poniedziałek, 30 marca 2015

6. 1000 Sternen ziehn, vorbei...

Obudziłam się obolała, w głowie wciąż miałam straszliwe wydarzenia z poprzedniej nocy. Eddie był chyba naćpany  i chciał iść ze mną do łóżka, kiedy się nie zgodziłam to mnie uderzył i bił mnie raz po raz, próbowałam się bronić, ale jestem tylko słabą kobietą ... krzyczał, wyzywał i popychał. W sekundę z uroczego chłopaka stał się potworem. 
Zamknęłam się w sypialni na klucz, długo walił w drzwi i obudził Larę, ale potem wszystko ucichło. 
On nigdy nie był taki nachalny, a tym bardziej nigdy nie podniósł na mnie ręki. Musiał coś wziąć. W nocy co chwila zapadałam w półsen to się budziłam. W całym domu czuć było napięcie, jakby coś miało się zaraz wydarzyć, cisza przed burzą i nie myliłam się. Usłyszałam trzask rozbijanego szkła a potem zobaczyłam jak Eddie próbuje się dostać do mojej sypialni z balkonu przez okno. Złapałam Larę i skuliłam się przy ścianie. Co mu jest ? Zachowuje się tak jak nie on. Co mam robić ?
Wyszedł na balkon w salonie i próbował się z niego dostać do mojej sypialni.
 Jego łokieć zbił w końcu szybę... wszędzie poleciały kawałki szkła, ręką otworzył sobie okno od środka. Wpadłam na pewien pomysł. Poczekałam aż znajdzie się w pokoju i rzuciłam się do drzwi, wybiegłam na korytarz zamykając je na klucz. Może było mu łatwo wejść  przez balkon, ale wyjść z powrotem  będzie trudniej. Zaczął walić w drzwi, gdy zorientował się że został uwięziony w środku. Złapałam telefon. Miałam mało czasu. Wykręciłam pierwszy numer na jaki trafiłam rozedrganym palcem z kontaktów... sygnał odebrał Tom ??
- mój brat nie chce z tobą rozmawiać, sorry ! - No tak, dziwnym trafem pierwszy numer z kontaktów zaczyna się B  jak Bill. 
- Tom ... błagam cię ratuj - wypłakałam do słuchawki i się potknęłam i ręką amortyzując upadek Lary upadłam, telefon wypadł mi z rąk... Musiałam uderzyć o coś głową bo  przed oczami zrobiło mi się ciemno, bolała mnie głowa. Wiedziałam, że najpierw powinnam ochronić dziecko, leżąc przytuliłam ją do siebie oplatając rękami i nogami... Słyszałam jak Eddie w pokoju próbuje wywarzyć drzwi, słyszałam jego krzyk i szarpanie się z oknem. Jeżeli ktoś za chwile mi nie pomoże ten potwór nas pozabija. 





*
Wstałam dopiero gdy Tom pomógł mi się podnieść. Nie wiem ile czasu spędziłyśmy leżąc z malutką na podłodze. Nic nie może opisać strachu jaki czułam w tamtym momencie. Eddie nadal walił w drzwi jak opętany.
- wyjdź i wsiadaj do naszego auta - rzucił Tom lekko pchając mnie w kierunku wyjścia. 
Wyszłam.. przed kamienicą stał Bill we własnej osobie i palił szluga. Rzucił na mnie okiem z wyższością, ale nic nie mówił... niefortunną ciszę przerwał płacz Lary. Bill gwałtownie odwrócił się w naszą stronę i zatrzymał na niej wzrok. 
- co jej jest ? - spytał podchodząc do nas.
- mógłbyś przy niej nie palić - zrobiłam mu wyrzut
- tak, jasne przepraszam - zdeptał peta
- pół nocy nie spała, bo Eddie wariował
- kochany... - powiedział z cwanym uśmieszkiem
- o co ci chodzi ! nie wiem co mu jest ! - zdenerwowałam się - nie masz prawa go osądzać. Pomógł mi, nie zostawił na lodzie z małym dzieckiem ! - zaczęłam podnosić głos. 
- uspokój się, ok - krzyknął, a ja po dzisiejszej nocy bałam się każdego szmeru, skuliłam się tuląc córeczkę do siebie. Jego twarz złagodniała.
- przepraszam, siadajcie do audi, bo wam zimno - usiadłam z małą na kolanach na tylnym siedzeniu. Bill miał racje była zziębnięta. Po chwili mężczyzna dosiadł się do nas na tyły i pogłaskał dziecko po buzi, Lara jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się rozpogodziła. To piękne jak dzieci potrafią zjednać sobie dorosłych i w chwilę obrócić ich wokół palca.
- zostań z nią, a ja pójdę po kocyk i smoczek - posadziłam mu ją na kolanach... był jakby tym zafascynowany, jakby trzymał ją pierwszy raz w życiu, a ona nie była mu dłużna. W efekcie nawzajem podziwiali swoje jakże identyczne czekoladowe tęczówki. 

*

W domu panował wielki chaos. Eddie wrzeszczał na Toma, a Tom próbował go uspokoić. Ominęłam ich nie przystając. Miałam dość tego wszystkiego. Wzięłam kilka rzeczy mojej córki i kilka swoich dupereli i razem z Tomem opuściliśmy mieszkanie.
- Tom, nie wiem jak ci dziękować.
- nie ma sprawy. Jakby nie patrzeć, jesteśmy rodziną - przytulił mnie, a ja przez chwilę naprawdę poczułam się jakbym miała ciepły dom i kochającą rodzinę.
- ok, możemy ruszać -powiedział Bill gdy wpakowaliśmy się do białego audi Q8. Tom siedział za kierownicą, a Bill z tyłu ze mną i z Larą. Otuliłam ją kocykiem i zobaczyłam na jej rączce świeżego siniaka. Zbladłam, one pojawiały się coraz częściej.
- będzie dobrze, za 2 dni zabieg - Bill złapał mnie za rękę by dodać mi otuchy.
To nie pomogło. Co jak zabieg się nie powiedzie. Mam 2 dni na pożegnanie się z córką... i może też z Billem. Tylko 2 dni... najgorsze w moim życiu.. - do tego czasu zamieszkasz u mnie - dodał. Do tego czasu.. 2 dni .. - potem jedziemy do LA. Wyprowadzamy się - zatkało mnie i to porządnie. Bill jedzie na drugi koniec świata ? Po to żeby tam mieszkać... żeby już nie wrócić...












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz