Wróciłam do domu i zadzwoniłam do lekarza , z którym z powodu stanu córki byłam na łączach 24 na dobę, uzgodniliśmy wszystkie szczegóły. Zabieg miał odbyć się wcześniej.. za 8 dni. Cuda się zdarzają, może Bill nie jest aż takim chamem, może ma serce a nie pustą dziurę, jak kiedyś myślałam.
- super - cieszył się Eddie - mówiłem że wszystko się ułoży, widzisz maluchu - pogłaskał dziewczynkę po główce... Kolega słuchał mnie z zaciekawieniem, gdy opowiadałam o Billu i jego nowej " dziewczynie" i o tym jak zgodził się sfinansować zabieg. Co chwila wtrącał jakieś "ah" albo " o kurcze" i pozwalał mi się wygadać.
- Weź ją na spacer, a ja zrobię kolację.- zaproponowałam. Potrzebowałąm chwili dla siebie, udawałąm twardą, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że to wszystko mnie nie ruszyło.
- okej - poprawił jej czapeczkę i poszli. W Eddim uwielbiałąm to, że nie pytał, nawet jeśli coś wydawało mu się dziwne i bezsensowne zawsze starał się mnie zrozumieć i doradzić, zawsze był po mojej stronie. Tak było i tym razem, na pewno domyślił się, że po tej wizycie jestem nie w humorze i pozwolił mi pobyć samej.
Położyłam się na moment na kanapie i pozwoliłam łzom płynąć, cały ten czas starałam się być silna, nie pokazywać przy nikim jak bardzo ta sytuacja z rozstaniem z Billem jest dla mnie trudna, nikomu nie pokazywałam, a wieczorem walczyłam o spokojny sen, potem gdy spadła na nas choroba Lary wszystko znowu mnie przytłoczyło, ale wiedziałam, że musze być silna dla córki. Nikomu nie mogłam pokazać, jak bardzo cierpię a szczególnie mojemu choremu dziecku. Cierpieć w ukryciu - taka rola matki.
No Bianka, weź się w garść, wstałam z kanapy, poprawiłam koszulkę, związałam włosy w kucy, dałam uśmiech na twarz i jazda !
Umyłam warzywa podśpiewując, może wszystko się ułoży, może Bill nam pomoże, może będzie chciał bym jej ojcem... Może będziemy rodziną, wiedziałam, że nie powinnam wybiegać tak daleko w przyszłość. Bill dał mi do zrozumienia, że nas nie chce. Larę jeśli przeszczep się powiedzie czeka tu długa rehabilitacja i powrót do zdrowia, a Bill żyje chwilą, jeździ na koncerty po całym świecie, nie możliwe jest żebym utrzymała go w domu, byłby nieszczęśliwy. Wolny duch zamknięty w klatce to martwy duch
* U Billa *
Szedł ulicą tuż przy barze, miał ochotę na jednego, ale po ilości osób które tam zobaczył jednak zrezygnował. Odwrócił się z zamiarem powrotu do domu, sam może zrobić sobie drinka i nagle ujrzał chłopaka trzymającego znane mu dziecko... Miał prawie stuprocentową pewność ze już poznał to dziecko. Już gdzieś widział tą dziewczynkę. Tylko gdzie ? Czyżby to byłą ona ? Nie, to niemożliwe, nie widywali się na ulicy od 2 lat i nagle po spotkaniu z Biancą zobaczył by jej dziecko na ulicy. Niemożliwe, a jednak coś przyciągało go do tego dziecka, jakaś dziwna, bliżej niezidentyfikowana, tajna siła. Dziewczynka najwyraźniej nudziła się w wózku bo wierciła się , złościła i próbowała uwolnić.
- Lara ... uspokój się ... pomożemy tamtej pani - gdy usłyszał to imię to już wiedział. To naprawdę była córeczka Bianki. Podszedł bliżej. Dziewczynka, co bardzo dziwne od razu go poznała, jakby doskonale wiedziała kim dla niej jest, jakby i ją ciągnęła do niego jakaś niezidentyfikowana siła. Lara wesoło wyciągnęła do niego rączki. Miał dziwne uczucie, maleńka wręcz władczo chciała zwrócić na siebie jego uwagę. Zrobiło mu się jakby ciepło na sercu. Małą śliczna ( bo podobna do matki) dziewczynka uporczywie starała się by do niej podszedł.
- Lara... - szepnął cicho i podszedł bliżej i z uśmiechem ukucnął przy wózku.
- mała uspokój się - powiedział Ed do dziecka i nie zauważając Billa, wziął zakupy starszej pani.
Wtedy dziewczynka się rozpłakała, ale Eddie nawet tego nie zauważył .
- kiepska niańka z niego, co nie ? - zaśmiał się Bill do dziewczynki ,a ona się uśmiechnęła i w tym momencie nie wytrzymał i wziął ją na ręce z wózka. Obrócił ją dookoła i zaczęła się słodko śmiać, podobał mu się ten dźwięk. Brzmiał jak tysiące małych melodyjnych dzwoneczków, nigdy nie słyszał czegoś tak niesamowitego, dźwięk hipnotyzował, przywoływał na myśl wspaniałe chwile, piękno, uczucie ulgi, ciepło... to wszystko zawarte w jednym wesołym uśmiechu, uśmiechu dziecka, które wcale nie było mu obce. Jej rączka powędrowała do jego rozpuszczonych włosów. Pochylił głowę i bawił się z nią chwilę, potem chciał wsadzić ją z powrotem do wózka i oddać ją Eddiemu, ale on zniknął. Bill stał sam na środku chodnika z małym dzieckiem na rękach i dziwnym uczuciem w sercu, a potem nagle uświadomił sobie, że Bian ( nieświadomie skrócił jej imię, tak jak zwracał się do niej kiedyś ) będzie się bardzo martwiła, Musi oddać dziecko matce a przy okazji znów ją zobaczyć.
* U Bianki *
Sprzątnęłam mieszkanie, zrobiłam szybką zupę dla małej, niedługo powinien już wrócić Eddie z Larą... W tej właśnie chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają. Po chwili widziałam jak Eddie gramoli się do środka. Pobiegłam po córkę, ale wózek był pusty. Zamurowało mnie, stanęłam jak wryta. Gzie moja córeńka ?!
Ogarnęła mnie panika.
- gdzie moje dziecko !!! - zaczęłam wrzeszczeć i bić Eda - coś ty jej zrobił !! ? Porwałeś ją ! Uprowadziłeś ! - Prawdopodobnie plotłam bzdury, ale wtedy nie mogłam myśleć racjonalnie.
- jeju ! była tutaj, nawet jej nie wyjmowałem z wózka - paplał w stresie...- na policje !
W tym momencie rozdzwonił się mój telefon .. spojrzałam na wyświetlacz, dzwonił Bill. Od tak dawna nie było mi dane usłyszeć muzyczki Screamin, która była zarezerwowana tylko dla niego, ale teraz nie było czasu na rozklejanie się.
- Bill, mam problem, nie mogę rozmawiać - rzuciłam na jednym tchu
- ok, ale chciałem tylko powiedzieć że mała jest ze mną - odetchnęłam z ulgą. Ale zaraz, jak to z nim?
- dzięki Bogu, nic jej nie jest ? Dlaczego jest z tobą ?
- spokojnie mamuśka, strasznie nakręcona jesteś. Przywiozę ci ją, umówisz się dzisiaj ze mną, chciałbym porozmawiać o zabiegu... podjedziemy po ciebie z Larą, co ty na to ?
- ok, przyjedź, przywieź mi ją błagam uważaj.
- spokojnie - zaśmiał się - do zobaczenia
- Bill ją ma - spojrzałam na Edda - masz szczęście inaczej byś nie żył - pokazałam mu środkowy palec
- kimże do cholery jest Bill ? - no tak, Ed nie miał pojęcia jak ma na imię ojciec Lary, nigdy o nim nie rozmawialiśmy bo było to zbyt bolesne, Ed miał go za bogatego dupka, który nie umie zająć się swoją kobietą i robi takie rzeczy.
Usłyszeliśmy dzwonek i poszłam otworzyć, szybki jest... zawsze taki był
- moja córeńka - przytuliłam małą do siebie i pocałowałam w główkę
- to pojedziesz ze mną ? - spytał poważnie
- no jasne - odpowiedziałam już spokojna, wyszliśmy. Wzięłam z mojego mocno spracowanego audi z drugiej ręki fotelik i Bill włożył go w swoje q8
- dokąd chciałabyś pojechać ? - dał mi wolną rękę.
- na prawde nie wiem. Nie mam czasu ani pieniędzy żeby bywać w jakiś restauracjach. Odkąd pamiętam wszystkie moje fundusze szły na utrzymanie mieszkania za które płacę na pół z Eddiem, na jedzenie i na dziecko, dla mnie już nie wystarczało
- w takim razie zdaj się na mnie - uśmiechnął się tajemniczo.
La Palma. To tutaj przychodziliśmy kiedy byliśmy razem. To była nasza ulubiona restauracja.. tyle wspomnień, aż się łza kręci w oku.
- tak dawno tu nie byłam - jęknęłam otwierając usta ze zdziwienia.
- hehe, masz farta - zamówiliśmy stolik przy oknie. Wyjęłam małą z fotelika i posadziłam sobie na kolanach.
- Zgubił cię co .. biedna - mówiłam do niej podając jej smoczek.
- chyba pora na zmianę niańki - wtrącił cwaniacko Bill
- ale cham prawda ? - spojrzałam na małą. Dziewczynka nic nie rozumiejąc z zaciekawieniem przyglądała się karcie Menu.
- nie chce go wywalić. Pewnie jest dobry w łóżku - puścił do niej oczko i zaczęła się śmiać.
- zwariowałeś ! - oburzyłam się
- bzykną cię już ? - spytał chamsko
- słucham ?? Bill o co ci chodzi ?? - to szło w bardzo złym kierunku.
- pytam czy dałaś mu dupy ... - naciskał, a ja miałam łzy w oczach.
- przegiąłeś .. - wstałam, zabrałam małą i wyszłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz