sobota, 6 sierpnia 2016

30. Wir wolten nur reden und jetzt liegst du hier

Z momentem otworzenia drzwi do apartamentu usłyszałam krzyk Billa.
- Gdzie ty do jasnej cholery byłaś ?!!
- Nie chciałam wam przeszkadzać, wyszłam z małą na świeże powietrze - posadziłam córkę na fotelu i zdjęłam buty.
- Nie mogłaś zadzwonić, albo przynajmniej odebrać telefonu - wciąż się awanturował.
- Nie zabrałam telefonu, kochanie uspokój się.
- Wiesz jak cholernie się martwiłem, tyle godzin nie dawałaś znaku życia !
- Wybacz, zasiedziałyśmy się - zrobiłam skruszoną minkę, ale o dziwo tym razem nie poskutkowało. Nadal się złościł.




Wzięłam Larę na ręce i bez słowa udałam się do jej sypialni. Bill nie ruszył się z miejsca nawet o milimetr. Co takiego mogło aż tak wyprowadzić go z równowagi ? Czy to ta recepcjonistka ? Jeżeli tak to co takiego mu powiedziała ?

Kiedy mała zasnęła poszłam do łazienki na szybki prysznic bo byłam padnięta.  Nie musiałam długo czekać żeby w kabinie prysznicowej poczuć jego ciepłe męskie dłonie. Objął mnie w tali i po całował w kark. Przeszły mnie dreszcze. Czemu wciąż reaguje na niego jak napalona nastolatka ?
Poczuł to i się zaśmiał. Kocham ten jego śmiech.
- Przepraszam - wyszeptał wodząc palcem po mojej szyi - Martwiłem się o was
" Nie jestem sobą kiedy nie ma cię przy mnie " zanucił mi do ucha
* Ich bin nicht ich wenn du nich bei mir bist 
O czym rozmawialiście ? - ups, niepotrzebnie z tym wyskoczyłam. Znowu się zaśmiał, no tak ja zawsze w porę.
- Zazdrośnica - znów pocałował mnie w kark - Moja zazdrośnica - poprawił się. Obrócił mnie przodem do siebie i zsunął ręce na moje pośladki, w ciasnej kabinie nasze ciała ocierały się o siebie...robiło się niebezpiecznie .
- Co robisz ? - droczyłam się z nim
- Chce cię zerżnąć tak mocno żebyś pamiętała, że jesteś tylko moja - na te słowa znowu przeszły mnie ciary xDD Przyparł mnie do ściany kabiny a jego ręka powędrowała pomiędzy moje uda ....o.o - O mój Boże - westchnął- Nie mogę uwierzyć że jesteś tak cholernie ciasna i mokra - wsunął we mnie palec. Jęknęłam.  Potem dołożył drugi i zaczął mnie nimi pieprzyć - Nie wytrzymam - stęknął i wbił się we mnie aż po nasadę, zaczął się szybko poruszać, oplotłam jego biodra nogami żeby zwiększyć doznanie i żeby nie spaść. Było mi tak cholernie dobrzeeee !!
- Bill ! - wykrzyknęłam jego imie
- Jeszcze troszkę mała, wytrzymaj - po tych słowach zaczął pieścić mnie ręką.
- Bill ! - Kolejny krzyk
- Już możesz ! - wybuchł we mnie, mi nie trzeba było powtarzać. Moje mięśnie zaczęły brutalnie się na nim zaciskać - O mój Boże ! - jęknął - Jesteś cudowna...










                                                                     ***



Obudził nas tupot małych łapek. Otworzyłam oczy. Moja córka siedziała na podłodze i bawiła się z Pumbą. Raczkowała za nim gadając coś po swojemu. Nie minie dużo czasu jak mała zacznie chodzić, wtedy dopiero będzie miał przechlapane. Poprawka.... wtedy wszyscy będziemy mieli przechlapane.
- Mami ! - wyciągnęła do mnie rączki
- Choć tutaj - podniosłam się i posadziłam małą na łóżku obok Billa. Objął maleńką ramieniem i słodko się do nas uśmiechnął.
- To co dzisiaj robimy moje księżniczki ? - spytał wesoło i zaburczało mu w brzuchu xD Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem i mała mi zawtórowała. Zrezygnowany Bill pokręcił tylko głową.
- Może najpierw śniadania- posłałam mu ciepły uśmiech - a po śniadaniu się zobaczy.
- Ok
W tej słodkiej chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi...No nie, jak babcie kocham zabije każdego kto nam przeszkodził.
Otworzyłam owijając się w szlafrok.  W drzwiach stała Daria z butelką drogiego szampana.  Co do cholery ??
- Mam dzisiaj wolne, więc pomyślałam, że wpadnę do was i zabalujemy. - super
...
- Wejdz - no co miałam zrobić - Dopiero co wstaliśmy, daj nam chwilkę żeby się ubrać - zostawiłam ją w salonie i poszłam do sypialni - Ubieraj się - wściekła rzuciłam w niego bokserkami
- Po co, kto to był ? - złapał je w locie - Czemu się złościsz ?
- Daria czeka na nas na dole - poinformowałam go - a mieliśmy ten dzień spędzić razem - dodałam smutno.
- Spędzimy, obiecuje - pocałował mnie w czoło.

Ubrałam się i lekko podmalowałam. Kiedy zeszłam Bill właśnie wpuszczał pokojówkę ze śniadaniem.
- Zjesz z nami prawda ? - zaprosiłam Darie do stołu, chociaż wolałabym żeby sobie poszła, ale cóż kulturka.
- Pewnie - posłała mi uśmiech.



                                                    ***


Po zjedzeniu moja mała córeczka zobaczyła w telewizji basen .... Oglądała wodę z takim entuzjazmem, że postanowiłam zabrać ją na basen w naszym apartamencie.
Tym razem poinformowałam Billa, że zostawiam ich samych i poszłam z córką na górę.
- Księżniczko, zapomniałam ręcznika, zaraz wracam - posadziłam ją na dywaniku obok dużej sofy i zbiegłam na dół po przedmiot.
Wyciągając ręcznik z szafki usłyszałam jak mój mąż z Darią o coś zacięcie się kłócą.
- Ale ja cię kurwa kocham - Krzyknęłam Daria a mnie zamurowało....chcąc nie chcąc trzeba było posłuchać co dalej.
Bill chyba jej coś odpowiedział , ale nie usłyszałam co.
- Jak to, obiecałeś mi że jeżeli poczekam to kiedyś będziemy razem. Zawsze byłeś dla mnie wszystkim - postanowiłam odejść od drzwi, ta wersja pokrywała się z wersją Billa więc nie było strachu ...aż nagle usłyszałam jedno okropne zdanie...
- A co z naszym synem ? - krzyczała ....że co kurwa ? Synem ? Bill poza Larą ma inne dziecko ?

Nie wytrzymałam, stanęłam w drzwiach i przyglądałam się parze ze łzami w oczach. Czego jeszcze się dowiem ?
Bill był wściekły a Daria ryczała.
- Cały czas pyta o ojca, co ja mam mu do cholery powiedzieć ?! - w tym momencie mnie zauważyli .
- Nic mi nie powiedziałeś - wyszeptałam, ale wiem że usłyszeli i zaczęłam biec....
- Bian, zaczekaj....!


sobota, 2 lipca 2016

29. Wir schaffen es zusammen....

Przechodząc obok recepcji zwróciłam uwagę na cycastą recepcjonistkę, pokojówkę czy chuj wie co. Zbyt bezczelnie uśmiechała się do Billa, jakby go znała, co raczej było wykluczone, albo Bill poprostu dobrze się kamuflował. 
Wydała się jakby zawiedziona tym że Bill ją olał.... Czyżby nasza sielanka dobiegała końca ? 

W apartamencie Bill położył małą spać i przyszedł do łóżka, w którym już od dłuższego czasu czekałam rozmyślałam...

- Nad czym tak myślisz ? - objął mnie 
- Mogę cie o coś spytać ? - nie ma sensu nic ukrywać, wole być pewna. 
- Pewnie
- Znacie się z tą pokojówką ?
- zauważyłaś ? - westchnął, o.o zły znak - Tak - a jednak - stare dzieje - kontynuował - Nie roztrząsajmy tego.
- Udałeś że jej nie znasz
- Skarbie, tak powinno być lepiej
- Dlaczego ? - dociekałam
- Myszko ! 
- Dobrze już o nic nie pytam - położyłam głowę na jego piersi. Wziął głęboki wdech...

- Moja matka z jej matką uknuły pewną intrygę - zaczął 
- Nie musisz nic mówić - widać że było mu ciężko
- Chce żebyś wiedziała, gdyby czegoś od ciebie chciała ? 
- no więc...- ponagliłam go , czego taka osoba może ode mnie chcieć ?
- chciały nas zeswatać 
- co ? - wybuchnęłam śmiechem, zupełnie jak w jakiejś nie ciekawej włoskiej telenoweli. 
- Mówie poważnie. Nie chciałem, ciągle były kłótnie, ale ona była tylko moją koleżanką. W końcu nasze matki dały sobie spokój, chociaż często mama powtarzała mi że popełniłem błąd, że nie powinienem się z Tobą wiązać... A potem pojawiło się dziecko, nie chciałem być ojcem to fakt, ale sam raczej nie zdobył się na pokazanie ci drzwi, matka  podsycała to we mnie przez cały okres ciąży... Wracając matki  odpuściły, ale musiałem obiecać, że jeśli przed 30 nie znajdę sobie partnerki to będę się musiał z nią ożenić.
- A co ona na to ?
- Daria ? Nie była zachwycona
- Kochała Cię ? - trochę mnie zabolała myśl o tej ślicznej kobiecie blisko Billa.... 
- Tak, ale nie mogłem a może nie chciałem dać jej tego czego oczekiwała, ale ona wciąż kochała....i czekała...Nadal czeka.
- Myśli że będziecie razem ? - poczułam do niej antypatie, Bill był mój.
- Mało tego chyba jest o tym przekonana - powiedział to całkiem serio...o nie moja droga ...na to nie licz.
- ale ty masz już żone - powiedziałam jakby podsumowując, naprawdę chciałam mu pokazać, albo samej sobie kto tu rządzi.
- I dlatego proszę cię, nie daj sie sprowokować.
- Może się przyjebać ? - spytałam już zła
- Spokojnie kochanie - uśmiechnął się przepraszająco - Nie powinna, z na tury jest fajną, miłą, ciepłą i sympatyczną osobą. Była moją dobrą kumpelą...zanim zaczęły się swaty xD
- Ale poznałeś mnie - wciąż chciałam wmówić sobie że ona jest nikim. 
- Tak , nie wtrącała się w nasz związek i wątpie żeby teraz się wtrącała - w takim razie dlaczego nie zaprosił jej na nasz ślub i tak strasznie chce udawać że jej nie zna - W razie czego miej się na baczności.



***



- Tata ! - usłyszałam wesoły śmiech Lary. Otworzyłam oczy. Leżała obok mnie a Bill stał naprzeciwko nas trzymając w rękach tace z jedzeniem..
Przesunęłam się żeby mógł wgramolić się do wyrka obok nas.
- Smacznego moje panie - uśmiechną się za co dostał całusa i śliczny uśmiech córki...dla takich poranków warto żyć.




***



Byliśmy już gotowi na krótki spacer gdy usłyszeliśmy dzwonek. Otworzyłam. Przed oczyma stanęła mi cycasta blondynka z recepcji....no to klops.
- Cześć - uśmiechnęła się sympatycznie, pierwsze wrażenie dobre - Jestem Daria
- Miło mi - podałyśmy sobie dłoń - Bianka
- Słynna małżonka Billa Kaulitza, co ? 
- Niestety - obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Bill miał racje, nie była taka zła - Wejdź
- Bill, dziadu, kope lat ! - uściskali się ...a może jednak była ..
- Cześć parówo - dał jej kuksańca w bok - cieszę się że cie widze - o.o jeszcze nie dawno było..nie daj się zaskoczyć...a teraz co .." cieszę się że cie widzę " 
- Mamy tyle do obgadania - świergoliła ... a mi powoli do gardła podchodziła żółć.... zabije ! - To twoja córka ? Cześć mała - przywitała się z dzieckiem siedzącym na dywanie i mordującym gryzaka....
- Tak to Lara, a to moja Bianka - objął mnie 
- Cieszę się że ci się ułożyło, twoją Bian znam z gazet. Cały świat huczy o wielkim ślubie.
- Takie życie - westchnęłam odpychając Billa... Spojrzał na mnie, ale nic nie powiedział - Może usiądziemy ? - dziewczyna wydawała się całkiem normalna, może nie muszę się tak złościć i być zazdrosna...
- Co u ciebie ? - spytał Bill 
- A wiesz praca, dom, praca, dom i jakoś latka lecą
- Długo tu pracujesz ?
- Będzie ze 4 lata 
- Dlaczego nie dzwoniłaś ?
- Bill, stałeś się gwiazdą, bałam się że to nie będziesz już ty, że zapomniałeś mnie.
- Jak bym mógł zapomnieć. Przyjaciół z dzieciństwa się nie zapomina. 


Nie chciałam im przeszkadzać. Wzięłam małą i wyszłam na spacer. Usiadłyśmy na ławeczce w cieniu. Zamknęłam oczy, chciałabym tu zostać już na zawsze...



Nawet nie zwóciłam uwagi że zrobiło się chłodno i bardzo późno. Trzeba było wracać.
Daria już była na swoim stanowisku 
Pomachałam jej.
- Jest na ciebie wściekły - szepnęła gdy mijałam recepcje.
- Dzięki za uprzedzenie - uśmiechnęłam się do niej i ruszyłam w kierunku apartamentu rozmyślając nad tym czemu Bill się złości.... 


poniedziałek, 30 maja 2016

info

Wybaczcie mi długą nieobecność na blogu (blogach), zbliża się koniec roku...wystawienie ocen i te sprawy...  kolejny odcinek mam już zapisany w brudnopisie, więc to kwestia czasu kiedy się pojawi, a na razie tego czasu wciąż mi brak.
Myślę że powrócę do pisania dopiero koło połowy czerwca ( nie wykluczam że cokolwiek pojawi się wcześniej).
Przepraszam

~ Queen of suburbia~

piątek, 1 kwietnia 2016

Sezon III / 28. (Prolog) Przeznaczenie

No i mamy już 3 sezon.
Nowi bohaterowie ?
Nie :) Ta księżniczka tutaj na zdjęciu to Lara :)
Urosła już co ?









SEZON III 

"Kto się boi miłości ten się boi życia, a kto boi się życia, jest już w trzech czwartych martwy... "

~ Bertrand Russel ~





Prolog :


Przeznaczenie :




- Witaj mamo - po kilku sygnałach rodzicielka odebrała telefon.
- Oh, hej Bian, no mów co tam tylko ze szczegółami - świergotała - jak tam noc poślubna, udana ?
- Bill, poszedł pod prysznic, nie mam za dużo czasu, ale tak, reszte opowiem wam jak wróce, co tam u was ?
- u nas w porządku, czekamy na was i może w końcu na kolejnego wnuka - mówiła całkiem poważnie, a ja spaliłam buraka
- Mamo !
- No dobrze już, baw się dobrze 
- pa, kocham cię mamo
- Hahaha, uważaj, bo Bill będzie zazdrosny - rozłączyłyśmy się.



*
- Z kim rozmawiałaś - spytał Bill gotowy do wyjścia na plaże.
Był środek nocy. Tylko w takich okolicznościach Bill Kaulitz może wyjść na romantyczny spacer z małżonką i córeczką. 
- Z mamą
- Kochanie, daj koiecie spokój - uśmiechnął się - Pomyśl czy ty chciałabyś żeby Lara dzwoniła do ciebie co 5 min ze swojej podróży poślubnej. 
- Ni jasne że tak, muszę być ze wszystkim na bieżąco i poza tym nie co 5 - wystawiłam mu jęzor
- nie kuś mnie ! - zaśmiał się i znowu spaliłam buraka - dzwoniłaś do niej przynajmniej 15 razy a jesteśmy tu 3 dzień. 

Tylko się uśmiechnęłam i wzięłam córkę do wózka.
Tak miło było znów mieć mamę i Mie, tęskniłam cholernie za nimi.
-Idziecie ? - usłyszałam ponaglający głos Billa i ruszyłam w kierunku wyjścia.





Na dworze było ciepło, pozostałość po upalnym dniu i zapowiedź równie gorącego. Usiedliśmy na ciepłym jeszcze piasku i obserwowaliśmy fale, które co chwila łaskotały nas w nogi.

- Tata ! - Lara po raz kolejny wyciągnęła do niego ręce. Droczył się z nią podając to znów chowając przed nią smoczka.
- Co kochanie ? - spytał szczęśliwy tatuś i w tym momencie dziewczynka zaborczo wyciągnęła swoje małe rączki do biegającego nieopodal nas zwierzęcia.
- Pumba ! Choć tu ! - zawołał go Bill i psisko podbiegło do nas merdając małym kikutkiem z tyłu tułowia.
Posadziłam małą na przeciwko nas na piasku. Krzyknęła uradowana kiedy fale zamoczyły jej bose stópki i ponownie wyciągnęła rączki w kierunku psa.
- Piesek - próbowałam skłonić małą do powtórzenia - No powiedz P I E S E K - popatrzyła na mnie ze zdziwieniem i chyba nutą zażenowania wymalowanymi na ślicznej twarzyczce.
- Tata ! - wskazała paluszkiem na Billa.
- Tak, a to piesek - wskazałam na Pumbę - znowu zatopiła we mnie swoje śliczne brązowe oczka. Po chwili zrobiła skupioną minę i pochyliła się do przodu. Podparła się rączkami i poraczkowała do Billa. 
- Tata ! - ponownie wskazała na niego palcem i straciła równowagę i upadła buzią w piach. Zamarliśmy. Po chwili usłyszeliśmy radosny śmiech i odetchnęliśmy z ulgą. Bill jej zawtórował, jego śmiech niósł się echem chyba z 5 km xD
Siedzieliśmy tak do momentu aż mała i Pumba padli z wyczerpania i zasnęli. 
- Bill, wracajmy już, robi się coraz chłodniej
- Bian, jeszcze chwilę - położył się na piasku i spojrzał w niebo. Przytuliłam się do córki, naprawdę zrobiło mi się zimno. Byłam wykończona 
- Choć tu - przyciągnąl mnie do siebie, położyłam się obok - Spójrz jakie piękne niebo, w LA tego nie widać, może jak wrócimy to odwiedzimy moich rodziców w Magdeburgu, tak dawno tam nie byłem.
- dobry pomysł, tylko czy nie będziesz musiał wracać ?
- narazie robimy sobie przerwę, wolne od muzyki 
- Długo ?
- Jakiś czas, chciałbym ten czas spędzić z wami - nagle Pumba poderwał się, szczeknął i gdzieś pobiegł, wrócił po chwili z dziwaczną miną.
- co nie udało się złapać kraba, co ? - śmiałam się z psiaka patrząc na oddalającego się pośpiesznie skorupiaka - Na długo pojedziecie ? - nie dawało mi to spokoju.
- po dłuższej przerwie zawsze jest dużo pracy, dlaczego pytasz ?
- będziemy coraz rzadziej się widywać - posmutniałam, spojrzał na mnie z czułością.
- Kochanie, wiem zdaję sobie z tego sprawę, tylko że nie chce tego rzucać, to moja pasja, coś do czego dążyłem uparcie i w końcu to osiągnąłem.  Kocham Cię i zrobię wszystko żebym nie musiał żyć z dala od ciebie, ale to nie jest takie proste.
- Wiem Billciu - odparłam smutno, nie chciałam się z nim rozstawać już nigdy, ale doskonale zdawałam sobie sprawę z tego że będą takie dni kiedy będę musiała budzić się bez jego dotyku, ciepłych ust, czułych słów i tego spojrzenia.
- Nie myśl teraz o tym kotku - objął mnie i mocno przytulił
- Wracajmy 
- Dobrze - jedną ręką wziął Larę, drugą objął mnie w pasie, zawołał psa i ruszyliśmy w kierunku hotelu.

Spojrzałam w niebo, Jedna malutka gwiazdka przeleciała tuż nad naszymi głowami rozjaśniając mrok nocy. Pomyślałam, że chciałabym aby ta chwila mogła trwać wiecznie, tu i teraz. Abyśmy nigdy nie musieli żyć osobno, wiem że nie zawsze wszystko będzie układało się po naszej myśli, przeciwności losu będą zawsze, trzeba mieć tylko siłę by stawiać im czoła, a ja mam dla kogo. Nie zawsze Bill będzie obok, ale teraz mam pewność że mimo kilometrów, kontynentów i czasu on będzie mnie kochał. To będzie dla mnie opoką w chwilach załamania, jego miłość będzie prowadziła mnie przez życie...już zawsze...

sobota, 26 marca 2016

27. .. In die Nacht ...

* Ich will da nich’ allein sein
Lass uns gemeinsam
In die Nacht 
Irgendwann wird es Zeit sein 
Lass uns gemeinsam 
In die Nacht

 *  Nie chcę być tam sam
Bądźmy razem
Nocą
Kiedykolwiek kiedy będzie czas
Bądźmy razem
Nocą




- Lazurowe Wybrzeże ? 
- Brawo, byłaś w szkole dobra z geografii - uśmiechnął się, Boże jak ja kocham ten uśmiech i 
te dołeczki 



Weszliśmy do  wielkiego, kolorowego, nowoczesnego apartamentu. Był środek nocy więc wybrałam dla Lary osobny pokoik i pozwoliłam udać się córce w objęcia Morfeusza.


Billa znalazłam w wielkiej sypialni z rozsuwanymi drzwiami na plaże i  prześlicznym widokiem na morze.





- Co będziemy tutaj robić ? - było tu prześlicznie, mogłabym tu zostać na zawsze, ale wydawało się troche nudno. 
- Uprawiać seks - odparł bez ogródek, a oczy mu zapłonęły jakby na potwierdzenie jego słów - Kocham Cię - pocałował mnie, jego dłonie odnalzały zapięcie sukienki, w którą przebrałam się na podróż, klasyczna mała czarna. Natępnie jego ciuchy i mój stanik poleciały gdzieś w kąt. Patrzył na mnie płonącymi oczyma gdy jego dłonie pieściły moje ciało. Potem dołączyły do nich też jego usta.... Pchnął mnie niecierpliwie na łóżko, spotkanie z zimną pościelą spowodowało że moje rozgrzane nagie ciało przeszedł dreszcz. Niedługo potem jego usta odnalazły moje i zaczął jechać językiem w dół mojego ciała, zeszły na brzuch. Musiałam wstrzymać oddech, żeby nie wybuchnąc śmiechem, potem zaczął całować wnętrze moich ud i moje figi wylądowały na podłodze. Jego usta znalazły się tam gdzie najbardziej chciałam, stąd było mi już blisko do nieba. Z moich rozchylonych warg wydał się jęk rozkoszy. Jego palce, które do tej pory pieściły piersi znalazły się we mnie. Teraz już wręcz niekontrolowanie krzyczałam, było tak cholernie nieziemsko.
- Bill , choć tu - wyjęczałam próbując podciągnąć go wyżej
 Bezskutecznie
- Najpierw dojdź, dla mnie.
Nie musiał dwa razy powtarzać, gdy dołożył kolejny palec zrobiło mi się czarno przed oczyma i moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze rozkoszy..
- Bill !
- Już idę - zaśmiał się cicho i przesunął wyżej - Tylko pamiętaj, że w pokoju obok śpi Lara - poczym się we mnie znalazł. Kilka mocnych pchnięć i oboje doszliśmy.

- Kocham cię - szepnął opadając obok mnie wymęczony
- Ja ciebie też Billciu kocham, co teraz ?
- skarbie jest 4 nad ranem, o czym ty chcesz teraz dyskutować ?
- oj nie ważne, spij - ucałowałam go - dobranoc
- eraz wszystkie takie będą- odparł z uśmiechem i zasnął.








*

- Jestem głodny - usłyszałam gdy wychodziłam rano z pokoiku małej. Nakarmiłam ją i znowu zasneła, wczorajszy dzień również jej dał popalić
- co jemy ? - Bill trzymał w ręku karte dań - nie wytrzymam już dłużej
- no cóż, w nocy spaliłeś dużo kalorii- wybuchnęłam śmiechem, co spotkało się z jego ironicznym spojrzeniem
- przyzwyczaj się, mam tak i już
- po upojnej nocy rano chce ci się jeść ? - nie mogłam się powstrzymać i coraz bardziej się śmiałam.
- zabawne ? - zabił mnie wzrokiem
- spróbuje o tym nie zapomnieć, zamów  co chcesz, ja najlepiej poszłabym jeszcze spać, jestem padnięta.
- nie dziwi mnie to - puścił mi oczko - zasnęliśmy koło 4 nad ranem.
- zadzwońmy do kogoś - wypaliłam nagle, pewnie się o nas martwią.
- kotku, w Los Angeles jest teraz środek nocy
- masz racje - przyznałam mu racje - to co szamamy ?
- Może krewetki ?
- Na śniadanie, mam jeść robale ? - zrobiłam płaczliwą minę - no niech będzie i co tego jakiś sos, przecież to kaloryczne..
- Spalisz kalorie na spacerze 
- znam lepszy sposób na spalanie kalorii panie Kaulitz - puściłam do niego oczko.



*

Po śniadaniu faktycznie wróciliśmy do łóżka, a po południu wzieliśmy małą na taras. Nie mogliśmy wychodzić na zewnątrz bo przez nasz ślub całe media o nas huczą. Całe szczęście, że chociaż w Los Angeles mamy spokój i możemy normalnie żyć. 
- to co może basen ? - Bill zatarł ręce

Na tak, było go stać na apartament z wyłącznym basenem i windą na 2 piętro na którym owy basen sie znajdował. - co ty na to, weźmiemy szampana
- Lara nie potrafi pływać, z resztą nie wiem - ociągałam się.
- Eh, - Bill poprostu wstał, wziął małą na ręce i szampana i ruszył w kierunku windy - masz 10 minut.

Szybciutko przebrałam się w strój, mus to mus i poszłam na basen. 
Bill z Larą na kolanach siedzieli w jazzuzi. Malutka z wielkim zapałem i gorliwością próbowała łapać bombelki.
- o jesteś już !
- jestem ... jestem - wskoczyłam do wody ....





KONIEC SEZONU II 

wtorek, 22 marca 2016

26. "I że cię nie opuszczę... "








Zebraliśmy się tu po to, by połączyć tych dwoje nierozerwalnym więzem miłości - ksiądz zaczął.

Nogi miałam jak z waty, robiło mi się na przemian zimno to gorąco. Byłam tak zestresowana, że nie słyszałam na jakim etapie ślubu jesteśmy.

Rozejrzałam się po kaplicy, niedaleko mnie stali rodzice. Oboje uśmiechnięci choć widziałam, że mama dyskretnie wyciera łzy. Potem mój wzrok spoczął na Mii, ona nie kryła się ze swoim rozczuleniem, płakała na całego. Ruszyłam wzrokiem dalej.... Tom ? Czy mi się wydaje czy ta wredna, zboczona gnida się śmieje xD OOO ja ci pokaże Kaulitz.... czy ja właśnie cisne sama po sobie....Od dzisiaj ja również jestem Kaulitz...

Poczułam delikatny uścisk dłoni. To mnie odrobinę uspokoiło i wyrwało z transu. Spojrzałam na niego. Był pewny siebie, nie stresował się. Nie miał tremy bo jest gwiazdą.... jest wyćwiczony i przyzwyczajony do tego, że wszyscy się na niego gapią przecież prawie codziennie śpiewa dla milionów ....Kurka, co taka osoba jak ja robi przy kimś takim jak on ?
- Bill...czy bierzesz   tę oto Bianke za żonę ? - w kapliczce nie dało się słyszeć żadnego dzwięku, jakby wszyscy na moment przestali oddychać.
- Tak - odpowiedział pewnie - i cała kaplica odetchnęła xD
- Bianko... czy bierzesz tego oto Billa za męża ? - to było do mnie ?
Ups, nie było czasu na ociąganie się , biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że wszyscy znowu wstrzymali oddech. Nie chce, żeby udusili się na moim własnym ślubie...wszyscy czekali na mój werdykt.
- Tak
- Jesteście mężem i żoną - po tych słowach usta Billa zmiażdżyły moje ...Ała
Nagle ze wszystkich stron spadł na nas deszcz małych kwiatuszków, ryżu i pieniędzy. Czy mogłam wymarzyć sobie lepszy ślub ?



Teraz przyszedł czas na wyznania i przygotowane formułki bliskich.
Pierwsza na środek do mikrofonu podbiegła mama. Znałam ją na tyle, że wiedziałam iż chce mieć to za sobą. Ojciec stał tuż za nią.

- Mamo - dyskretnie próbowałam z mojego stolika przy którym siedzieli moi rodzice, rodzice Billa i Tom oraz Mia i oczywiście mój mąż, zwrócić na siebie jej uwagę, żeby wzięła się w garść i nie wybuchła płaczem bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że jest już na granicy wytrzymałości. Mama patrząc na mnie zaczęła recytować przygotowane wcześniej specjalnie na tę okazje słowa...


- Moja mała córeczka - język jej sie plątał od nadmiaru łez gromadzących się pod powiekami, ale trzymała się dzielnie - Chcieliśmy powiedzieć, że pamiętamy twoje pierwsze buntownicze nastawienie do kaszki z mlekiem - sala się zaśmiała i spaliłam buraka, mama kontynuowała - Twoją pierwszą miłość, pierwsze kłótnie i rozstania. Chce powiedzieć, że zawsze  mimo wszystko akceptowaliśmy twoje wybory i choć nie raz bywało między nami żle - tu zrobiła pauzę, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że myśli o tym czasie kiedy to zostawiła mnie z małą córeczką samą sobie.- ... To wiedz, że mimo wszystko my bardzo cię kochamy i wierzymy, że poradzisz sobie na nowej drodze życia... Kochamy Cię ! - mama trzymała się świetnie, zeszła ze sceny i nie rozbeczała się, za to ja miałam problem z utrzymaniem łez...tak przyznaje się trochę mnie to wzruszyło...no dobra bardzo :)

Bill ponownie złapał mnie za rękę by znów podnieść mnie na duchu. Calą uwagę skupiłam teraz wyłącznie na nim, nie chciałam się rozbeczeć, nie teraz. Patrzył na mnie i delikatnie się uśmiechał.








- To ja Mia, Bianko popatrz na mnie - dopiero po tych słowach dotarło do mnie, że mojej psiapsi nie ma przy stoliku. Stała na środku sali, odnalazłam jej spojrzenie - Bian, jesteś dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, od zawsze starałam się cie pilnować niezdaro i patrzeć ci pod nogi. Pamiętasz jak kompletnie zapomniałaś o swojej rozmowie kwalifikacyjnej, wstałam, ubrałam się i pobiegłam tam za ciebię i jeszcze oberwało mi się za spóźnienie, zawsze chciałam być dla ciebie podporą nawet kiedy gubiłaś się w drodze gdziekolwiek. Całe szczęście, że teraz opiekę nad tobą przejmie ktoś inny, ale pamiętajcie i wszyscy weźcie sobie to do serca....Jeżeli moja psiapsi będzie przez ciebie płakać - tu niewątpliwie zwróciła się do Billa - to wtedy mnie popamiętasz... - pogroziła mu palcem

Nie wytrzymałam, tym razem po prostu wybuchnęłam płaczem i nawet dłoń Billa nie mogła mnie uspokoić. Mia, moja Mia, jakaś dziwaczna siła wyciągnęła mnie na środek sali i kazała niekontrolowanie wpaść w objęcia przyjaciółki, która tylko się uśmiechnęła, i mało mnie wtedy obchodziło, że tłumy patrzą na mój wybryk. Tuląc się do niej poczułam, że zrastamy się na nowo...


Następnie na środek wyszedł Tom z idiociałym uśmieszkiem i mówił coś o tym, że Bill wpakował się po uszy bo do końca życia będzie dzielił łóżko z jedna panienką. Na co Bill tylko się uśmiechnął, potem weszli rodzice Billa, ale tego już nie mogłam zarejestrować....

Tego wieczoru tańczyłam prawie z każdym i to tak, że bolały mnie nogi i kiedy Mia przyszła by pomóc mi się przebrać w drogę do mojej niespodzianki nie mogłam chodzić.
- I jak, zadowolona ? - spytała
- No ba, nie mogę uwierzyć że jestem teraz panią Kaulitz...
- Myślę, że Bill nie pozwoli ci o tym zapomnieć - puściła mi oczko
- właśnie a pro po, wiesz dokąd mnie zabiera ?
- niespodzianka - powiedziała tylko - koniec gadki, Bill już czeka - pchnęła mnie w stronę drzwi. - Powodzenia !


*
- Dokąd właściwie jedziemy ? - spytałam Billa kiedy wyjechaliśmy NASZYM ferrari razem z NASZĄ córką i NASZYM  Pumbą
- Kotku, nie psuj niespodzianki - powiedział tajemniczo.... a potem nie wiem ..zasnęłam ?






sobota, 12 marca 2016

25.Kocham Cię, kiedy brzask przebija przez rolety... Kocham Cię w południe, kiedy słońce świeci... Kocham Cię w ciągu dnia, na każdym kroku. Kocham Cię o zmroku... i wtedy, kiedy księżyc rozjaśnia moje lico, a Morfeusz tuli do snu

Obudziłam się w środku nocy z płaczem. Nie mam pojęcia co konkretnie mi się śniło, ale było to coś strasznego i przykrego. Całe szczęście, że już po chwili odnalazły mnie ciepłe dłonie Billa
- Kotku coś nie tak ?
- obudziłam cię, przepraszam
-nie mogłem zasnąć, cały czas leże.
- czemu ?
- z tego samego powodu przez, który masz koszmary... 
-a mianowicie? - w środku nocy mój mózg nie był nastawiony na aż tak intensywne myślenie.
- przez stres, już za kilka godzin ślub, przydało by nam się jeszcze kilka godzin snu.
- która godzina ?
Bill sięgnął po iphona leżącego gdzieś na ...podłodze ? 
- 4:32
- no niezupełnie - mina mi zrzedła
- co ? - mruknął w poduszkę 
- o 5 jestem umówiona z mama, o 6 przychodzi fryzjer ...- zaczełam wyliczać
- po co tak wcześnie - przerwał mi - ślub jest o 12, ja umówiłem się na 10
- ale mnie trzeba ogolić, umyć, uczesać, ubrać i umalować. Musze być piękna
- dla mnie zawsze jesteś cudowna - sięgnął po kubek z wodą
- nawet w łóżku, taka rozczochrana ? - zatkało go xD wypluł zawartość ust i spojrzał na mnie z wielkim bananem na twarzy.
- o tak, w łóżku szczególnie.
- zbuczuch - wstałam i zarzuciłam na siebie szlafrok, nie było sensu się ubierać.

Zeszłam na dół, mama siedziała przy kawie. Skradłam jej łyka ciepłego, gorzkawego napoju i chwyciłam za sevendaysa, w kuchni mamy z Billem całą szufladę z tymi smakołykami, szybkie jedzonko i żyjemy xD

- nie powinnaś jeść tego na pusty żołądek, do tego przed tak ważnym dniem - skarciła mnie - to sama chemia.
- mamo !
- no co słoneczko,wróciłam i widzę, że muszę się za ciebie wziąć - uśmiechnęła się ciepło - no bierzmy się do pracy jeśli chcemy ze wszystkim zdążyć  - ruszyła w kierunku łazienki, a ja posłusznie podreptałam za nią...

- mamo, ty też tak strasznie denerwowałaś się przed ślubem ?  zagadnęłam ze szczoteczką w ustach.
- oh, to normalne - machnęła ręką - gdybyś wiedziała jak Annika wymiotowała przed swoim ślubem.
- wyszła za mąż ? - dociekałam losów jednej z  dawnych przyjaciółek, zostawiły mnie gdy zaczęłam spotykać się z "bogatym, sławnym i mega przystojnym Billem". Mimo to tęskniłam za Anniką - wyszła za Huberta - byłam przekonana że to jej wybranek, kiedyś byli słodka para, mimo że się rozstali nikt nie miał wątpliwości że niedługo do siebie wrócą... 
- nie, Hubert znalazł miłość w Anglii i tam pozostał, wyszła za Rona, tego od tatuażów - Rona ? to brzydki, pryszczaty blondyn z którego naśmiewałyśmy się od podstawówki !Dlaczego akurat ten obleśny typ ? - nie wszystkim się tak powodzi jak tobie słonko - dodała widząc moją minę.
- a co z Dagmarą ? - wypytywałam między myciem poszczególnych części ciała .
- Dagmara no cuż, zaszła w ciąże z obcym facetem bo chciała mieć dziecko.
- nie są razem ?
- niestety nie 
- nie mogę doczekać się kiedy je zobaczę - zostały zaproszone, ale czy przyjdą...

* dzwonek *

- to pewnie fryzjer - zaświergotała mama i popędziła otworzyć, a ja szybko wskoczyłam w szlafrok - to drużba - krzyknęła mama - o.o Wiedziałam że Tom będzie drużbą Billa, a moja drużba miała być niespodzianką. Usłyszałam rechot Toma, a potem tak dobrze znany mi głos....
- Mia - wyskoczyłam z łazienki i pobiegłam w kierunku głosu.
Mia to moja na...naj...naj..lepsza psiapsi, w dzieciństwie udawałyśmy przed wszystkimi że jesteśmy siostrami i swoją drogą wielu ludzi do tej pory tak myśli. 
Przed moim pierwszym wyjazdem do Los Angeles i poznaniem Billa bardzo się pokłóciłyśmy, ale nadal była przyjaciółką, nie mogło by jej zabraknąć w tak ważnym dla mnie dniu.
- Bianko ? - usłyszałam jej głos 
Pędem rzuciłam się schodami w dół i wpadłam prosto w ramiona Mii 
- Jak dobrze cię widzieć - uśmiechnęła się
Wybuchłam niekontrolowanym płaczem w jej ramionach...
- Boże, Bian spokojnie, jestem tu i obiecuje, że nie uciekne. W czym mogę pomóc ? Może ją pomaluję ?
-świetny pomysł - uśmiechnęła się mama i poszła po suknie...


-Wyglądasz świetnie - podsumowała mama po skończonym dziele.
- o tak, Billowi się spodobasz - dodała Mia
- co u Zacka ? - spytałam kiedy mama ubierała swoją granatową kieckę.
Mia spuściła wzrok
- zostawił mnie, dla innej
- przykro mi - posmutniałam
- nie mówmy teraz o tym 
- i jak ? - spytała mama. Miała na sobię granatową , obcisłą sukienkę, która odkrywała jej kobiece kształty
- idealnie - podsumowałyśmy 
- Kobiety długo jeszcze ? - usłyszałyśmy z dołu zirytowany głos Toma - Bill już czeka w kaplicy, za 30 min ślub, szybciej no !
- już, już idziemy - odkrzyknęłam i nogi się podemną ugięły. To już... - słabo mi
- wszystko będzie dobrze - do łazienki wszedł ojciec - wyglądasz oszałamiająco, będę mocno cię trzymał, nie upadniesz.
- dzięki - uśmiechnęłam się
- wydaje mi się że to jednak Bill będzie mdlał jak tylko cię zobaczy
- dzięki tato - przytuliłam go 
- kochanie, pomniesz suknie - skarciła nas mama
- idziemy ! - ponownie Tom
- gotowa ? - tata podał mi rękę
- nie 
- tak ma być - tata zatarł ręce
Wzięłam głęboki wdech ...
Wyszliśmy na schody 




niedziela, 6 marca 2016

24. Die Zeit heilt nicht !

W nocy męczyły mnie okropne koszmary i nie miałam do kogo się przytulić bo Billa wciąż nie było. Wstałam , przygotowałam śniadanie i nakarmiłam dziecko, po czym rodzice zabrali ją na spacer. Widzieli ją pierwszy raz, a mała pozwoliła im się nianczyc i owineła ich wokół palca . Zabrałam się za sprzątanie domu i wtedy przyszedł niespodziewany gość.

- Ria... ? - stanęłam jak wryta - co ty tutaj robisz ?
- szukam Billa,a co nie mogę - jeju, jak ja jej nie lubię
- nie ma go, jest na wieczorze kawalerskim, przekazać coś ?
- czyim ? - wydęła usta , oczywiście że to akurat ją najbardziej interesowało  : /
- u znajomego - skłamałam
- ah, no cóż - zasmciła się, wredna żmija - a czemu ty nie poszłaś z nim ? - dociekała
- bo to wieczór kawalerski, bez kobiet - oświeciłam jej durny móżdżek
- ah tak ?
- o co ci chodzi - nie wytrzymałam - masz jakiś szczególny powód, żeby tu być ?
- wróciliście do siebie, prawda ? - no to już wiemy o co chodzi xD
- tak
Zmrużyła oczy.
-  A Tom, też jest na wieczorku ?
- tak 
- mogę tu na niego poczekać ? - nie czekając na pozwolenie rozsiadła się na sofie.
- jeśli musisz - odparłam i wyszłam z pokoju

Robiąc obiad starałam się nie zwracać uwagi na intruza ( moją rywalkę ? serio ? xD ) w salonie, ale pytania wciąż nie dawały mi spokoju. 
Na ratunek przyszli rodzice, którzy właśnie wrócili ze spaceru. Malutka wyciągała do mnie rączki.
- Mamo, to dziewczyna Toma, brata Billa- wskazałam na kobiete.
- dzień dobry ! - Ria wyszczerzyła rządek równiutkich zębów
Odwróciłam się i wyszłam z salonu. Tata poszedł za mną.
- to ta osoba, która... - urwał, wiedzieliśmy oboje co ma na myśli. Rodzice dowiedzieli się o tym co zrobił Bill, komuś musiałam powiedzieć. A komu zaufać jak nie rodzicom ? Mimo, tego jacy są, zawsze mnie kochali, potrafili mnie wysłuchać.
- tak - przytaknęłam zła - nie mam pojęcia czego chce 
- sprawdzimy...- ruszył w kierunku salonu
- zaczekaj, może naprawde coś się stało - powstrzymałam go - niech poczeka sobie na Toma
- a propo, chłopcy zaraz powinni być
- czas najwyższy - ledwo to powiedziałam a usłyszeliśmy dzwonek.

Pośpieszyłam otworzyć. Przedemną stał Bill, wyglądał jak młody bóg, był czysty, schludnie ubrany, bez śladów że balowali całą noc ( trzeba się popisać przed teściami xD ) Nie wiedząc czemu nagle zapragnęłam tylko jednego ( taki zboczuch xD ). Gwałtownie i zachłannie zaczęłam całować jego usta, objął mnie i podniósł wyżej łapiąc za pośladki. Pachniał sobą, tak jak tylko on potrafi. Całowałam jego usta i wdychałam jego zapach gdy nagle coś sobie przypomniałam. Przerwałam i spojrzałam na niego specjalnie robiąc smutną minkę. 
- Nareszcie - zaśmiewał się Tom opierając się o futrynę - już miałem wam kazać iść do łóżka
- o co chodzi ? - spytał Bill patrząc mi w oczy
- czego ona chce ? - spytałam cicho i jeszcze wredniej zrobiłam smutną minke xDDD ( wredny potwór xD) no ale Bill przecież jest mój, można trochę pomanipulować xD  
- misiu kto ? - jes, jes, jes złapał się xD
- Ria 
- Była tu ?
- nadal jest, jesteś głodny
- nie dziękuje, pójdę do nich
- ok - powiedziałam i ruszyłam w kierunku kuchni
- skarbie, choć z nami - Bill pociągnął mnie za rękę
- N..nie - odsunęłam się - nie chce przeszkadzać - manipulowanie level hard ! 
- nie będziesz przeszkadzać - pociągnął mnie za sobą i Tomem
- Bill ! - krzyknęła gdy tylko go zobaczyła - miło cię znów widzieć
- Dlaczego nachodzisz Biankę ? - spytał surowym tonem
- chciałam cię zobaczyć, wyszedłeś wtedy tak bez słowa... - urwała widząc minę Billa.
- tak bez słowa ! - wybuchł i zapadła cisza - upiłaś mnie i wykorzystałaś do cholery ! - uderzył pięścią w stół. Każdy bał się choćby odetchnąć- toleruje cię bo muszę, bo jesteś dziewczyną Toma, chociaż nie mam pojęcia jak on może umawiać się z kimś takim ! Niczego ode mnie nie oczekuj ! Ostatni raz cię tutaj widziałem ! Nie nachodź jej zrozumiałaś !? - w salonie panowała grobowa cisza. 
- No cóż Bill, od tej strony cię jeszcze nie znaliśmy - tata z wielkim bananem na twarzy poklepał go plecach ( duma xD )
Przerażona, upokorzona i wściekła kobieta tylko skineła głową i wyszła, ale wiedziałam że to nie koniec jej kadencji.
- Bill - odezwał się cicho jego brat - ja nadal ją kocham, mimo jej zachowania
- wiem braciszku, dlatego będę ją tolerował, ale nie w moim domu i nie przy Biance.
- TATA ! - wszyscy odwrócili się na dzwięk cieniutkiego, aksamitnego,  mile łechtającego uszy głosiku. 
Mała dziewczynka z czekoladowymi tęńczówkami wyczekująco, wręcz zaborczo domagała się uwagi ojca. Dumny tatuś ze łzami w oczach wziął córkę na ręce i ucałował. Po czym przytulił jej matke, która tak samo jak on radowała się tym cudownie łechtajacym uszy, uspokajającym głosikiem i czułym  słówkiem maleństwa. 


*
Stał i  myślał. Myślał o tych dniach kilka dni przed narodzinami jego dziecka, kiedy to wyrzucił Bian za drzwi. Nie miał pojęcia wtedy jak wielki skarb traci i jak wielkie szczęście daje mu rodzina. Miał wielkie szczęście, że nie stracił ich na dobre i teraz będzie dążył do tego, żeby już nigdy ich nie stracić.
.....





piątek, 4 marca 2016

23. Ich weiß, das keiner von uns geht

- 3 dni...3 dni...3 dni..- siedziałam w sypialni i wertowałam katalogi.- jak w 3 dni można znaleźć sukienkę na tak ważną okazję !
- Można... ? - ktoś zapukał i w drzwiach pojawiły się czarne włosy. Znałam te włosy ...widziałam je często w snach.
- Mama ! - wykrzyknęłam uradowana i rzuciłam się w ramiona rodzicielki. Objęła mnie, tak cudownie było znowu poczuć jej zapach i matczyne ciepło.
- Bill nas tu zciągnął, jak by mogło nas nie być na ślubie naszej jedynej córki, ok w wielu rzeczach się nie zgadzamy, ale nadal jesteś naszą córeczką.
- przyjechaliście tu dla mnie ?
- jasne i pomyślałam, że może potrzebujesz pomocy
- mam mały problem z sukienką
-ok robi się ! - zarażała mnie swoim optymizmem
- dziękuje mamo ... - uśmiechnęłam się do niej lekko
- więc co z nią nie tak ?

*
- Bill, mamy pomysł na twój wieczór kawalerski - Georg poklepał kumpla po plecach - za 3 dni nie będziesz już kawalerem. Musimy to uczcić. Jedziemy do Vegas ! - te słowa spotkały sie z aprobatą Toma i Gystava
- jesteście pewni ? - nie za bardzo go to przekonywało
- jasne, damy czadu !


*

- Myślałaś coś o swoim wieczorze panieńskim ? - spytała mama gdy popijałyśmy razem kawę na tarasie
- nie bardzo mam z kim iść, poza tym Lara
- Larą się nie przejmuj, a co z Anniką i Dagmarą - mama wymieniła imiona moich dawnych przyjaciółek.
- wolałabym jednak posiedzieć w domu. No wiesz..
- nie ma mowy, mam lepszy pomysł - aż poskoczyła
- a mianowicie ? - nie miałam zapału. Prawde mówiąc nadal nie docierało do mnie to, że ona tu jest. Tyle czasu jej nie było, a teraz zachowuję się jakby nigdy nic.
- Wielkie zakupy ! - wybuchła
- przy okazji kiecka - dodałam 3 dni ? Naprawdę ?
- jak sobie chcesz, ubieraj się - wybiegła z pokoju.
Ehh, no tak Bill może mnie kochać najmocniej na świecie, ale to mnie pierwszą zabije jeśli wyjde na ślub w różowej letniej sukience albo bikini. 
Po tej myśli od razu wskoczyłam w moje ciuchy. Musze żyć xD !


*
Mama mordowała mnie zakupami do wieczora. Padnięte wróciłyśmy do domu. Weszłam do salonu, tata i Lara słodko spali. Czyżby moja spokojniutka córeczka dała dziadkowi popalić ?
- tato wstawaj - lekko go szturchnęłam i wzieęam Larę do jej pokoiku
- zakupy się udały ? - usłyszałam z dołu głos taty
- o tak - optymizm mojej mamy aż parował - mamy piękną, młodą kobietę - usłyszałam barwę dumy w jej głosie.
*

- Gdzie jest Bill ? - spytałam gdyż od dłuższego czasu nie odbierał ode mnie telefonów.
- chłopcy zabrali go na wieczór kawalerski - odparł ojciec - pojechali się zabawić - uśmiechnął się - bez obaw - dodał widząc moją minę.
- bez obaw xD hehe ? już ja wiem jak oni się zabawią, no dobrze, może przygotuje kolacje. Na co macie ochotę ? - udałam się do kuchni i po raz kolejny próbowałam się dodzwonić. Na próżno, tylko głuchy sygnał.
Przygotowałam kolacje i razem usiedliśmy do stołu. Po chwili rozdzwonił się mój telefon. Pędem podbiegłam do komody i złapałam go , zanim odebrałam zdążyłam dostrzec rozbawione spojrzenia moich rodziców. Dzwonił Tom.

B: gdzie wy do cholery jesteście ?
T: Spokojnie bratowo, w Vegas
B: Ja ci dam spokojnie, gdzie jest Bill ? Czemu nie odbiera ?
T: oj upiliśmy go trochę
B: Trochę ?
T : Tyci, tyci
B: a ty czemu nie jesteś piany ? 
T: Bian, ktoś musi robić za szofera i przywieźć tą sierotę xD
B: no dobrze, uważajcie na siebie i pilnuj tej sieroty xD Pa, miłej zabawy
T : nie bój nic, pa 



Mimo że Tom zapewniał że nic się nie dzieje i tak pól nocy nie zmrużyłam oka.

środa, 2 marca 2016

22. Augen zu und durch.

- Wszystko ok ? - usłyszałam za plecami głos Billa. Stałam przy oknie w naszym domu. Wypuścili mnie ze szpitala, ale jestem pod bardzo czujnym okiem Billa i biorę leki antydepresyjne.
- tak - odparłam cicho nie spuszczając wzroku z tego co działo się za szybą.
- Ile razy mam cie jeszcze przepraszać ? - objął mnie od tyłu- Bian, przepraszam. Nie potrafię sobie tego wybaczyć, a twoja cholerna obojętność i milczenie wcale mi nie pomaga. Wiem, że jesteś zła i masz do mnie żal, ale proszę nie rób mi tego, nie krzywdź mnie brakiem jakichkolwiek reakcji z twojej strony.
- Bill, zrozum, to trudne... potrzebuje czasu. To wszystko stało się tak nagle.
- Dam ci czas, kocham Cię Bianko, najbardziej na świecie.
- Mnie ? Nie zniosę jeśli kolejny raz powiesz, że... - urwałam
- Larę też, jest moim moim małym skarbem. Wiem, że nie zachowuję się tak jak na ojca przystało... cholera pora to zmienić - powiedział jakby do siebie i wtedy usłyszeliśmy płacz dziecka.
 Drgnęłam.

- pozwól mi do niej pójść - powiedział cicho odrywając się ode mnie. Nic nie powiedziałam, dałam mu nieme przyzwolenie. Po chwili wrócił.
- coś nie tak ? - zdziwiłam się bo wrócił bez dziewczynki.
- nic takiego, po prostu smoczek jej wypadł.
- ok - ponownie odwróciłam się do okna.
- zamierzasz stać tu przez cały dzień ? - spytał z wyrzutem. 
Dlaczego on robił mi wyrzuty ? Miał czelność ?
- czekam na Geosia - powiedziałam, żeby go wkurzyć, denerwował mnie tym " dam ci czas, a potem jednak nie "
- a tak jasne - zacisnąl dłonie w pięści i się odsunął. 
Pożałowałam tego co przed chwilą powiedziałam, dotarło do mnie jak właśnie musiał się poczuć.
- Bill, kochanie przepraszam - podeszłam do niego. Miał w oczach ból i może gdzie nie gdzie błyszczały małe łezki. - Nic po między mną a nim nie ma, przysięgam. Tylko...
- Tylko co ! - wściekł się 
- Bill..nigdy już mnie nie opuszczaj - zmieniłam szybko temat i przytuliłam się do niego
- nie opuszczę, już nigdy, chyba że sama o to poprosisz. - objął mnie mocno 
- obiecaj - naciskałam
- obiecuje - usłyszeliśmy pukanie - to pewnie Tom - Bill poszedł otworzyć.
Słyszałam jak się witali i po chwili głowa mopa pojawiła się w salonie.
- hej piękna - ukazał rządek idealnie białych zębów - to gdzie ten aniołek ?
- śpi tam - Bill pokazał palcem na moje dziecko
- zaraz o co chodzi ? - zdenerwowałam się.
- Tom się nią zajmie, mam dla ciebie niespodziankę, ubieraj buty mamy mało czasu.

nie pytałam o nic, chciałam pokazać Billowi, że wiem żę moje dziecko będzie bezpieczne i że ufam w to co robi ( chociaż może nie do końca tak było xD )


Wzięłam torbę, założyłam buty i wyszliśmy.


- Dokąd idziemy ? - spytałam- Robi się późno
-Kochanie nie psuj niespodzianki
- ale Lara - przestałam ukrywać że się martwie
- Tom się nią zajmie, nic jej nie będzie obiecuje.

Wsiedliśmy do ferrari i ruszyliśmy w kierunku zatoki. Po niedługiej chwili zobaczyłam pierwsze łodzie i kutry. Tak jak myślałam zmierzamy ku przystani.
Zatrzymaliśmy się przy sporym jachcie obok niego stał jakiś facet. Bill się z nim przywitał a potem wepchnął mnie na statek.
Zaraz co ? xD cholera jasna !
- Posadził mnie na całkiem wygodnym obitym w skóre fotelu i objął stery ( zginiemy !! )
- Umiesz to prowadzić ? - spytałam przerażona. Nie moja wina, zaskoczył mnie bardzo. 

Spojrzał na mnie dziko
- no co ? - zarumieniłam się 
- nauczę się - puścił mi oczko ( miałam racje, czeka nas śmierć)
- Co ! - z przerażenia podskoczyłam na pupie
Widząc moją reakcje wybuchł śmiechem
- Umiem - powiedział i sie do mnie wyszczerzył xD
Dzięki Bogu.
Rozpuściłam włosy, żeby wiatr mógł swobodnie je rozwiewać
Bill po chwili włączył tempomat i zniknął w kajucie.Po niedługim czasie nastąpiło wynurzenie (xDD). Powrócił ze smacznym łupem, a mianowicie z butelką szampana. O cie cholera !
- chciałbym coś uczcić - postawił butelkę na małym stoliku i pociągnął mnie żebym wstała i puścił, musiało to komicznie wyglądać bo próbowałam złapać równowagę ( ślamazara xD) 
- dobrze - powiedziałam próbując wypaść poważnie 
Nie wytrzymał wybuchnął donośnym śmiechem, aż się łódka zatrzęsła xD
- kocham cię - spoważniał -  i  Larę - dodał po chwili - chciałbym... jestem gotów już, żeby spędzić z wami resztę życia. Nie umiem przemawiać - uklęknął - dlatego wiedz, że jesteś dla mnie wszystkim i że będę cię kochał po kres mojego istnienia. Mam nadzieję że po tym co ci zrobiłem w twoim serduszku jest jeszcze choć trochę miejsca. Bianko jesteś całym moim życiem - wyjąl z kieszeni pudełeczko, o nie, to się dzieję naprawdę ? - Bian.. czy .. wyjdziesz za mnie ?
Z oczu pociekły mi łzy, łzy szczęścia. Po raz drugi i mam nadzieję ostatni mi się tak cudnie oświadczył.
- Tak...o Boże tak ! - rozpłakałam się kiedy wkładał mi na palec pierścionek, jeszcze śliczniejszy niż ten poprzedni.
Delikatnie mnie podniósł i przeniósł do łóżka ? Co do cholery na jachcie robi łóżko ..? 
Położył mnie na miekiej pościeli i zaczął całować....

Tej nocy nawet nie ruszyliśmy szampana, wszystko sprowadziło się do jednego. Do pokazywania sobie ile dla siebie znaczymy.

- Cholera, naprawdę wynająłeś jacht ? - spytałam gdy leżałam już w jego ramionach i odpoczywałam ... Mój dzikus xD
- no nie zupełnie - nakrył mnie kołdrą
- co ? - przytuliłam się do jego zmęczonego ciała.
- ten jacht należy do ciebie...
- co ? - usiadłam ze zdziwienia
- potraktuj to jako prezent ślubny - wyszczerzył się xD - choć tu - pociągnął mnie tak, że znów znalazłam się w jego ramionach.



- Myślałeś kiedyś o terminie ? - spytałam po chwili ciszy, kiedy to nasze ciała regenerowały się po udanym seksie.
- tak, w sumie to już wszystko zorganizowałem - puścił mi oczko
- już ? - omg, co to ma znaczyć xD ?
- pozostaje tylko kwestia twojej sukienki, pomyślałem że sama zechcesz się nią zająć. Dasz radę w 3 dni prawda.. ?









wtorek, 23 lutego 2016

21. Erzahl mir alle Lugen, machst so dass ich es glaub...


Otworzyłam oczy i poraziło mnie jasne światło. Co się do cholery dzieję ? 
Bian, kojarzymy fakty, no już...
Ah tak, wzięłam tabletki żeby umrzeć, bo nie mogłam żyć bez mojej miłości. I czy właśnie ona siedziała na przeciw mnie ...Ironia losu co ? ...
Zaraz, on naprawdę tu siedzi ....
- Bian, tak mi przykro. Nigdy nie daruje sobie tego co zrobiłem....
- Bill... ? - jak w transie wyciągnęłam dłoń w jego kierunku. Ujął ją i delikatnie pocałował.
- Bill, dlaczego ? Zrobiłam coś nie tak ? - wciąż nie rozumiałam dlaczego odszedł, tak bez wyjaśnień, a przecież zapewniał mnie że kocha.
- To nie twoja wina, po prostu wszystko mnie przerosło, zachowałem się jak gówniarz... ja, przepraszam 
- Georg mi pomógł - powiedziałam zupełnie nie świadoma tego do czego mogłam doprowadzić. Uświadomiło mnie dopiero zmienienie koloru twarzy Billa na zielonkawy, autentycznie zzieleniał ( przeterminowany xDD)  - Ups - jęknęłam 
- No jasne, zgrywa bohatera - wściekał się, na szczęście tylko pod nosem-  zapomniałem, że jesteście razem - mówił ironicznie z coraz bardziej wyczuwalnym jadem w głosie - Może zostawię was samych gołąbeczki ? - jego głos przemienił się w syk
- Znów to robisz - rozpłakałam się z totalnej bezsilności, ale przecież miał racje, miał prawo się gniewać.... miał prawo widzieć to z tej perspektywy... tyle że to nie było tak, wcale nie kochałam Georga.. Skuliłam się pod natłokiem nagłego bólu.
- Bian, wszystko w porządku ? - przestraszył się.. - Przepraszam- ukrył twarz w córkę, którą dopiero teraz zobaczyłam, moja dziewczynka uśmiechała się promiennie i wyciągała do mnie rączki.
- Mogę ? - spytałam cicho 
- Pewnie- podał mi córkę, którą mocno przytuliłam
- Mamusiu, narysowałam ci obrazek, ale ..ale zostawiłam go u Georga... - powiedziała zasmucona
- ej, trudno, dasz mi go kiedy indziej
- jak wyzdrowiejesz ?
-  pewnie
- dlaczego tatusia z nami nie było ? - czasem dziecko zadaje takie pytanie, że nikt nie potrafi na nie odpowiedzieć, może była malutka, może nie do końca wiedziała co tak naprawdę się dzieję, ale miała rozum...
- kochanie - odezwał się Bill - pozwól że porozmawiam z mamą, na korytarzy jest Geo, biegnij do niego - otworzył drzwi po czym ponownie usiadł naprzeciwko mnie.
- Bian, ja po prostu mu zazdroszczę - odezwał się przerywając chwilową ciszę - Kocham cię, ale może to i lepiej, że jesteś z kimś może bardziej dojrzałym. Nie zasługuję na ciebie. Pójdę już - wstał
- Bill, nie błagam - zaczęłam dłońmi wycierać łzy, bo było ich tak dużo że rozmazywały mi obraz i wpadałam w coraz większą panikę, on nie może znowu odejść, nie może mnie zostawić - zostań !
Nawet na mnie nie patrząc po prostu wyszedł. 
Ukryłam twarz w dłoniach i zaczęłam zanosić się płaczem.


* U Billa *

- Georg, idź do niej, ona cię teraz potrzebuje - ponaglił Hagena, był na niego wściekły, ale nie potrafił patrzeć w oczy Biance.
- nie mnie, tylko ciebie idioto - zdenerwował się Hagen - ona cie kocha, zrozum to, dlaczego wciąż karzesz jej cierpieć, biegnij do niej !
- ale to przecież twoja dziewczyna - usiadł bezsilnie i przytulił córeczkę, która do niego podeszła
- Nie płacz tatusiu 
- moje kochanie - pocałował ją w czółko
- tak - przytaknąl mu Geo - ale twoja dziewczyna .. ( beznadziejna sytuacja xD )
- jkeżęli to wam pomoże to już nie - powiedział Bill cicho
- zrywasz zaręczyny ? - nie rozumiał Tom 
- Tak
- Bill, co ty do cholery odpierdalasz ! - jego własny brat po raz pierwszy go nie rozumiał - w takim razie po co przyszedłeś ?
- bo myślałem ..
- że będzie na ciebie czekała z otwartymi ramionami - dokończył przysłuchujący się z boku wszystkiemu Gustav i zapadła cisza.... właśnie tak było, pieprzony egoista... chciał wrócić do niej ...może nie teraz, ale nie wykluczał, że kiedyś na pewno...a tu ci niespodzianka...Georg ją sobie wziął....Czego się spodziewałeś idioto ?
- Nie ma sensu, skoro ona...muszę pozwolić jej być szczęśliwą z Georgiem - tak właśnie zamierzał zrobić, nawet wbrew swojemu sercu.
- ona nigdy nie będzie ze mną szczęśliwa, przez cały ten czas... myślałem że jest lepiej. Budziła się rano, dawała radę, nawet czasem się uśmiechała ...a potem nagle ten wyskok z tabletkami.

Bill spuścił głowę. Docierało do niego że mógł stracić ją na zawsze... ale miał dziwne uczucie... może...? ....Tak to była zazdrość, zazdrość, że Geo ją dotykał ....
- Spałeś z nią ? - nie ufał byłemu kumplowi ... czy Tokio Hotel się teraz rozpadnie ? 
- Nie, ona nawet nie pozwalała mi się dotykać - bronił się kumpel - przepraszam, zachowałem się ochydnie, ale chciałem pomóc, ona tak cierpiała.... przepraszam, Bill wybacz.

Wziął głęboki wdech.

*
- Pomagaj jej dalej - powiedział. Był tak bardzo na siebie wściekły. Był cholernie zazdrosny, ale to już wiedział. Wiedział również, że to on popełnił błąd i teraz będzie musiał z tym żyć.
- Chociaż z nią porozmawiaj - wtrącił się Tom- nie możesz znów zostawić jej bez słowa, jakiekolwiek słowo wytłumaczenia jej się należy
- Po co ? - zapytał wściekły, denerwowały go słowa brata, ale miał przecież rację. Może właśnie dlatego tak bardzo to wkurzało. - Przecież Georgowi tak dobrze szło
- Bill, zrozum ona cie potrzebuje. Nie kochasz jej ...?

To pytanie zadało mu cholerny ból, to faktycznie wyglądało jakby jej nie kochał, sam już nie wiedział. Przecież miał śliczną córeczkę, kobietę z resztą też, dlaczego to robi ? Bill, pora dorosnąć.
- Kocham, cholernie - przyznał się
- to idź do niej, Bill musisz się w końcu ustatkować. Zrobiłeś sobie dziecko, weź za nie odpowiedzialność.
- Jestem za nią odpowiedzialny, kocham Larę - a przecież jeszcze nie dawno mówił co innego, jak mógł kiedyś mówić, że nie chce tej dziewczynki... nie możliwe. - nie mam pojęcia co wtedy wygadywałem i wyrabiałem- podał śpiącą córkę bratu, jak widać znudziły ją poważne rozmowy dorosłych.

* Dzieciństwo to królestwo, w którym nikt nie umiera *

*
Wszedł ponownie do sali 
Kobieta była tak przerażona, że nie miał pojęcia co zrobić.
Usiadł cicho, nic nie mówiąc. Te piękne oczy na niego spojrzały ... Lód, który nosił w sercu po prostu się rozpłynął



* U Bianki *


Wrócił... usiadł przy mnie, nic nie mówił. Przyszedł się pożegnać...To koniec...
Zagrzebałam się w kołdrę, odwróciłam do niego tyłem i ponownie wybuchłam płaczem..
Gwałtownie się poderwał , położył za mną i mocno objął rękoma. ( nie mam pojęcia jakim cudem zmieściliśmy się razem na łóżku szpitalnym xD )
- Bian, uspokój się
- Bill.. - jęknęłam cicho
- Jestem tu- przytulił mnie - przepraszam 
- ale ,..dlaczego ? - nadal nic z tego wszystkiego nie rozumiałam - Byłam aż tak bardzo zła ?

Westchnął
- Kotku... spróbujmy jeszcze raz...






Info

No hej, u mnie teraz ferie, więc mogę pozwolić sobie na poświęcenie czasu na pisanie opowiadań, jeszcze dzisiaj powinny pojawić się posty na moich innych blogach. Dlatego zapraszam to zajrzenia też tam .... Poniżej wklejam linki, zapoznajcie się z tym co było, żeby być na bieżąco ...miłego czytania, Zapraszam


~ Queen of Suburbia ~





http://i-hate-my-life-humanoid.blogspot.com/





http://nie-skacz.blogspot.com/



Zapraszam ! :)

~ Queen of Suburbia ~

Kontakt do mnie :
-szukajcie mnie na snapchacie alien.483

poniedziałek, 22 lutego 2016

20. Kann nich mehr sagen wer ich bin...

 * U Billa*
Kolejny dzień spędzał na piciu. Chlał ile wlezie żeby zapomnieć. Na trzeźwo nie umiał radzić sobię z samotnością i brakiem jego miłości.
Brakowało mu ich, ale wmawiał sobie że tak musi być, że tak  będzie lepiej dla nich wszystkich.
Przez kolejny miesiąc żył pełnią zycia, niczego sobie nie odmawiał. Mógł wszystko przecież był wolny. 

Nikt go nie ograniczał, to prawda, ale czy mu się to podobało ?
Tego właśnie chciał ?



***
Po raz kolejny obudził z bólem głowy. Wytrzeźwiał...ale zaraz to zmieni, znów uchleje się jak dzika świnia.... 

*dryyyyń* 
o.O ? czyżby telefon ?


Dzwonił Tom... po długim namyśle zdecydował się odebrać.
- Tom - naskoczył na niego na wstępie - prosiłem o spokój..tak trudno to zrozumieć ..?
- wiem - odezwał się jego brat - ale uznaliśmy że powinieneś wiedzieć, 2 dzień lekarze nie mogą JEJ WYBUDZIĆ....- usłyszał to i się wyłączył, nie interesowało go to brat miał dalej do przekazania... którejś z nich stała się krzywda... 
Zamarł.

- to nie możliwe ...- wyszeptał i jego złoty i-phon przeleciał przez pokój ( całe szczęście że akurat w stronę sofy..) 
Wiele się nie zastanawiał, w biegu narzucił na siebie jakieś spodnie, koszulę i buty... i wskoczył do ferrari.

Przed oczyma majaczyły najgorsze wizje z możliwych.... zostawił je...same sobie...co on wtedy myślał, że kim jest , panem świata ..? Kolejny raz uświadamiał sobie jakim cholernym był egoistą... idiotą...i pieprzonym materialistą... tak, tak właśnie było, traktował swoją kobietę materialnie...jest to jest, nie ma to nie ma... ale przecież miał rodzinę... a teraz może ją stracić. 
Starał się uspokoić oddech...powoli...wszystko będzie ok...i kolejna okrutna wizja... to nie mogło się wydarzyć...dlaczego wcześniej nie przewidział takiej możliwości ? Może dlatego że chciał szybko zniknąć i mieć spokój na jakiś czas ? Prawda była taka, że tęsknił za nimi ... szkoda tylko, że dociera do niego jakim ochydnym jest egoistą dopiero kiedy coś traci...zawsze tak jest ... rozwód rodziców, śmierć ukochanego psa....ZAWSZE ....
Kaulitz może pora to zmienić ? 

Wbiegł do szpitala, na korytarzu byli Tom, Georg i Gustav, który trzymał na rękach jego kruszynkę, co prawda urosła od ostatniego razu, ale nadal była jego kruszynką.
W chwili gdy dziewczynka go zobaczyła podniosła głośny alarm płaczem domagając się uwagi ojca. Georg chcąc uspokoić dziecko wyciągną ręce z zamiarem przytulenia dziewczynki. Nikt jednak nie przewidział reakcji wokalisty, który z brutalną siłą złapał dziewczynkę i wtulił się w jej drobne ciałko.
Przerażony mężczyzna uspokajał się tuląc jej malutkie ciało do siebie ...

- Panie Hagen- usłyszeli głos lekarza - ona nadal jest nieprzytomna, czy ona ..., czy coś było z pańską dziewczyną nie w porządku ?

DZIEWCZYNĄ ..? 

Oczy Billa zapłonęły wściekłą nienawiścią... z mordem w oczach spojrzał na Georga....
- Bill... to nie tak - próbował się tłumaczyć ... - Ja jej pomogłem, potrzebowała tego, zająłem się nią...

Zajął się Bianką... miał cholerną ochotę go uderzyć...zamordować...zakopać żywcem ..cokolwiek..byle by były przyjaciel poniółsł słuszną karę...ale czy naprawdę taka kara byłaby słuszna ?
Pielęgniarka wyszła z sali Bianki... wtedy wszystkie emocje ...złość... strach ... ból ...zniknęły...Zobaczył jej blade ciało, kolorem prawie nie odróżniające się od bieli pościeli, w której leżała.... 

-Bian.... - wyszeptał - co ja narobiłem ...
- Zrobiliśmy jej płukanie żołądka - lekarz jakby nie zauważał stanu w jakim znajdował się mężczyzna i nadal kontynuował rozmowę z Georgiem. - Czy kobieta przyjmowała jakiekolwiek leki , oczywiście poza tymi, które zażyła..?
- Nie, raczej nie - powiedział pewnie, był tak cholernie pewny siebie że Bill znów miał ochotę coś mu zrobić... Urwać mu ten łeb ! ...Ale teraz najważniejsza była Bian...i tylko on wiedział o pewnych kwestiach ...
- Brała - powiedział cicho, co spotkało się z pytającymi spojrzeniami jego kolegów. Obiecał kiedyś Biance że nikt nie dowie się, że za jego namową podjęła się terapii - Chłopaki - westchnął - Ona bierze leki, to się teraz liczy.
Lekarz podejrzliwie na niego spojrzał..
- A kimże pan jest ?
- To moja narzeczona - odparł 
- Nie - zaprzeczył Georg, Bill już nie mógł się opanować...postawił dziewczynkę na ziemi i ruszył w kierunku Geo z rękami zaciśniętymi w pięści ... Złapał go za bety i docisną do ściany ... 
-Panowie, ustalcie to między sobą, ale bez rękoczynów - lekarz przywołał ich do porządku..
Bill odwrócił się i spojrzał w oczka swojego przerażonego dziecka, które przed chwilą widziało jak jego ojciec niemalże dusi Georga... to go uspokoiło, nie chciał jej straszyć....przytulił ją do siebie ...Zaraz ..co ? Dziewczynka stała...stała !!!! Szczęście i duma rozpierały go od środka, ale teraz nie czas na to...

- Bill, ja i Bian od niedana jesteśmy razem.... pomagałem jej i ..no stało się...
- Hagen ! - warkną na niego 
- Bill, do cholery zostawiłeś ją... gdybyś nie przyjechał to nadal było by tak jak było, kiedy cię nie było ( xDDD) 
- Ale na twoje nieszczęście przyjechałem - wysyczał wkładając w to tyle jadu ile zdołał, ale czy mógł go osądzać... sam nie był święty..w końcu to on ją zostawił...
- A może dacie jej wybór - wtrącił się Tom - przecież ona ma prawo wybrać
- ok - zgodził się Hagen - nie mogę jej do niczego zmuszać
- pozwoli pan w takim razie ze mną - lekarz zabrał Billa do sali.


Z daleka kobieta wyglądała kiepsko, ale kiedy zobaczył ją z bliska....emocje się skumulowały i wzięły górę nad rozsądkiem...po prostu się rozpłakał.... załzawionymi oczami dokładnie obejrzał wychudzoną sylwetkę kobiety...
- Co oni jej zrobili... ? - spytał lekarza, jakby on znał odpowiedz i przytulił córkę do siebie...wdychając jej zapach uspokajał się
- Wzięła ostre tabletki... wydaję mi się że chciała odejść - ... odejść...odejść... Mężczyzna powoli trawił każde słowo...
- to moja wina, co mogę zrobić ? - czuł się cholernie winny
- teraz tylko czekać... jeżeli pan chce zostawię pana... - nie czekając na odpowiedź lekarz po prostu wyszedł.

Usiadł na rogu łóżka i wziął jej drobną, chłodną dłoń w swoją. 
- Przepraszam kochanie, zawsze muszę coś spierdolić... przezemnie to zrobiłaś, prawda ? Obudź się, wróć...Dla Lary ! Dla mnie ! Dla Georga ! - wypowiadając ostatnie słowo lekko się skrzywił, jego najlepszy przyjaciel pod jego nieobecność podwalał się do JEGO miłości. No ok, sam odszedł, ale czy to znaczy że miejsce się zwolniło i ktoś szybko musi je zająć ...Nie mógł się z tym pogodzić....BIANKA I LARA BYŁY JEGO ... Teraz już wiedział, że dla tych kobiet najważniejszych w jego życiu...mógłby nawet zabić...



Nie wytrzymał, postawił córeczkę na podłodzę i delikatnie pocałował Biankę... i wtedy stała się rzecz niesłychana i niemożliwa... jej powieka zadrżała...jakby chciała się unieść, jakby Bianka podświadomie czuła jego obecność... ten moment cholernie napełnił go szczęściem... Może ona wróci ? 
Przysunął się bliżej i jeszcze raz tylko że bardziej namiętnie i z większą pasją pocałował kobietę...i stało się.... powieki się unosiły ... Budziła się ...