Nie byłam narazie w stanie mu odpowiedzieć. Nie wiem czy chciałam z nim być, nie kochałam go, ale z drugiej strony tak będzie lepiej dla Lary. Moja mała kruszynka potrzebuje ojca, jeśli biologiczny się jej wypiera to może powinnam wziąć pod uwagę kogoś innego. Eddie był moim najlepszym przyjacielem, zawsze mogłam na niego liczyć, moja córka go lubiła i akceptowała, bez problemu zostawała z nim w domu, albo dawała się wziąć na ręce. Tylko co z Billem ? Tym martwiłam się najbardziej. Mimo że zachował się jak dupek, ja wciąż miałam nadzieję, wciąż cholernie czekałam.
Wir ham' uns totgeliebt Es bringt mich um.
Kochaliśmy się na zabój
i to mnie zabija.
Rozważania na temat związków przerwał mi Eddie, który właśnie wrócił do domu i robi mi śniadanie.
- Połóż się spać, jesteś zmęczony - stanęłam za nim.
- Już, zaraz, smacznego - podał mi talerz, uśmiechnął się i zniknął. Kochany. Posadziłam sobie Larę na kolanach i zabrałam się za jedzenie.
*
Stał na balkonie ze szklanką szkockiej w dłoni i kończył papierosa.
Lara... była śliczna. Nie rozumiał dlaczego wtedy zachował się jak skończony dupek, zasrany Gówniarz i ją zostawił. Nie chciał do niej wracać, bynajmniej tak sobie wmawiał, jest już dorosłym mężczyzną, może pora na zakończenie klubowego życia i czas się ustatkować. Na razie Lara musi wyzdrowieć. Nie żałował że zgłosił się na dawce. Jeżeli tylko tak można jej pomóc. Już raz ofiarował jej życie i potem chciał zabić.... wtedy myślał tylko o aborcji. Teraz może temu zadośćuczynić. Wtedy na chodniku gdy zabrał ją Eddiemu z wózka nie rozumiał uczuć jakie wzbudził w nim jej uśmiech. Teraz już wie, pokochał ją... całym sercem kiedy pierwszy raz ją zobaczył, i te jej śliczne tęczówki i uśmiech . Jest drugą kobietą w jego życiu, którą bezgranicznie kocha. Pierwszą była oczywiście Bian... właśnie była.
*
Weszłam do sypialni żeby otworzyć okno. Lubiłam gdy w dzień się wietrzy, a w nocy jest świeże powietrze. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu.. wszędzie były płatki róż i świece.
Po środku tego wszystkiego stał .... Eddie. Tak bardzo chciałam zobaczyć tam Billa, ale on już nie wróci, nie chciał już mnie. Nie było na co czekać. To jest ten moment , w którym powinnam zgodzić się na wszystko...
- Bianko, zależy mi na tobie.. cholernie. Już cię o to prosiłem, ale zrobię to jeszcze raz. Proszę spróbujmy, dajmy sobie szanse, nie proszę o wiele, wiem że wciąż tęsknisz, ale dajmy temu szanse i zobaczmy jak się potoczy. - prosił, a ja nie mogłam już dłużej się opierać.
- Dobrze - odpowiedziałam, nic mi nie stało teraz na przeszkodzie żebym mogła być z Eddiem. Pocałował mnie delikatnie w usta... Bill... skarciłam się w myślach że nawet w takich momentach o nim myślę. On to przeszłość. Nie istnieje... nasz pocałunek przerwał płacz malutkiej, jakby podświadomie czuła jakie targają mną emocje, jakby chciała uwolnić mnie z tej niezręcznej sytuacji. Właśnie zgadzałam się na związek z mężczyzną do, którego czułam tylko przyjaźń. Wzięłam ją na ręce, wszystko wydawało mi się teraz takie sztuczne. Ed awansował na jej ojca ? Ojczyma ? Kim dla niej teraz będzie ? . Czemu ? sama nie rozumiałam, ale teraz nie było sensu się zastanawiać. Koniec z rozmyślaniem, pora brać się do roboty . Posadziłam malutką razem z misiem do wózka i wyszłam na dwór.
Poszłam do parku, często tam chodziłyśmy, Lara przyglądała się ptakom i dzieciom bawiącym się w berka. Usiadłam na ławce a wózek postawiłam obok. Podałam jej chrupka kukurydzianego i odebrałam telefon, który właśnie zawibrował.
- tak ? - spytałam
- hejo- usłyszałam optymistyczny głos Billa. Uśmiechnęłam się w duchu, a zaraz potem skarciłam. Teraz jestem już w związku. Tylko problem polega na tym, że nie potrafię nie ucieszyć się słysząc właśnie ten głos - bo tylko ten jeden jedyny głos chciałabym słyszeć już zawsze. - Co robicie ?
- jesteśmy w parku i oglądamy wrony - poprawiłam dziecku kocyk bo robiło się chłodno.
- ciekawe zajęcie, mógłbym z wami ?
- jasne, mała na pewno się ucieszy
- a ty ? - zbił mnie z patyku, wiedział o czym myślę- dobra sorki .. musimy porozmawiać
- ok, jestem na ławce obok fontanny - znów go zobaczę, prawie fruwałam z radości.
- będę za 10 min
Musimy porozmawiać o co mu chodzi.. czyżby Bill już się rozmyślił..nieee.. nie możliwe
*
10 min później
*
- cześć - posłał mi promienny uśmiech o.o dobry nastrój - siema - ukucnął przy wózku i przywitał się z Larą, która brutalnie wręcz zaborczo domagała się by wziął ją na ręce - Mogę ? - spytał
- jasne - odparłam- nie powinieneś nawet pytać - dodałam cicho gdy posadził ją na swoich kolanach
- a pro po ... Eddie to twój dobry znajomy, prawda ?- pocałował Lare w czółko. Oh, pocałował ją w CZÓŁKO ! to była najpiękniejsza i najbardziej urocza rzecz jaką mogłam dziś zobaczyć. Bill Kaulitz całuje córkę w czółko.
- no, teraz już nie zupełnie - odparłam, kurcze robiło się niezręcznie. Było mi wstyd, cholera na prawde było mi wstyd przed Billem, że zgodziłam się na związek z Eddiem, na związek bez miłości, ale Bill najwyraźniej tego nie wiedział ( no bo skąd miał wiedzieć) bo spuścił wzrok a potem zacisnął dłonie w pięści.
- co masz na myśli ? - spytał
-no, jesteśmy razem- te słowa ledwo przeszły mi przez gardło, cud że się nimi nie udławiłam. To cholernie trudne powiedzieć facetowi, którego się kocha i ma się zalążek nadziej na związek z nim o innym facecie, z którym jestem. Jestem popierdolona.
- super, to powodzenia... szczęścia życzę - mówił sarkastycznie i o dziwo wściekle ? Czyżby wielka supergwiazda była zazdrosna ?
- o co ci chodzi ! przecież masz Sarę ! - nie pozwolę mu na wpędzanie mnie w poczucie winy, mimo to sama zastanawiałam się na co właściwie liczyłam godząc się na ten porąbany związek z Eddiem.
- tak, mam Sarę i muszę już lecieć, na razie... - oddał mi Lare i poszedł sobie
Nie rozmyślałam nad tym. Prawdęmówiąc jego humorki mało mnie obchodziły. Chciałam tylko żeby pomógł Larze. Potem na pewno znowu zniknie, więc musze przetrwać kolejne fale bólu i żyć dalej.
Wróciłam do domu. Eddie już czekał z obiadem. Pocałował mnie na przywitanie i wziął ode mnie śpiące maleństwo. Próbowałam dodzwonić się do Billa, ale nie odbierał. Za niecały tydzień zabieg. Mam nadzieję że się nie rozmyśli.
- mała już w łóżeczku - wrócił Eddie
- super
- pójdziesz ze mną do łóżka ? - spytał nagle całkiem serio
- co ?- zachłysnęłam się sokiem pomarańczowym
- nie udawaj że nie słyszysz, spytałam czy się ze mną prześpisz - naciskał... - i całe marzenia o udawanym związku i pięknym życiu razem szlag trafił...
Jesteśmy taką samą szmatą,
z tą różnicą, że..
przy zapłacie dziwka nie czuje się wykorzystana.
z tą różnicą, że..
przy zapłacie dziwka nie czuje się wykorzystana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz