środa, 1 kwietnia 2015

7. Doch 1000 mal durch die Unendlichkeit

Wenn du die Welt nicht mehr verstehst,
Und jeder Tag im Nichts vergeht.
Wenn sich der Sturm nicht mehr legt,
Und du die Nacht nicht mehr erträgst.
Ich bin da wenn du willst, ganz egal wo du bist.


Kiedy przestaniesz rozumieć świat 
I każdy dzień znika w nicości
Kiedy nie zniosę burzy 
A ty nie wytrzymasz więcej nocy 
Będę tam,
jeśli zechcesz 
Nieważne gdzie będziesz 

Tokio Hotel - "Ich bin da "









Zaparkowaliśmy pod  domem Billa, wzięłam zmęczoną już córkę na ręce a Tom pomógł mi wysiąść, niestety miał jakieś sprawy do załatwienia w sprawie wyjazdu więc zostawił nas i pojechał do siebie. Bill otworzył drzwi i przepuścił nas przodem. 
- rozgość się... sporo rzeczy jest już popakowane, ale damy sobie radę - wskazał na duże pudła stojące pod ścianą w kuchni. On na prawdę wyjeżdża.
- oki..-powiedziałam smutno - Dziękuje. Mogę ją położyć ? - spytałam patrząc na pół przytomną córeczkę w moich ramionach.
- jasne, połóż ją w mojej sypialni - poszedł do salonu.
Weszłam na piętro do sypialni i położyłam dziewczynkę na dużym łóżku w miekkich poduchach. Odwróciłam się chcąc wyjść gdyż mała szybko zasnęła i wtedy ujrzałam zdjęcia oprawione w piękną ramke. Zdjęcie moje i Billa na wakacjach w Hiszpani. Zatęskniłam za tamtymi czasami, to było cudowne lato.
- Piękne, prawda ? - stanął obok opierając się o futrynę w drzwiach.
- Tak, szkoda tylko że kłamane- dogryzłam mu i wyszłam. Musiałam powstrzymać łzy bo nagle pojawiły się w oczach. Nagle znów wszystko wróciło, wróciło to jak się wtedy przy nim czułam, jaka byłam kobieca, piękna i kochana. Lato w Hiszpanii zapamiętam na długo. 
- Nigdy nie kłamałem mówiąc ci że cię kocham - krzyknął - Nigdy ! - oboje spojrzeliśmy szybko na Larę, ale dziecko spało zmęczone dzisiejszymi wydarzeniami. 
- Gdybyś kochał to byś nie zostawił - pozwoliłam łzom płynąć, nie było sensu ich powstrzymywać, było ich za dużo, a ja już powoli traciłam siłę na utrzymanie ich w sobie. 
- Bo nie chciałem mieć dziecka - powiedział z naciskiem. 
Spojrzałam na niego spode łba.
- Mogę wam pomagać, ale nic poza tym. Dam ci kasę i szpik, ale potem ona nadal będzie TWOJĄ córką- ostatnie słowa zaakcentował z naciskiem. Da mi kase i szpik brzmiało tak jakby robił to z wielką łaską, a chodziło przecież o uratowanie życia jego do cholery jedynego dziecka. 
- Przykro mi że ją odrzucasz. Nie wzięła się z powietrza, tylko z miłości. - w moim głosie na pewno słychać było rezygnacje. 
-Ok, tylko że cholernie mnie nią uszczęśliwiłaś.
- Ale...
- Zamknij się - pchnął mnie na ścianę i mocno do niej docisnął. Jego tęczówki zatonęły w moich. To spojrzenie ..zawsze sprawiało że świat wokół nas wirował. Pocałował mnie wsuwając mi ręce pod bluzkę. Jego język bawił się z moim, a jego ręce zwiedzały moje plecy. Wsunął nogę miedzy moje uda gdy z emocji zaczęłam się osuwać po ścianie. Świat się zatrzymał przy drzwiach do sypialni, gdy oboje niemalże w tym samym momencie uświadomiliśmy sonie że śpi tam Lara. To nas oboje ocuciło.
- Przepraszam - powiedział tylko, złapał paczkę papierosów i wyszedł na taras.
Co się przed chwilą stało ? A co mogło się stać ? Co ja robiłam ? Czemu on tak na mnie działa ? Co z Eddiem ... wątpie żebym chciała go zostawić, nie mogłam zostać sama. To że raz się naćpał nie oznacza wcale że jest złym człowiekiem. W pełni akceptował to że mam córkę... Cholera, czułam się jak kobieta usprawiedliwiająca męża alkoholika, który właśnie sprał ją do nieprzytomności, ale miałam tylko jego. Bill wyjeżdża, po zabiegu nie będę mogła liczyć na jego pomoc, a sama nie poradzę sobie z dzieckiem, które potrzebuje opieki lekarskiej i pewnie sporo czasu. 

* 2 dni później *

- ała - krzyknął Bill krzywiąc się, gdy pielęgniarka dała mu zastrzyk
- już po wszystkim jest pan wolny. - mężczyzna w końcu mógł odetchnąć z ulgą. 
Wyszedł nawet nie patrząc na Bianke. Chciał to wszystko zakończyć, wyjechać i rozpocząć nowe życie odcięty od tego wszystkiego. 
Czy czuł się wolny ? Miał przebłyski w świadomości ..że jest odpowiedzialny za tą malutką istotkę, którą sam stworzył, ale to były tylko przebłyski. Szybko je od siebie oddalił. Był egoistą, ale cholernie dobrze mu się z tym żyło. Miał w sercu miejsce dla Bianki, ale czy znajdzie się go wystarczająco wiele by zmieścić tam Larę. Żył jak w wielkim wahadle, z jednej strony był tatą, dopiero to do niego docierało, był tatą ślicznej dziewczynki, ale z drugiej strony był gwiazdą rocka, kluby, seks i alkohol to było jego życie, a w takim życiu nie było miejsca na pieluchy, karmienie i usypianie. Nie wiedział co ma zrobić, chciał być tatą, ale bał się że nie da rady zrezygnować z życia, które tak kochał. 

*
Bill wyszedł pośpiesznie z sali nawet na nas nie patrząc, nie wiedziałam jak mam zareagować, bo jeśli to miało być nasze ostatnie spotkanie to nie chciałam by tak się zakończyło. 
Wyszłam za nim.
- dziękuje, naprawdę nam pomogłeś. Miło było cię znów zobaczyć - mówiłam cicho.. bardzo cicho. Czy to było już nasze ostatnie pożegnanie ? - Teraz pojedziesz do Los Angeles ? - spytałam. 
- tak, pojadę. Gdybyś czegoś potrzebowała zadzwoń. 
" Będę potrzebowała ciebie " chciałam mu powiedzieć, ale coś mnie blokowało. Patrzył chwile na mnie, jakby na coś czekał i po chwili odwrócił się i odszedł. Nie płakałam. Ostatnimi czasy zbyt dużo łez wyryczałam.

Podeszłam do okna. Widziałam jak odpala papierosa przy swoim białym Q8 i gwałtownie się zaciąga. Spojrzał w okno w którym stałam i gdy mnie zobaczył szybko odwrócił wzrok, zdeptał peta , wsiadł do auta i odjechał. Długo jeszcze potem stałam w oknie. Czułam pustkę, jakby ktoś nagle oderwał mi kawałek serca... kawałek mojej duszy... kawałek mnie. Brakowało mi go, cholernie. Żałowałam że wtedy do niczego nie doszło. Chciałam mu się oddać... należeć tylko do niego... już na zawsze.

 Z zamyślenia wyrwała mnie pielęgniarka, która z wielkim bananem na twarzy oznajmiła mi że się udało. Teraz tylko czekać jakiś czas aż szpik się przyjmie.
Poszłam do malutkiej. Leżała w łóżeczku, usiadłam obok.
- hej kochanie - powiedziałam cicho. Przyglądała mi się uważnie - damy sobie radę maluchu - mówiłam - Eddie nam pomoże... -Eddie, co ja pierdole. Jego już nie ma, po ostatnich wydarzeniach Tom zawiadomił policje i Eddie poszedł siedzieć za pobicie i napastowanie + kokaina. Dopiero to do mnie docierało, miły chłopak, którego uważałam za przyjaciela, któy mieszkał ze mną i moim dzieckiem, któy nie raz brał Larkę na ręce albo spacer - był kryminalistą. 
- Nikt nam nie pomoże - musimy sobie radzić samie, wiesz ? Ale jesteśmy silne - mój głos przeszedł w szept - nic nas nie pokona...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz