogę - to mówiąc wepchnełam go terminalu. Zostałam na zewnątrz. - dziękuje Bill ... - nie miałam pojęcia co powinnam mu powiedzieć .
- nie ma sprawy - odparł na luzie
- kocham cię ... - powiedziałam błagalnie .. - nie chce się rozdzielać.. proszę...
- dlaczego mnie o to prosisz... - uśmiechnął się tak ciepło jak to tylko on potrafi i wziął małą na ręce - Moja maleńka - szepną...


W domu było już posprzątane. Od tamtego momęntu mineło już pewnie sporo czasu. Nie miałam pojęcia ile czasu byłam w szpitalu, ale nie musiałam tego wiedzieć.
- jesteś głodna ? - spytał nagle Bill... przerywając ciszę ..swoim ciepłym głosem..
- ja nie, ale ona pewnie tak - popatrzyłam na córeczke leżącą na kanapie
- może pojedziemy wieczorem do jakiejś restauracji ? - widać było że nie bardzo wiedział jak się zachować
- ona będzie już spała - zaprotestowałam... może specjalnie. Dlaczego nie chciałam? Czego się bałam?
- ona zostanie z Tomem - powiedział jeszcze ciszej... chciał zostawić małą
- no nie wiem Bill, raczej nie, to dla niej nowe miejsce. Wolałabym przez jakiś czas pobyć blisko niej.
- jeju chcij dobrze to nie ! - zdenerwował się - chce spędzić trochę czasu z tobą ! To takie trudne ! - krzyczał, ale nie zaczął tematu tamtego dnia..
- ale pozamną masz jeszcze córeczke !- też krzyczałam
- wiesz co ! czasami bardzo żałuje że ją mam , dla ciebie liczy się tylko ona - powoli wpadał w szał... to się mogło źle skończyć
- Bill wcale nie... tylko ty tak to widzisz - próbowałam złagodzić sytuacje... kolejna kłótnia, ledwo przekroczyłam próg domu.
- odbieram ? nie badź śmieszna, widzę to !
- ale nie jesteś pępkiem świata !
- wiesz co ? Kiedyś byłaś inna, kiedyś umiałaś mnie kochać!
- skoro tak ci żle, to idź do Rii ! - wskazałam wściekła na drzwi
- a żebyś wiedziała że właśnie teraz to zamierzam zrobić... - wyszedł trzaskając drzwiami

Usiadłam na zimnej podłodze i sie rozpłakałam. Cały czas się kłócimy, a główną przyczyną naszych kłótni jest Lara. On naprawdę zachowuję się jakby bardzo żałował, jakby obwiniał ją o coś... jakby jej nie chciał...


niedziela, 14 czerwca 2015

16. Irgedwo da draußen bist du verloren gegangen

W końcu drzwi się otworzyły, ale nie zobaczyłam Lary... tylko poszarpanego Eddiego.
- Edd ?
- wypisali cię .. - powiedział tylko i schował wzrok
- kto to zrobił ? - dociekałam - zabije  - wstałam
- Bian, wracaj do łóżka
- mów kto to zrobił ?? - zdenerwowana wyszłam na korytarz

Zobaczyłam... Boże FBI ?
- panie Kaulitz, to żadne wytłumaczenie !
- ok, zapłacę kaucje.... zaraz wypisze czek - Bill mu się tłumaczył, albo właśnie przestał..... ale czemu ten skończony idiota wciąz tu jest ? Serce mnie zabolało.
- Bian...?
- Tom ? Gdzie oni go zabierają ? - spytałam cicho
- on ją kocha... Lara jest jego oczkiem w głowie. Czuwał cały czas. Dlaczego mu to robisz ?
- nie twój zasrany interes - Edd wyratował mnie od odpowiedzi. Choć tak naprawde było mi przykro, zabrałam ojcu dziecko... to było złe... Bill miał prawo źle zareagować. - Larka już zdrowa, jutro lecimy do Berlina. Wracamy do domu.
- Edd, zostaw nas ok ?
- Bian ..on cie kocha - szepnąl Tom, gdy Eddie się oddalił.
- Tom... on zdradził mnie z twoją dzieczyną !
- to nasza sprawa...ale wybacz mu - nagle odwrócił się i odszedł
- czekaj ! - poszłam za nim
- Bianko - usłyszałam za sobą znajomy głos... odwróciłam się ...w oczach Billa było tyle smutku... - Wybacz mi, kocham cię.. jestem idiotą wiem to
- Bill, kocham cię, ale ta cała Ria..
- to dziewczyna Toma - przerwał mi
- tak, ale ..
- Bian proszę - znowu przerwał - Byłoby tak pięknie - spuścił głowę - daj mi szanse
- nie mogę... - zostawiłam go samego na pustym korytarzu, choć serce mi się z bólu krajało.
- Edd, jedźmy już

*
Na lotnisku było cholernie zimno, usiedliśmy na ławce a Edd poszedł po kawe, miałam chwile czasu. Edd był moim przyjacielem. Uwielbiałam go, ale Billa kocham. Zdradził mnie, ale nigdy nie będę szczęśliwa bez niego... jego smutne oczy wtedy w szpitalu... żałuje teraz że zareagowałm zbyt pochopnie i nie dałam mu drugiej szansy,
Przecież on kocha mnie i Larę. Widziałm wtedy łzy w jego oczach, Zależało mu. Czy ja zawsze muszę udawać obrażoną ? Przez to zawsze wszystko tracę.
- Edd, nie chce lecieć - powiedziałam po namyśle
- co !? chyba żartujesz - złapał mnie za rękę - zaraz wracamy
- nie ! - wyrwałam się .. i zostałam spoliczkowana
- zamknij się ! - jedziemy do Niemiec, czy tego chcesz czy nie ! - naciskał
- nie ! - powiedziałam, gwałtownie złapałam dziecko i zaczełam biec w kierunku toalet. Biegł za mną. Wbiegłam do damskiej, tu chociaż nie wejdzie.
Oddychałam szybko
Edd był fałszywy ! Nie kochał !
Poprostu chciał mnie posiąść !
Jak rzecz !
- Bianko ! wychodź ! - krzyczał

- zostaw nas ! - odkrzyknełam i drżacą dłonią zaczełam wstukiwać nr Billa. Niezręczna sytuacja, ale sama sobie przecież nie poradzę.
- Bian ? - oderał po 1 sygnale
- Bill... ja nie chce lecieć - mówiłam szybko, wiedziałam że mam coraz mniej czasu, a co jeżeli on tu wejdzie ?
- co ? To nie leć - odetchnąl z ulgą
- schowałam się w toalecie - to mówiąc się rozpłakałam, byłam tak bardzo bezradna.
- co ? czy on coś ci zrobił ? - spytał, znów się denerwował
- szarpał.... i .. uderzył - powiedziałam cicho, ale i tak usłyszał
- Uderzył ? Powtórz
- tak
- zaraz będę...- rozłączył się.


piątek, 5 czerwca 2015

15. Du traumst von den Ende um nochamal vor anzufangen

Mażysz o końcu by znów zacząć od początku 

Rano ułożyłam Larę wygodnie i wyszłam ze szpitala. Wczoraj Bill zabrał się z Tomem, zostawiając mi auto. Otworzyłam czerwone ferrari i wsiadłam do środka.

Jechałam z uśmiechem na twarzy, zdążyłam już zatęsknić za Billem i jego domem. 

W domu było cicho. Wszyscy jeszcze spali, był ogromny bałagan. Wszędzie porozrzucane butelki i puszki po piwie..
Na kanapie w salonie spał Tom. Poszłam do sypialni, bo tam miałam nadzieję zastać Billa. Nie pomyliłam się...ale nie był sam...
- puka się - usłyszałam hamski zarzut ze strony brunetki.
- moja głowa - Bill się obudził
- dobrze ci było ? - spytała kobieta przesłodzonym głosikiem.
- tak.. - zamruczał .. i nagle coś do niego dotarło - Ria ?? !!! co ?? !
- Bill .. - wyszeptałam i po policzkach poleciały łzy... - ty draniu ... - i uciekłam
- Bian, to nie tak !! - biegł za mną zapinając spodnie - kochanie zaczekaj...
Nie słuchałam, wybiegłam na ulice... i wtedy się odwróciłam, by ocenić odlegość w jakiej się znajdował.
- Bian ! - zobaczyłam przerażenie w jego oczach, a potem był już tylko pisk opon .. i ból.
Po sekundzie znalazł się przy mnie Bill.
- Bianko - rozpłakał się - To moja wina - Tom dzwonił po pogotowie ( on też tu był, więc go obudzili xD )- Bian, będzie dobrze słonko patrz na mnie.
Byłam przerażona, miałam chyba problem z oddychaniem. Nie chciałam być sama w tych męczarniach... tego się obawiałam.. że sobie pójdą.
- Bill... - wyjęczałam na tyle ile miałam sił - zostań
- kochanie, jestem tu... nigdzie nie idę. Jestem obok, nie bój się... wszystko będzie ok - złapał mnie za ręke.
Usłyszałam dźwięk nadjeżdżającej karetki i zapadła ciemność.

*
Obudziłam się w szpitalu. Pojęcia nie miałam po co tu jestem, miałam chyba skręconą rękę... i coś z żebrami...Do czasu kiedy zobaczyłam czekoladowe teńczówki mojego męża, który całą radośc i miłośc jaką mi dawał oddał innej kobiecie. Zaczęłam żałować że się obudziłam , że żyje.
- Bianko - uśmiechnął się - jak dobrze że już tu jesteś.
- wyjdź z tąd - powiedziałam wściekle
- Bian, ja ci wytłumacze
- nie ma tu nic do tłumaczenia, zdradziłeś mnie 
- byłem piany, Nie chciałem tego !!
- Bill wyjdż. Nie chce cię już znać
- ale..
- wyjdź... proszę !
Spuścił głowę i wyszedł, a ja zostałam sama na pustej sali szpitalnej. Poza nim i Larą nie mam nikogo. Zaczełam żałować że go wygoniłam. Będę tu teraz całkiem sama.... Ciekawe co u Lary, ona też będzie sama. Tego się najbardziej obawiałam... moja mała córeczka..

* kilka dni potem *

Wciąż byłam sama, to takie przykre. Zostać samemu w szpitalu gdzie nikt nie powinien być sam  i dotego nie móc widzieć swojego dziecka.
- Bian ? - drzwi się otworzyły ..i..
- Eddie ?? to ty ?
- Bianko, tak mi przykro - przytulił mnie
- ale jak ? co tu robisz ??
- moja siostra tu pracuje, jak dowiedziałem się że tu jesteś to przyszedłem
- wypuścili cię ?? - przerwałam mu
- za dobre sprawowanie
- proszę cię, idź sprawdź co u mojego dziecka, tyle czasu jej nie widziałam
- poproszę moją sis żeby przeniosła ją tu do ciebie.. czekaj ..- wyszedł

*
- Lara ! jak się cieszę że cie widze, tęskniłem maluchu wiesz - zobaczył jak jakiś typ cieszy się na widok jego córeczki - możesz już iść Bill - zwrócil się do niego, poznał ten głos . Eddie ?
- słucham - oburzył się - mam prawo tu być !
- gdzie twoja kochanka ?? - skąd on o tym wiedział - możesz już iść zajmę się nimi
- nie będziesz zajmował się moim dzieckiem - naciskał
- to ona ? - spytała jakąś pani  chirurg
- tak - odparł Eddie 
- śliczna - powiedziała kobieta, wywożąc  dziewczynkę z sali.
- dokąd ją zabieracie - przestraszył się .. jego mała córeczka
- do matki, wiesz jak ona się czuje bez Lary ?! - odparł Edd - a co pan " bogaty dupek " nie może jej tego załatwić. Nie jesteś już potrzebny, zajme się nimi
- nie - cały spokój i cierpliwość jaka Bill miał w tym momencie się wyczerpały,  rzucił się wściekle na Eddiego ...




piątek, 29 maja 2015

14. Spring nicht !!

Ich schrei in die Nacht fur dich
lass mich nicht im Stich 
Spring nicht !
Die Lichter fangen dich nicht 
sie betrugen dich
Spring nicht 
Erinner dich an dich und mich
Die Welt da unten zahlt nicht
Bitte spring nicht ! 

Bill poszedł do pokoju zanieść rzeczy, a ja szybko czmychnełam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ciuchy i włożyłam koronkową bielizne. Wyglądała ok. Nie było sensu się ubierać, Bill i tak się szybko pozbędzie moich ubrań.
Wyszłam.
Bill był na górze, na tarasie. Palił papierosa  i popijał Daniellsem.
Mimowolnie na twarz wyskoczyły mi rumieńce, wstydziłam się.... 
Stanełam obok niego opierając się o barierkę.
- ładny wieczór, prawda ? - zaczełam żeby zwrócić na siebie  jego uwagę. 
Odwrócił się. Zawstydzona pochyliłam głowę. Zachłystnął się i szklanka wylądowała na podłodze... rozbiła się w drobny mak.
Patrzył na mnie, czułam na sobie jego wzrok.. ciężko oddychał. 
Bałam się że zaraz dostanie palpitacji serca albo zawału.
Wyciągnął ręke i położył mi ją na policzku, delikatnie uniusł mój podbródek  do góry, tak że zatonełam w czekoladowych teńczówkach.... Patrząc mi w oczy zsuwał rękę niżej i zatrzymał się ( no każdy się domyśla gdzie xD ) na koronkowym staniku. 
Potem poleciał tam wzrokiem.
- Bill zróbże coś wreszcie - jęknełam na maxa rozgrzana nie bardzo wiedząc co mówie.
Wepchnął mnie do domu i gwałtownie docisnął do ściany... zaczął brutalnie wręcz całować. Podniósł mnie i jego ciuchy wylądowały na podłodze.
Przeniósł mnie do sypialni i położył do łóżka.
- Kocham Cie, wiesz ? - szepnąl
- wiem Billciu, wiem - odparłam i przysunełam go mocniej do siebie.

*
- Smacznego kochanie - stanął za mną Bill. Kochana pobudka, śniadanko do łóżka - wstawaj bo malutka się pewnie stęskniła.
Lara !
Gwałtownie się podniosłam i spaliłam buraka. Bill w odróżnieniu odemnie był kompletnie ubrany.
Uśmiechnął się tylko i wyszedł z Pumbą na śluga przed dom. Miałam czas żeby się ubrać i zjeść. 
Ruszyliśmy do szpitala.



- co z nią ? - spytałam lekarza, który opiekował się moją córcią.
- coraz lepiej, dziewczynka zdrowieje.
- za ile możemy ją zabrać ? - spytał Bill 
- myśle że ... już niedługo. Wszystkie badania poszły pomyślnie.
-ok, mogę do niej ? - nie wytrzymałam
- pewnie, odsunąl się od drzwi
  
Wziełam mojego szkraba na ręce i ucałowałam w główkę.
- już niedługo wracamy wiesz ? - cieszyłam się
- siemanko rodzinko - do małaej szpitalnej sali wparował Tom we własnej osobie. 
- A to wójek Tom - pokazałam dziewczynce
- hej, mogę wejść ? - w drzwiach zobaczyłam brunetkę o ładnych kształtach 
- a tak to moja dziewczyna - wytłumaczył Tom
- no hej Bill - pomachała mu
- jasne wejdźcie - powiedziałam z uśmiechem. 
Spojrzała na mnie jakby z wyższością.
- pytałam Billa, nie ciebie - zwróciła się do mnie nie miło - Myślisz że jak wpakowałaś Billcia w pieluchy to wszystko ci wolno.
- wyjdź zanim zrobie ci krzywdę - wkurzyłam się
- Bian, nie musisz być nie miła, uspokój się - skarcił mnie Bill..
Zaraz co ? Ona mnie obraża, a ja nic nie mogę zrobić ! 
Wziełam małą i wyszłyśmy z sali. Bill po chwili wyszedł za mną .
- Bian, o co ci chodzi ? Przyszli nas odwiedzić  a ty strzelasz fochy. 
- ja ? to ona mnie obraziła - mówiłam jak naburmuszone dziecko
- ona ? Nie bądź dzieckiem ! To nie przedszkole, nie rób mi przy nich wstydu. Dziewczyna mojego brata ma być miło traktowana - odwrócił się o odszedł.

*
- jedziemy do domu - pomaglał mnie Bill
- nigdzie nie jadę, zostaje tu na noc - zaparłam się smutno
- Bian, co jest ? - ukucnąl przy mnie - cały dzień się dziwnie zachowujesz - wow obchodzi go to
- ona mnie obraziła - pożaliłam się, naprawdę było mi smutno
- nie słyszałem co mówiła, ale nie miała na celu cię urazić
- nie chce spędzać z nią czasu !
- dzisiaj robimy iprezę. Przyjdą chłopaki i kilku znajomych.
- zostanę ! - upierałam się
- dobrze - pocałował mnie, potem małą i odszedł.
Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy że może na zawsze...


poniedziałek, 18 maja 2015

13. Dein Bild ist sicher, ich trag's in mir

Wstałam raniutko, kilka uderzeń serca, śniadanie, SMS i wychodzimy.
Zaraz SMS... ? Jeszcze raz zerknęłam na wyświetlacz. 
Od Billa
" Nie zapomnij nakarmić Pumby i w sypialni w pierwszej szufladzie pod moimi spodniami jest schowane trochę pieniędzy na czarną godzinę - obawiam się, że ona właśnie nadeszła. Kup sobie ciuchy xDD, chociaż ja i tak wole cię nagą. "
Cały Bill, no ale nowe ciuchy się przydadzą. Zerknęłam do szuflady w komodzie i wyjęłam plik banknotów, swoją drogą słowa " trochę pieniędzy" nie przygotowały mnie na widok, który zastałam. Przeszedł mnie dreszcz. Jak długiej czarnej godziny spodziewa się Bill ? 
Schowałam kilka banknotów do portfela i zeszłam do kuchni nakarmić psa. Pumba miał w spiżarni całą szafkę tylko dla siebie i milion przysmaków i dobrych składowo karm, wybrałam jedną puszkę i podałam ją psu, teraz wyprowadzić go na szybki spacer i mogę jechać na zakupy. 

Na mieście weszłam do do pierwszego lepszego sklepu, nie potrzebowałam rozglądać się za niesamowitymi markami, ale nawet w pierwszym lepszych sklepie - Ceny dla LA - wielkie jak wszystkie nieszczęścia tego świata.
Kupiłam kilka mega drogich rzeczy. Może Bill się nie wkurzy, dla niego niespodzianka też jest xD. W formie czarno - czerwonej, sporo odkrywającej koronkowej bielizny.
Potem szybciutko do szpitala, bo Lara na pewno bardzo tęskni. 
- o jest pani - z sali wyszedł lekarz
- coś nie tak ? - serce mi stanęło i przeraziłam się nie na żarty
- nie, poprostu bardzo płakała
- ok, dziękuje - od razu wziełam malutką na ręce. Nie dziwie się że płakała.
Przez całe życie miała tylko mnie i zawsze, ale to zawsze byłam przy niej, a teraz coraz częściej zostaje sama w szpitalu.
- nie płacz skarbie, mama już tu jest. Chętnie zabrałabym cię już do domu. ..- zawibrował mi telefon, dzwonił Bill.
- tak ? - odebrałam
- hej, wróce dzisiaj, przed południem będę już w LA
- o to super - ucieszyłam się " ty pusta idiotko " zmarkotniałam bo przypomniałam sobie jego ostatnio użyte słowa.
- nadal chcesz wracać ? - spytał smutny - Bian, ja nie chciałem tego powiedzieć
- Bill to było przykre
- wiem, przepraszam. Może w ramach przeprosin dasz się zaprosić do cukierni ??
- nie wolno mi jeśc dużo słodyczy, karmie małą
- to może... - zastanowił się chwilę - Wiem !
- co ?
- zrobimy jej pokoik, co ty na to ?? - spytał optymistycznie
- czemu nie , może być fajna zabawa
- widzimy się za niecałe 1,5 h, pozdrów malutką, paa

Usiadłam z Larą przy oknie. W sumie fajny Bill miał pomysł. Będzie miała swój własny kącik w tym wielkim domu.

* 2h później *

- jestem dziewczyny - usłyszałam roześmiany głos Billa za plecami
- Bill - ucieszyłam się, a mała wyciągneła rączki w jego strone
- mogę ?- spytał patrząc na nią
- pewnie - podałam mu córke
- wszystko już z nią ok ?? - spytał poważnie, odrywając jej rączki od swojego nosa xD
- tak - zilustrowałam go wzrokiem.
Ruchable
- więc może ją uśpij, pojedziemy do sklepu wybrać meble
- teraz ? - zdziwiłam się
- no a kiedy ?
- nie , tylko nie jesteś zmęczony ?? Nie pali się przecież
- pali, malutka zaraz wyjdzie ze szpitala. Chce żeby miała pokoik już gotowy
- no w takim razie ok, zaraz pojedziemy- odłożyłam ją do łóżeczka
- a propo jazdy.. nic nie stało się ferrari ? Jest całe, prawda ??
- BILL !!!!!!!!!!!!!!!!
- nie krzycz przy dziecku, tylko pytam
- to lepiej nie pytaj !
- dobrze, przepraszam cie złośnico - ucałował mnie w usta, kochany. Wtuliłam się w jego szczupłe, umięśnione ciało. Kochałam ten jego wspaniały zapach. Nie umiałam określić co dokładnie czułam, to był poprostu on.
Mój kochany Bill, moja wielka, nieodwołalna miłość.



Mała zasneła, więc po cichu ulotniliśmy się ze szpitala.
- dokąd jedziemy ? - spytałam siadając na miejscu pasażera, niech się nacieszy swoim ferrari.
- do sklepu z meblami
- a może najpierw wybierzemy pokój, w którym będzie mieszkać ?
- myślałem nad tym z oknami na dwie strony
- dobry pomysł - przytaknełam mu

Kupiliśmy białe meble i różowy dywan ( no co, przecież to dziewczynka )
- co teraz ?- spytał stojąc biedny, pewnie mu się już znudziło, a ja miałam radoche jak dziecko.
- a teraz rolety, może jaśniutki fiolet ? - głośno myślałam
- jasne ... super pomysł, ale załatwimy to jutro, już późno !
- zdążymy jeszcze - odparłam obstawiając przy swoim
- najpierw seks, najwyżej tu wrócimy
- ehh..- pokręciłam tylko głową z uśmiechem
- rozpaliłaś mi zmysły tym Skypem - spojrzał na mnie szatańsko z błędnymi ognikami w oczach
- mam dla ciebie prezent - puściłam mu oczko
- tylko mi nie mów że masz okres - zmarkotniał
- bez obaw, spodoba ci się





piątek, 8 maja 2015

12. Wir durfen unser Glauben nicht verlieren !!

Nie powinniśmy zgubić naszej wiary 



Siedziałam przed szpitalem na nagrzanym od amerykańkiego słońca chodniku,  drażniąc się psem. Było mi tak strasznie przykro.
 Co ja sobie wyobrażałam ?? Że wrócimy do siebie i wszystko cacy, że zapomnimy o tym jak było, że Bill poświęci nam 100% swojego czasu?!   Nic nie jest cacy. Bill nie jest stworzony do prawdziwego związku. On lubi się bawić, bycie ojcem nie jest dla niego, nawet jeśli tego chce to nie potrafi odciąć się od swojej kariery i bycia sławnym. A ja głupia się łudziłam. Oddam mu kasę za te głupie klucze od auta, skądś ją wezmę i wrócę do Berlina. Nie trzeba tu w ogóle było przyjeżdżać. Tylko niepotrzebnie narażałam malutką.
- co Pumba ? twój pan jest idiotą wiesz ? - mówiłam do pulchnego szczeniaka, a on delikatnie trącał mnie łapkę. Zawibrował mi telefon - dzwonił Bill. Odrzuciłam połączenie, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Po co to wszystko było ? Te puste kocham Cię ! Przecież ono nic nawet nie znaczyło " Jak można powiedzieć komuś kocham Cię, a za chwilę :  Ty pusta idiotko - nie trzymam cię tu na siłę "
Byłam w kropce, powrót do Berlina i ponowne odcięcie się od Billa i jego zabawowego życia w blasku fleszy wydawał się jedynym słusznym rozwiązaniem ale bałam się, nie mogłam teraz wrócić. Mała nie powinna  teraz tak podróżować, już przylot tutaj dał nam się wszystkim w kość, ogarnięcie szpitala i wszystkich innych rzeczy, które zrobiły za nas pieniądze Billa -  powrót do Berlina był niemożliwy, ale zostać też nie mogłam.
Jebane ferrari.
Czemu ten samochód był aż tak ważny ?
Ah, kosztował majątek, to nie był zwykły samochód , to było obrzydliwie czerwone Ferrari 458 italia.
ie znam osoby, która po zauważeniu tego samochodu nie przystanęłaby i nie popatrzyła za nim, to mokry sen każdego nastolatka w stanach. Każdy facet ma jakiś ból dupy co do auta, a na dodatek przecież to nie ja rzuciłam te jebane kluczyki. 
Fakt nie złapałam, ale ... znów dzwoni. Kolejny raz odrzuciłam rozmowę.
- Pumba, koniec zabawy, trzeba sprawdzić co u Lary - wstałam z chodnika i ponownie wpakowałam zwierzę do torby.
Lara płakała, była sama na wielkiej sali SAMA. 
Podeszłam do niej i wyjęłam z łóżeczka.
Miałam nadzieję że ktoś przy niej został... ale widoczne jebany wywiad jest ważniejszy. Taki właśnie był Bill, usłyszał słowa wywiad, reflektory, publika , zostawił wszystko i pobiegł za sławą. 
Moja malutka, przytuliłam ja do siebie, długo nie mogłam jej uspokoić i wpadłam na genialny pomysł. Nikogo nie było więc pokazałam jej psiaka. Zobaczyłam uśmiech na jej twarzy, takie to piękne. 
Po dłuższym czasie mała zasnęła, a ja zamierzałam pojechać do domu. Nie mam pojęcia jak. Bill pewnie odstawił auto. Przechodząc obok recepcji usłyszałam :
- przepraszam.. hej .. to pewnie ty jesteś Bianka - usłyszałam głos pielęgniarki - twój mąż zostawił ci zapasowe kluczyki i prosił żebym ci przekazała. 
- aa dzięki -wzięłam je od niej.
Czyli może nie jest do końca dupkiem.
Wyszłam przed szpital i wsiadłam do auta.
Znów zadzwonił..ehhh...odebrałam, przecież nie da mi żyć.
- oddam ci te kase za te kluczki - wyjechałam na wstępie wyjeżdżając ze szpitalnego parkingu
- co ?? nie chodzi mi o te cholerne kluczyki. Chce z tobą porozmawiać
- nie mam czasu - chciałam się rozłączyć
- czekaj !
- co ?
- przepraszam 
- daruj sobie, jestem tylko pustą idiotką i nie trzymasz mnie tu na siłę . Wracam do Berlina
- nie ! proszę ! przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. Zostań, błagam 
- nie - rozłączyłam się. 
Nie miałam ochoty się z nim przekamarzać.
Do Berlina i tak chciałam wrócić, to tam był mój dom. 
Lara ma tu lepszą opiekę, dlatego musiałam zostać. To dobra klinika, prywatna, pewnie jedna z lepszych na świecie, to przecież STANY. Kolejna rzecz za którą muszę mu oddać kasę - leczenie. Nie chciałam być od nikogo zależna finansowo, jeśli Bill za to wszystko zapłaci do końca życia będe musiała żyć z faktem, że ktoś coś kiedyś dla mnie zrobił i być może pewnego dnia przyjdzie odebrać dług. .
Weszłam do domu i puściłam psa wolno. Dom był piękny, ogromny i jeszcze czysty bo Bill nie zdążył wszystkiego rozpakować i nasyfić. Rozejrzałam się, walizek ubyło, ciekawe jak długo będzie trwał ten wyjazd. Mogłabym tu mieszkać, ale z Billem bywa różnie. 
Poszłam pod prysznic a potem do sypialni.
BOŻE ! 
ja cały czas mam na sobie te same ubrania, przecież nie wzięłam ze sobą za wiele i w efekcie szybkiego pakowania nie mam w co się ubrać. 
Naga weszłam pod kołdrę.
Zadzwonił Bill na Skype ...ehh on mi nie da żyć.
Odebrałam .. bo co mam zrobić, przecież nadal go kocham.
- Bian, tak mi przykro - paplał od rzeczy, a ja próbowałam się szczelnie opatulić kołdrą - co robisz ?? Zimno ?
- Bill... nie mam już żadnych ciuchów - powiedziałam i oblałam się rumieńce, głupio to zabrzmiało.
- mam rozumieć iż jesteś naga ? - cudowny uśmieszek
- zabawne ?
-hmmm... teraz mam na ciebie ochotę. Pokaż mi się, chociaż troszkę.
- a jesteś sam ?? - można by było się zabawić, czemu nie
- tak, ale pójdę do łazienki, bezpieczniej będzie ... już
-ok - powoli zsunęłam kołdrę
Zaświeciły mu się oczy, wyciągnął ręke
- żałuje że to tylko Skype.. chce cię dotykać...całą 
- czemu nie - jeszcze bardziej zsunęłam kołdrę, niemal spadła z łóżka odkrywając mnie cała
- omg ! - położył sobie dłoń na wybrzuszeniu w spodniach - coś ty narobiła !
- to ten tego, dobranoc słońce - rozłączyłam się z cwanym uśmiechem
" A masz za swoje " 

piątek, 1 maja 2015

11. Über 1000 Meere zurück zu dir, zurück zu uns.

Pod szpitalem wpakowałam pulchnego buldoga angielskiego do torby. No co ? Przecież go nie zostawię w samochodzie.
Bill siedział w poczekalni i grzebał coś w i-phonie, co swoją drogą jest strasznie denerwujące,  nosi go ze sobą  24 na dobę. Telefon prawie zawsze jest przedłużeniem jego ręki. 
Podniósł  głowę, kiedy próbowałam uspokoić szamoczącą się  " torbę " , co w szpitalu na pewno nie było objawem zdrowego umysłu. Gdyby zobaczył mnie teraz jakiś lekarz na bank trafiłabym do pokoju bez klamek. 
- mógłbym wiedzieć co ty robisz ? Wszystko ok ? - patrzył na mnie jak na wariatkę, a nie mówiłam - pokój be klamek. 
- oj no bo ... on był taki słodziutki.... i malutki.. - zaczęłam się tłumaczyć, co jeszcze bardziej go zaniepokoiło. 
- chwila ! co było słodziutkie ?
- no Pumbi !
- wziełaś do kliniki psa !! - zezłościł się - Hej Pumba - pogłaskał wystającą z torby mordkę - Moje ferrari żyje ? - spojrzał na mnie z ukosa. 
- rozbiłam je - powiedziałam chamsko, głupie pytanie to i adekwatna do niego odpowiedź.
- jak to !!! - zzieleniał, poważnie w życiu nie przypuszczałam, że twarz może zmieniać kolory w tak szybkim tępie, Bill najpierw śmiertelnie zbladł potem zaczął robić się przerażająco fioletowy następnie jego twarz przyjęła czerwony odcień furii by na koniec zrobić się zielona. 
- hahah..idiota ! nic mu nie jest  - złapałam się za brzuch ze śmiechu, jego mina była bezcenna - lepiej powiedz co u małej - spoważniałam. 
- wzięli ją na badania .. czyli uff... nabijasz się ?
- jak to na badania ? ! - przeraziłam się - bez zgody rodzica !!!
- uspokój się, przecież równie dobrze ja mogłem wyrazić na to zgodę
- co !! Bill gdzie jest moja córeczka ??!!! - rozryczałam się na środku korytarza - oddałeś im ją !!
Objął mnie i mocno przytulił
- spokojnie, nic jej nie będzie.. pomogą jej - mówił łagodnie, jak do psychopatki - w tamtym momencie na pewno nie byłam normalna, ale chodziło o moje jedyne dziecko, o mój skarb, o moje wszystko. Byłam matką do cholery, świat powinien być dla nas o wiele bardziej wyrozumiały. 
Moja mała córeczka, pół roku miałam tylko ją... to nie jest takie łatwe.
- Bill nic jej nie będzie ? - spytałam wycierając oczy
- nie pozwoliłbym im jej zabrać  gdyby mieli złe zamiary. Bian, jesteś przewrażliwiona
- Bill.. ja - chciałam mu powiedzieć, że JESTEM MATKĄ ! i że pół roku byłam z nią SAMA. Tylko ona i ja. 
- wiem, rozumiem - nie dał mi dokończyć -  Nie wracajmy już do tamtych dni. Damy radę zobaczysz - czułym gestem pogłaskał mnie po twarzy.
- o jest pani, jak miło - przyszedł do nas lekarz - wszystko w porządku, nie ma żadnych zmian skórnych, badania są o wiele lepsze niż poprzednie, jej organizm powoli się stabilizuje. 
- to znaczy że jest zdrowa ?? - spytałam nieśmiało
- no niezupełnie, białaczka to poważna choroba, ale Lara już odchorowała swoje wywalczyła sobie życie, choroba minie, to już końcowe stadium.
Odetchnęłam z ulgą Czyli, że ona z tego wyjdzie, pociekły pierwsze łzy szczęścia.
- długo będzie musiała tu być ? - spytał Bill. Oboje marzyliśmy już, żeby ta przygoda ze szpitalem się zakończyła i żebyśmy mogli wrócić wszyscy do domu. 
- nie wydaje mi się, wszystko się przyjęło. Nie ma po co trzymać jej tutaj na siłę, więc tylko kilka dni na obserwację.
- to super bo akurat na te kilka dni nasz król sceny musi wyjechać - ni stąd  ni z owad  pojawił się David Jost, menager zespołu Tokio Hotel, a zarazem mojego faceta. - Przepraszam, że ja nie w porę, ale to ważna sprawa. 
- co ??? - reakcja Billa byłą bezcenna, oczy prawie wypadły mu z oczodołów - jak to  wyjechać ? Nie było wcześniej mowy o czymś takim, nie moge. 
- Bill, masz śliczną córeczkę, ale to cię nie zwalnia z obowiązków. Dzisiaj wieczorem lecimy do Oslo. To bardzo świeża sprawa, musimy kuć żelazo puki gorące- menager wzruszył ramionami. 
- Bill... - jęknęłam cicho gdy Jost poszedł do automatu po kawę, a tak naprawdę dał nam chwilę czasu na dogadanie się ze sobą. 
- Bian, ja w tym wypadku nic nie mogę zrobić - wzruszył zrezygnowany ramionami. 
- kilka dni, przecież ja zostanę ze wszystkim sama - kolejny raz mnie zostawiał, kolejny raz miałam radzić sobie całkiem sama, a przecież miało być tak dobrze, mieliśmy dzielić się tym wszystkim razem, a znowu wyszło jak zwykle. 
- zabrał bym cię ze sobą gdyby nie Lara. - wskazał na córkę, te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody wylany na plecy. 
- to nie jej wina !! - zdenerwowałam się. 
- wiem że nie. Czemu ty wszystko źle odbierasz ?? - zrobił teatralny gest rękami, przedrzeźniając mnie. 
- Bo mówisz tak jakby to była jej wina. Ona się nie prosiła o chorobę ! - krzyczałam na niego. 
- co ty pierdzielisz ! wcale nie ! Po prostu powiedziałem że gdyby nie to że tu leży to wziął bym was ze sobą
- a ja ci po prostu powiedziałam że to nie jej wina !! - krzyczałam na niego na środku korytarza 
- dogadaliście się już ? - wtrącił się Jost , o dziwo wrócił bez kubka z kawą- Bill musimy jechać, to naprawdę szybka sprawa. 
- pozwól mu zostać, to tylko mały wywiad - w korytarzu zobaczyłam całe Tokio Hotel, chłopaki stali z tyłu i bacznie przyglądali się całej sytuacji. 
- wywiad bez frontmana !!! - złościł się Jost - Jak wy sobie to wszystko wyobrażacie ? 
- David ma racje  poparł go Bill - chce tam jechać
- Bill ... - stanęłam za nim
- to my czekamy w busie - chłopcy jak na zawołanie odwrócili się na pięcie i ruszyli ku wyjściu ,a za nimi David. 
Bill zacisnął dłonie w pięść i się odwrócił.
- wiesz czasami mnie wkurwiasz ! - powiedział wściekły.
- to po co mnie tu sciągałeś ??! - zrobiło mi się przykro
Co mu się stało ?
- jeżeli chcesz możesz wracać ! Nie trzymam cię tutaj na siłę, tylko najpierw odstaw ferrari do garażu - rzucił we mnie kluczykami. 
Tylko że, Bill chyba zapomniał że, ja mam słabą koordynacje ruchową i nie złapałam ich, musnęły moje palce w locie i poleciały dalej. Kluczyki upadły na ziemię i plastikowa część od automatycznego otwierania drzwi roztrzaskała się na drobne części i właśnie wtedy stracił już swoje ostatnie resztki samokontroli i  się wściekł..
- ty pusta idiotko !!! Nie umiesz nawet kluczyków złapać !! - wydarł się na mnie, jeszcze nigdy tak nie krzyczał.. na mnie..., a co zrobiła mądra Bianca ??
Rozpłakałam się, odwróciłam do niego plecami i uciekłam przed siebie.
- Bian ! czekaj ! - usłyszałam jego głos, ale nie zwróciłam na niego uwagi

" ty pusta idiotko ! " 



wtorek, 28 kwietnia 2015

Info !

Przypominam o moim drugim blogu, prowadze go od niedawna .. ale zobaczcie :)





http://nie-skacz.blogspot.com/

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

10. Ich lass mich zu dir treiben

- Bianco, obudź się, już trzeba będzie wysiadać - obudził mnie głos Billa i delikatne szturchnięcie w ramię.... nareszcie wszystko na swoim miejscu...Jego głos, jego zapach , jego ciepło, zaraz ! głos ? ... tak ten który wciąż domagał się mojej reakcji. 
Otworzyłam oczy, bardzo niechętnie bo wciąż chciałam być w tej krainie wiecznego dobra. 
Lara spała mu na rękach a on promiennie się do mnie uśmiechał
- Bill czy już ? - zapytałam półprzytomnie. 
- tak - wziął mnie za ręke i z małą śpiącą mu  w drugiej ręce wyprowadził nas z samolotu.. za bramkami czekał .. Tom . Wziął od nas niedużą torbę bo tylko taką zdążyliśmy wziąć pakując się w pośpiechu, a potem mocno mnie przytulił
- ale urosłaś xD - nabijał się - a gdzież jest moja bratanica ? - Tom szukał dziewczynki wzrokiem. 
- śpi - zbył go Bill -jedźmy już
- Bill, bądź miły - upomniałam go
- ehh... ona nie powinna przebywać tyle na dworze ! Jeszcze się przeziębi - zdenerwował się - jedziemy ! - Lara jeszcze nie do końca miała zdrowy system odpornościowy, każde zmarznięcie albo przegrzanie powodowało u niej przeziębienie co z kolei bardzo szybko rozwijało się w infekcje i maleńka mogła szybko zachorować, a w jej stanie nie było nam to potrzebne. 
- ok - przytaknęliśmy mu, wsiedliśmy do samochodu i w ciszy, żeby Lara mogła się wyspać,  podjechaliśmy pod klinikę.
Bliźniacy szybko załatwili sprawę małej, nie spodziewałam się, że tak szybko ją przyjmą, dopiero potem zauważyłam jak Bill wręcza kobiecie w recepcji kopertę.. i od razu lekarze położyli ją pod kroplówkę.
- co teraz ? - spytałam patrząc na mojego narzeczonego.
- teraz.. Tom zawiezie cię do domu, ogarniesz się, weźmiesz auto z garażu i przyjedziesz tu z powrotem. Co ty na to ?
- nie zostawię jej samej w obcym miejscu! Nie ma mowy ! - zaczęłam panikować, jak moge zostawić dziecko samiuteńkie w szpitalu, w obcym miejscu , z obcymi ludźmi. W Berlinie było inaczej, spędziłyśmy tam tyle czasu, że znałam lekarzy i miałam do nich numery telefonów. Tutaj perspektywa pozostawienia jej samej bardzo mnie przerażała. 
- Bian, Lara zostanie z Billem - wtrącił się cicho Tom - Przecież, wiem że mimo tego co wtedy powiedział wpisałaś go jako ojca w rubryce OJCIEC, dzięki Bogu z resztą.
-  a co to ma do rzeczy, musze z nią być, gdyby trzeba było zlecić badania ! -protestowałam. 
- Wszystko będzie dobrze Bian. Lara zostaje ze swoim tatą, z resztą zobacz jak ona go uwielbia - wskazał na Larę. która oglądała z Billem książeczke z księżniczkami i na mnie nie zwracała najmniejszej uwagi. No tak, kupiła go, Bill był już okręcony wokół małego paluszka. 
" Bian " jak dawno nikt tak na mnie nie mówił. Wracały wspomnienia, teraz znowu z nimi jestem. 
Jestem członkiem paczki przyjaciół.. a może nawet kimś więcej...?
- dobrze, ale zadzwonisz do mnie... - poprosiłam 
- tak, obiecuje - przerwał mi - jeśli coś się będzie działo od razu dam ci znać. 
- ok - zgodziłam się niechętnie i razem z Tomem wyszliśmy ze szpitala - daleko stąd mieszka Bill? - spytałam. 
- Blisko, podrzucę cię i jadę na Disco, mam nową dupę - wypowiedział te słowa tak szybko, że aż otworzyłam usta ze zdziwienia
- Hahahah, no przecież ! - pokręciłam głową, cały Tom
- może tym razem  już na stałe - dodał z uśmiechem. 
- nie wierzę - nabijałam się.
Miło było wrócić do tego wszystkiego. Nie mam pojęcia jak to się stało że Bill zaakceptował małą i pozwolił nam wrócić do swojego życia, ale widziałam kto może wiedzieć,  była tylko jedna taka osobą, która znała mojego Billa tak dobrze, że wiedziała wszystko, oczywiście tą osobą był nikt inny jak  - Tom ? - złapałam za mały breloczek wiszący przy lusterku, gwiazdka, urocza. 
- hmmm - zerknął na gwiazdkę a potem przeniósł wzrok na mnie. 
- dlaczego Bill tak nagle zmienił zdanie ?
- hmm, - znów wydał dźwięk jakby się zamyślił -  on też jest istotą ludzką i też posiada serce. Może odkrył to zjawisko zbyt późno, ale lepsze to niż wcale. Wydaje mi się że jej choroba go ogarnęła. Nie chciał takiego obowiązku, nie chciał mieć dziecka, ale kochał cię nawet wtedy gdy nie byliście razem. Tęsknił. Pojawiłaś się znów w jego życiu dość niespodziewania, coś go ruszyło, nadal nie chciał obowiązku, ale... kiedy ona leżała w szpitalu dotarło do niego kim ona tak naprawdę jest. Zrozumiał. Dlatego to wszystko działo się tak szybko, ale tak naprawdę wszystko sobie przemyślał. Bill nie spał wiele nocy gdy cię zostawił, zastanawiał się co zrobić. Nie wybrał najlepszego rozwiązania, bo powinien zostać wtedy z tobą, ale nie wiń go, on trochę spanikował, Bill to dzieciak, jest tylko 10 minut młodszy a czasem mam wrażenie, że dzielą nas całe lata. To nie było najlepsze rozwiązanie, ale wtedy był przekonany, że tak będzie najlepiej dla was obojga. 
- dzięki Tom, naprawdę dziękuje, że ze mną o tym rozmawiasz - uśmiechnęłam się - myślisz że z tym ślubem to on serio ?
- Bian, on cie kocha. Sara wiele razy próbowała, ale po ostrym seksie kazał jej znikać i jej płacił. To wszystko - wzruszył ramionami, a potem spoważniał -  Kochasz go ?
- tak Tom, po tym wszystkim co przeszłam.... ja i mała, obie potrzebujemy miłości, domu i ciepła. Potrzebujemy, żeby ktoś się nami zajął, potrzebujemy Billa. 
- wiem, Bill będzie dobrym ojcem. To tu. - zatrzymał się pod wielką willą - twój nowy dom !
- ojejku, jest ogromy ! przecież ja się tu zgubie
- może nie - zaśmiał się - jakby co to narysuje ci mapę
- dzięki za podrzut i rozmowę, pa - cmoknęłam go w policzek i odjechał ku swojej nowej "dupie".
Weszłam do domu i się rozejrzałam, białe marmurowe podłogi, jasne beżowe ściany , obrazy , bardzo elegancko z tego co udało mi się zarejestrować posiada basen, ogród... no cóż Los Angeles. W środku był cały już urządzony. Bill nie zdążył rozpakować jeszcze kilku toreb, ale były pootwierane i przejrzane... jakby czegoś szukał. 
Poszłam do łazienki .., ogromnej.. i zrzuciłam z siebie ciuchy. Ciepła woda sprawiła że chciało mi się straszliwie spać, ale nie mogę ! Spałam w samolocie, a Bill biedactwo nie, nie mogę go tak zostawić. Wzięłam też jakieś ciuchy dla niego i kilka ubranek dla córki, nie wiem ile będzie musiała zostać w szpitalu. Choroba jest w remisji, miałam nadzieję, że już nigdy nie wróci. 
Zeszłam do garażu, który był na poziomie -1 i  zajmował całą szerokość domu, był naprawdę imponujący i ... wybiegł na mnie miły, przyjazny psiak. To zapewne jest słynny buldog angielski Billa,   Pumba.  Zaprzyjaźniliśmy się poprzez krótką, wspólną zabawę i dużo głaskania . Nie chciał mnie już potem opuścić i wpakował się dość uroczo i pokracznie do czerwonego ferrari Billa, które udało mi się otworzyć po wzięciu przypadkowego kluczyka z zamykanej skrzyneczki na ścianie. Chcąc nie chcąc piesek  pojechał ze mną do szpitala. 

czwartek, 23 kwietnia 2015

9. Lass dich zu mir treiben

- Bill - szepnęłam stając za jego plecami.
Gwałtownie się poderwał, jak wyrwany z transu.
 - Co ty tutaj robisz ? Miałeś być w LA - nie rozumiałam skąd się tutaj wziął, przecież widziałam jak odjeżdża i odchodzi znów z naszego życia. 
- i byłem - odparł po prostu jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - ale musiałem ją zobaczyć.- wzrok mu złagodniał gdy patrzył na Lare. -  Wszystko w porządku prawda ? - nadal patrzył na mnie tylko na nią. 
- na razie tak - wyjąkałam i wtedy się odwrócił. Wiedziałam co zobaczy, ale mimo wszystko troche zrobiło mi się wstyd. 
Zobaczył zmorę, która od kilku dni nie spała, w rozczochranych włosach i rozmazanym makijażu.
Zamilkł na chwilę. Chłop się na bank przestraszył, pewnie już myśli jak odsunąć Larkę od potwora, któy stoi obok. 
- a czy z tobą wszystko ok ? - spytał podejrzliwie.
- nic mi nie jest - odparłam gdy się do mnie zbliżył.
- wyglądasz źle - podsumował
- przepraszam - spuściłąm głowę - byłam zmęczona, smutna, kumulowało się we mnie tyle emocji. Nie mogłam już tego wytrzymać. 
- za co ? - zaśmiał się. 
Kochałam jego uśmiech, jego piękne, śmiejące się, czekoladowe oczy... jego.
Może nadszedł czas żeby mu to powiedzieć ?
- Bill... ja ... chciałabym ... wiem że ..to może głupio zabrzmi... ale..- zaczęłam się plątać.
- co jest ? -przerwał mi 
- po prostu ... - zatkało mnie.
Dlaczego ?
- wróć do mnie ! - powiedział nagle przerywając moją niezbyt spójną próbę wypowiedzenia słów - kocham cię i malutką też. Chce się wami opiekować. Być przy was...
- ja .. chce z tobą być - wydukałam tylko. 
- bądźmy - podsumował a potem mnie do siebie przyciągnął i pocałował.
Oderwaliśmy się od siebie kiedy Lara zaczęła domagać się uwagi. Wyciągała do nas rączki.

- jak wszystko się przyjmie to pojedziemy do LA, kupiłem duży dom. - opowiadał Bill entuzjastycznie , Lara siedziała w łóżeczku i bacznie go obserwowała. 
- nie chce nic mówić, ale czeka ją tutaj długa rehabilitacja - to wszystko zdawało się być proste, ale wcale takim nie było. 
- W Ameryce przejdzie ją szybciej. Tam jest lepiej, tam mają inne technologie, inny czas oczekiwania na zabiegi, inne maszyny.  W Ameryce wszystko jest lepsze, zobaczysz spodoba wam się.
- ja chyba wole żebyśmy zostali tutaj, lubię ten kraj.
- kochanie, tam czeka na nią lepsza przyszłość nie tylko medyczna ale i edukacyjna, dla nas również
- bo co ! bo akurat dostajesz tam prace ! - ofuknełam go
-tak, będzie kasa, mała będzie mogła się uczyć... ty też jeśli chcesz, to dobra perspektywa.
- twoja kasa ! - poprawiłam go, już raz obyliśmy rozmowę na temat pieniędzy, wtedy dawał mi ją na coś zupełnie innego. 
- ehh...moje .. twoje ...zróbmy tak ... - nagle ukląkł przede mną i z kieszeni kurtki skórzanej wyjął pudełeczko z pierścionkiem. SWAROVSKI...omg. Skąd on wziął pierścionek ! W szpitalu ! Swoją drogą niesamowicie romantyczna chwila, ja ubrana jak menel, w szpitalu, w sali chorej córki. 
- wyjdź za mnie ... - czy Bill właśnie daje mi pierścionek z brylantem ??
- je..st śliczny - wyjąkałam
- prosto z Hollywood - uśmiechnął się " Bogaty dupek " słowa Edda
- ale..ja... - zaczęłam znowu myśleć , nie potrzebnie, znowu chciałam wszystko analizować, a może właśnie tą decyzje powinnam podjąć pod wpływem chwili. -  TAK .. wyjdę za ciebie - zgodziłam się... - z jednej strony byłam przeogromnie szczęśliwa ..ale z drugiej trochę się bałam, skąd ta nagła zmiana... ?
- Witam państwa, przykro mi że przeszkadzam w takiej chwili, - lekarz, zupełnie inny niż ten który prowadził chorobę Lary  lekko odchrząknął z zażenowaniem -  ale muszę wziąć ją na badania. podszedł do łóżeczka i jedną ręką podniósł Larkę. Zachwiała mu się na ręce, a ja wyskoczyłam do przodu żeby ją złapać. Bill mnie powstrzymał i zwrócił się do lekarza.
- mógłby pan uważać, to malutkie dziecko, a nie szczur doświadczalny.
- proszę pana, to ja tu jestem lekarzem, nic jej nie jest. Proszę tu zaczekać- wyszedł.
Chodziłam po salce cała w nerwach, nie wiedziałam gdzie się podział nasz ulubiony lekarz, może ma teraz ważniejszych pacjentów albo operacje. 
- Bianko, to nic nie da uspokój się - tylko wypowiedział te słowa, a usłyszeliśmy wrzask mojej malutkiej córeczki- jasna cholera !- wybiegliśmy z sali
- Bill, dokąd on ją zabrał - bezradnie wybuchłam płaczem, bałam się o moje ukochane dziecko. 
- kochanie, zaczekaj tutaj ok ? - i gdzieś polazł - chce wypisać córkę na żądanie - usłyszałam po chwili  jego głos i poszłam w tamtym kierunku. Trzymał ją... wyciągnęłam do niej ręce, jak bym była chora psychicznie ( może trochę i byłam ). Podał mi ją z łagodnym uśmiechem.
- moja maleńka - wtuliłam ją w siebie i ucałowałam w główkę.
- szybciej no ! - ponaglał pielęgniarkę a malutka się rozpłakała - chce jeść ?? - spytał 
- ona raczej domaga się swojego smoczka- wróciłam się z nią na sale, podałam smoczka i ponownie przyszłam do Billa ze spokojnym już dzieckiem. Bill miał już wypis.
- ubierajcie się - powiedział - jutro w południe powinniśmy dotrzeć do kliniki w Los Angeles, tam będzie lepiej - po niedługim czasie wepchną nas do swojego r8 ( cholera, ile on ma samochodów)
- Bill zwariowałeś !! ? - odzyskałam mowę - a jak coś się jej idioto stanie !!!
- kotku, uspokój się - usiadł za kierownicą - jestem jej biologicznym ojcem, przeszczep musiał się przyjąć, nie ma innej opcji - był tak pewny tego co mówi że nie miałam już pytań.

W samolocie objęłam córkę i wtuliłam głowę w jej ciepłe ciało. 
Tak wysoko...
- wszystko ok ? - dotknął moje ramienia, a ja podskoczyłam jak oparzona - Bianko ?
- ja.. Bill - wtuliłam się w niego
- pierwszy raz lecisz ?
- tak 
- oj trzeba było od razu - mocno mnie przytulił - Prześpij się - nie trzeba mi było dwa razy powtarzać.. zamknęłam oczy i odleciałam...

sobota, 4 kwietnia 2015

8. Dann sind wir eindlich frei... !

Oparł się wygodnie na siedzeniu i cicho westchnął. Dwie godziny temu wystartowali z lotniska w Berlinie, a on od 2 godzin nie mógł przestać myśleć i Bian i jej córce. Nie mógł się na niczym skupić, wszystko go irytowało.
- co jest ? - spytał jego brat, poprawiając kucyk z dredami. Tom z kolei wyglądał na super mega wyluzowanego, lubił latać, zawsze po wejściu na pokład się odprężał. 
- Tom, boje się je zostawiać.- wyznał bratu.
- Eddie siedzi w puszce ! Nie będzie zagrożeniem. - Tom próbował natarczywie otworzyć paczkę cheetosów serowych. 
- Tom... zalęży mi na niej - wyrwał bratu paczke chrupek i sam mu otworzył.
- super że dociera to do ciebie dopiero teraz. - ofuknął go brat i naładował całą garść chrupek serowych do ust. Bill nic nie odpowiedział, co jeszcze mógł powiedzieć. 
- Hejo - podeszła do nich cycasta brunetka - jestem Ria - przedstawiła się. Była piękna, długie nogi, wydatny biust , no i miałą na czym siedzieć.  Tom się już zaślinił co w połączeniu z chrupkami wyglądało obrzydliwie. 
- jestem Bill, a to mój starszy o 10 minut brat idiota Tom - przedstawił ich
- muszę do kibelka - wyjąkał Tom ...hahahaha stanął mu xD " ale mój brat ma problemy " - pomyślał Bill i mimowolnie zerknął na Rie.
Kobieta usiadła obok niego i przez chwilę tylko mu się przyglądała. Irytowało go to, nie lubił jak kto tak na niego patrzy, a w dodatku kobieta, bardzo atrakcyjna kobieta. 
- masz dziewczynę ? - spytała. Gdyby powiedział, żę nie zaskoczyło go to przypadkowe zadane mimochodem pytanie to by skłamał. Zerknął w wyczekujące odpowiedzi oczy kobiety i poczuł się żenująco, chciał tylko dolecieć do celu, dlaczego ci ludzie nie mogą dać mu spokoju, oczywiście Toma gdy potrzeba to trzepie sobie w łązience i go tu nie ma - Halo, tu ziemia ! - dziewczyna wyrwała go z zamyślenia. 
- Przepraszam, możesz powtórzyć trochę się zamyśliłem - myślał, że jak uda że nie słyszał to Ria odpuści.
- Pytałam czy masz dziewczynę ? - nie dawała za wygraną. Westchnął. Tak bardzo chciał opowiedzieć jej o Biance.
- Nie, jestem singlem - odparł przywołując na twarz sztuczny, wyćwiczony do kamer uśmiech. 
- Dziś wieczór u mnie ? - mrugnęła porozumiewawczo. Przez to bezpośrednie i sugestywne pytanie zrobiło mu się niedobrze. 
- nie za dobrze się czuje, ale podeśle Toma - chciał w końcu uciąć temat.
- ok - zniesmaczyła się i nic już nie mówiła.

Wieczorem faktycznie Tom poszedł do dziewczyny, a Bill zaczął urządzać swój nowy dom. Nie mieszkał z bratem, ale dzieliło ich tylko kilka przecznic spacerkiem. 
Wyciągał rzeczy za rzeczami, a gdy wszystko było już porozstawiane przystanął żeby podziwiać swoje dzieło. Rzucił przelotnie okiem na przestrzenną sypialnie ... czegoś mu brakowało. Jeden malutki detal. Zdjęcie !!!
No tak, szybko pobiegł na dół żeby przeszukać wszystkie walizki. Nie ma go !
Nie zabrał ze sobą zdjęcia !!
Nie !
Nie !!
Nie !!!
Zadzwonił telefon. Bez namysłu odebrał, może to Bian, może coś się wydarzyło. 
- no elo Bill, jak tam ? Już rozpakowany ? Impreza wre, wbijaj do nas - w słuchawce usłyszał głos Toma i głośną muzykę. 
- nie mam ochoty - zmarkotniał. 
- oj no Bill, poderwiesz jakąś panienkę. 
- jak tam z Rią ? - po części był ciekaw, ale chciał zmienić temat
- zajebiście, świetna laska. Chodź do nas !
- nie ! - rozłączył się.
Kochał je, dlaczego ogarnął to dopiero gdy wyjechał ? Bian kochał już od kilku lat niezmiennie i mocno, ale dotarło do niego, że przecież może mieć karierę, wciąż może być piosenkarzem i frontmenem zespołu mając dziecko. Nie potrafił jej nienawidzić, już od pierwszego spotkania z nią coś ich oboje do siebie przyciągało. Wiedział, co to było. Wiedział, że łączyłe go z dziewczynką niesamowita więź, Eddie mógł się nią opiekować przez te kilka miesięcy, ona mogła go polubić, ale z nim nigdy nie połączyłaby jej taka więź jaką właśnie w sobie odkrył. Był tatą. Był tatą ślicznej, małej , uroczej, walczącej dzielnie o życie dziewczynki. Miał z czego być dumny. 
Zapragnął żeby obie jego miłości były obok. Nagle uświadomił sobie, że byłby w stanie zrezygnować z klubów, że wolałby trzymać na rękach córkę i słyszeć jej dzwoneczkowy śmiech niż pić z bratem w barze.  Włączył się na gg. Była niedostępna. No tak w Berlinie jest teraz wcześnie rano. 
Ciekawe co u Lary ?
 Ciekawe jak malutka daje sobie radę ? 
Czy wszystko się udało ? 
Czy Bianca będzie czekała na Eddiego ?
Przyłapał się na tym że był bardzo zazdrosny, tyle pytań kłębiło się w jego głowie. 
Czemu nie namówił jej na przyjazd z nim do LA?
Czemu !!?
Kochał ją.
Dla miłości można wszystko poświęcić... 

*
Siedziałam z malutką w szpitalnej sali. Miała podłączoną kroplówkę z lekarstwem i elektrolitami.  Nie spałam całą noc, bo bałam się o jej stan. Bałam się, że wydarzy się coś złego, a ja to prześpie. Lekarze mówią że jest coraz lepiej. Zwyciężymy ! Bo jak nie my to kto ?
Teraz czeka nas krótka rehabilitacja i koniec. 
Larka słodko spała zmęczona całą tą walką o życie, zmęczona wizytami lekarza i oglądaniem jej jak zwierzątko. Wyszłam do sklepu. Musiałam coś zjeść i chyba wrócić do domu po świeże  ciuchy. Weszłam do mieszkania. Nie było mnie tu od napadu Edda. Mieszkanie było ogromnym pobojowiskiem. Wszystko było porozrzucane. Nie miałam czasu żeby generalnie sprzątać, więc tylko ogarnełam pi razy drzwi, złapałam kilka ubrań i wybiegłam. 


*
Wybiegł wręcz z samolotu na lotnisku, wskoczył w TAXI, musiał szybko być na miejscu. Wbiegając po szpitalnych schodach, plątały mu się nogi. W klatce ledwo co nie zabił chirurga i nie nabił się na skalpel, ale biegł dalej. Musiał !
Gubił się w szpitalnych korytarzach pełen sprzecznych uczuć.
- mogę w czymś pomóc, tu nie wolno wchodzić - zatrzymała go niska pielęgniarka
- gdzie ona jest !! - krzyczał zrozpaczony
- kogo pan szuka ? - spytała spokojnie blondynka. Przez lata pracy w szpitalu widziała wiele takich ludzi. 
- gdzie moja córeczka !!! - prawie że płakał.
- spokojnie... ile ma lat... co jej jest ?
- pół roku ...białaczka ... mm... miała przeszczep - jąkał się - gdzie moja maleńka córeczka  ??!!!
- już panu pokazuje, to dzielna i silna dziewczynka - mówiła kobieta, wprowadzając przerażonego mężczyzne do sali gdzie leżała Lara. 
Uspokoił się dopiero gdy ją zobaczył. Poczuł jak zalewa go fala ulgi, przez chwile musiał złapać oddech. 
Pielęgniarka zerknęła na niego i uśmiechnęła się pod nosem, pokręciła głową i  wyszła. 
Stanął nad łóżeczkiem małej.
Żyła !
Wszystko było ok. 
Otworzyła swoję piękne brązowe oczy i rozejrzała się nieświadomym jeszcze niczego zaspanym wzrokiem. Zobaczyła go , zaborczo wyciągnęła do niego rączki, a jemu zrobiło się żal. Żal małej, kruchej istotki podpiętej do kroplówki . Pochylił się aby mogła go dotknąć...

*
Biegiem wróciłam do szpitala. Ruszyłam na piętro małej...ktoś przy niej był. Przeraziło mnie to, może Eddie jednak wyszedł z więzienia, może to mordercy, ale zaraz się uspokoiłam. Ten ktoś nie chciał jej skrzywdzić.  Zawsze bym go poznała... co on tu robił !.. Bill ?


środa, 1 kwietnia 2015

7. Doch 1000 mal durch die Unendlichkeit

Wenn du die Welt nicht mehr verstehst,
Und jeder Tag im Nichts vergeht.
Wenn sich der Sturm nicht mehr legt,
Und du die Nacht nicht mehr erträgst.
Ich bin da wenn du willst, ganz egal wo du bist.


Kiedy przestaniesz rozumieć świat 
I każdy dzień znika w nicości
Kiedy nie zniosę burzy 
A ty nie wytrzymasz więcej nocy 
Będę tam,
jeśli zechcesz 
Nieważne gdzie będziesz 

Tokio Hotel - "Ich bin da "









Zaparkowaliśmy pod  domem Billa, wzięłam zmęczoną już córkę na ręce a Tom pomógł mi wysiąść, niestety miał jakieś sprawy do załatwienia w sprawie wyjazdu więc zostawił nas i pojechał do siebie. Bill otworzył drzwi i przepuścił nas przodem. 
- rozgość się... sporo rzeczy jest już popakowane, ale damy sobie radę - wskazał na duże pudła stojące pod ścianą w kuchni. On na prawdę wyjeżdża.
- oki..-powiedziałam smutno - Dziękuje. Mogę ją położyć ? - spytałam patrząc na pół przytomną córeczkę w moich ramionach.
- jasne, połóż ją w mojej sypialni - poszedł do salonu.
Weszłam na piętro do sypialni i położyłam dziewczynkę na dużym łóżku w miekkich poduchach. Odwróciłam się chcąc wyjść gdyż mała szybko zasnęła i wtedy ujrzałam zdjęcia oprawione w piękną ramke. Zdjęcie moje i Billa na wakacjach w Hiszpani. Zatęskniłam za tamtymi czasami, to było cudowne lato.
- Piękne, prawda ? - stanął obok opierając się o futrynę w drzwiach.
- Tak, szkoda tylko że kłamane- dogryzłam mu i wyszłam. Musiałam powstrzymać łzy bo nagle pojawiły się w oczach. Nagle znów wszystko wróciło, wróciło to jak się wtedy przy nim czułam, jaka byłam kobieca, piękna i kochana. Lato w Hiszpanii zapamiętam na długo. 
- Nigdy nie kłamałem mówiąc ci że cię kocham - krzyknął - Nigdy ! - oboje spojrzeliśmy szybko na Larę, ale dziecko spało zmęczone dzisiejszymi wydarzeniami. 
- Gdybyś kochał to byś nie zostawił - pozwoliłam łzom płynąć, nie było sensu ich powstrzymywać, było ich za dużo, a ja już powoli traciłam siłę na utrzymanie ich w sobie. 
- Bo nie chciałem mieć dziecka - powiedział z naciskiem. 
Spojrzałam na niego spode łba.
- Mogę wam pomagać, ale nic poza tym. Dam ci kasę i szpik, ale potem ona nadal będzie TWOJĄ córką- ostatnie słowa zaakcentował z naciskiem. Da mi kase i szpik brzmiało tak jakby robił to z wielką łaską, a chodziło przecież o uratowanie życia jego do cholery jedynego dziecka. 
- Przykro mi że ją odrzucasz. Nie wzięła się z powietrza, tylko z miłości. - w moim głosie na pewno słychać było rezygnacje. 
-Ok, tylko że cholernie mnie nią uszczęśliwiłaś.
- Ale...
- Zamknij się - pchnął mnie na ścianę i mocno do niej docisnął. Jego tęczówki zatonęły w moich. To spojrzenie ..zawsze sprawiało że świat wokół nas wirował. Pocałował mnie wsuwając mi ręce pod bluzkę. Jego język bawił się z moim, a jego ręce zwiedzały moje plecy. Wsunął nogę miedzy moje uda gdy z emocji zaczęłam się osuwać po ścianie. Świat się zatrzymał przy drzwiach do sypialni, gdy oboje niemalże w tym samym momencie uświadomiliśmy sonie że śpi tam Lara. To nas oboje ocuciło.
- Przepraszam - powiedział tylko, złapał paczkę papierosów i wyszedł na taras.
Co się przed chwilą stało ? A co mogło się stać ? Co ja robiłam ? Czemu on tak na mnie działa ? Co z Eddiem ... wątpie żebym chciała go zostawić, nie mogłam zostać sama. To że raz się naćpał nie oznacza wcale że jest złym człowiekiem. W pełni akceptował to że mam córkę... Cholera, czułam się jak kobieta usprawiedliwiająca męża alkoholika, który właśnie sprał ją do nieprzytomności, ale miałam tylko jego. Bill wyjeżdża, po zabiegu nie będę mogła liczyć na jego pomoc, a sama nie poradzę sobie z dzieckiem, które potrzebuje opieki lekarskiej i pewnie sporo czasu. 

* 2 dni później *

- ała - krzyknął Bill krzywiąc się, gdy pielęgniarka dała mu zastrzyk
- już po wszystkim jest pan wolny. - mężczyzna w końcu mógł odetchnąć z ulgą. 
Wyszedł nawet nie patrząc na Bianke. Chciał to wszystko zakończyć, wyjechać i rozpocząć nowe życie odcięty od tego wszystkiego. 
Czy czuł się wolny ? Miał przebłyski w świadomości ..że jest odpowiedzialny za tą malutką istotkę, którą sam stworzył, ale to były tylko przebłyski. Szybko je od siebie oddalił. Był egoistą, ale cholernie dobrze mu się z tym żyło. Miał w sercu miejsce dla Bianki, ale czy znajdzie się go wystarczająco wiele by zmieścić tam Larę. Żył jak w wielkim wahadle, z jednej strony był tatą, dopiero to do niego docierało, był tatą ślicznej dziewczynki, ale z drugiej strony był gwiazdą rocka, kluby, seks i alkohol to było jego życie, a w takim życiu nie było miejsca na pieluchy, karmienie i usypianie. Nie wiedział co ma zrobić, chciał być tatą, ale bał się że nie da rady zrezygnować z życia, które tak kochał. 

*
Bill wyszedł pośpiesznie z sali nawet na nas nie patrząc, nie wiedziałam jak mam zareagować, bo jeśli to miało być nasze ostatnie spotkanie to nie chciałam by tak się zakończyło. 
Wyszłam za nim.
- dziękuje, naprawdę nam pomogłeś. Miło było cię znów zobaczyć - mówiłam cicho.. bardzo cicho. Czy to było już nasze ostatnie pożegnanie ? - Teraz pojedziesz do Los Angeles ? - spytałam. 
- tak, pojadę. Gdybyś czegoś potrzebowała zadzwoń. 
" Będę potrzebowała ciebie " chciałam mu powiedzieć, ale coś mnie blokowało. Patrzył chwile na mnie, jakby na coś czekał i po chwili odwrócił się i odszedł. Nie płakałam. Ostatnimi czasy zbyt dużo łez wyryczałam.

Podeszłam do okna. Widziałam jak odpala papierosa przy swoim białym Q8 i gwałtownie się zaciąga. Spojrzał w okno w którym stałam i gdy mnie zobaczył szybko odwrócił wzrok, zdeptał peta , wsiadł do auta i odjechał. Długo jeszcze potem stałam w oknie. Czułam pustkę, jakby ktoś nagle oderwał mi kawałek serca... kawałek mojej duszy... kawałek mnie. Brakowało mi go, cholernie. Żałowałam że wtedy do niczego nie doszło. Chciałam mu się oddać... należeć tylko do niego... już na zawsze.

 Z zamyślenia wyrwała mnie pielęgniarka, która z wielkim bananem na twarzy oznajmiła mi że się udało. Teraz tylko czekać jakiś czas aż szpik się przyjmie.
Poszłam do malutkiej. Leżała w łóżeczku, usiadłam obok.
- hej kochanie - powiedziałam cicho. Przyglądała mi się uważnie - damy sobie radę maluchu - mówiłam - Eddie nam pomoże... -Eddie, co ja pierdole. Jego już nie ma, po ostatnich wydarzeniach Tom zawiadomił policje i Eddie poszedł siedzieć za pobicie i napastowanie + kokaina. Dopiero to do mnie docierało, miły chłopak, którego uważałam za przyjaciela, któy mieszkał ze mną i moim dzieckiem, któy nie raz brał Larkę na ręce albo spacer - był kryminalistą. 
- Nikt nam nie pomoże - musimy sobie radzić samie, wiesz ? Ale jesteśmy silne - mój głos przeszedł w szept - nic nas nie pokona...