* U Billa*
Kolejny dzień spędzał na piciu. Chlał ile wlezie żeby zapomnieć. Na trzeźwo nie umiał radzić sobię z samotnością i brakiem jego miłości.
Brakowało mu ich, ale wmawiał sobie że tak musi być, że tak będzie lepiej dla nich wszystkich.
Przez kolejny miesiąc żył pełnią zycia, niczego sobie nie odmawiał. Mógł wszystko przecież był wolny.
Nikt go nie ograniczał, to prawda, ale czy mu się to podobało ?
Tego właśnie chciał ?
***
Po raz kolejny obudził z bólem głowy. Wytrzeźwiał...ale zaraz to zmieni, znów uchleje się jak dzika świnia....
*dryyyyń*
o.O ? czyżby telefon ?
Dzwonił Tom... po długim namyśle zdecydował się odebrać.
- Tom - naskoczył na niego na wstępie - prosiłem o spokój..tak trudno to zrozumieć ..?
- wiem - odezwał się jego brat - ale uznaliśmy że powinieneś wiedzieć, 2 dzień lekarze nie mogą JEJ WYBUDZIĆ....- usłyszał to i się wyłączył, nie interesowało go to brat miał dalej do przekazania... którejś z nich stała się krzywda...
Zamarł.
- to nie możliwe ...- wyszeptał i jego złoty i-phon przeleciał przez pokój ( całe szczęście że akurat w stronę sofy..)
Wiele się nie zastanawiał, w biegu narzucił na siebie jakieś spodnie, koszulę i buty... i wskoczył do ferrari.
Przed oczyma majaczyły najgorsze wizje z możliwych.... zostawił je...same sobie...co on wtedy myślał, że kim jest , panem świata ..? Kolejny raz uświadamiał sobie jakim cholernym był egoistą... idiotą...i pieprzonym materialistą... tak, tak właśnie było, traktował swoją kobietę materialnie...jest to jest, nie ma to nie ma... ale przecież miał rodzinę... a teraz może ją stracić.
Starał się uspokoić oddech...powoli...wszystko będzie ok...i kolejna okrutna wizja... to nie mogło się wydarzyć...dlaczego wcześniej nie przewidział takiej możliwości ? Może dlatego że chciał szybko zniknąć i mieć spokój na jakiś czas ? Prawda była taka, że tęsknił za nimi ... szkoda tylko, że dociera do niego jakim ochydnym jest egoistą dopiero kiedy coś traci...zawsze tak jest ... rozwód rodziców, śmierć ukochanego psa....ZAWSZE ....
Kaulitz może pora to zmienić ?
Wbiegł do szpitala, na korytarzu byli Tom, Georg i Gustav, który trzymał na rękach jego kruszynkę, co prawda urosła od ostatniego razu, ale nadal była jego kruszynką.
W chwili gdy dziewczynka go zobaczyła podniosła głośny alarm płaczem domagając się uwagi ojca. Georg chcąc uspokoić dziecko wyciągną ręce z zamiarem przytulenia dziewczynki. Nikt jednak nie przewidział reakcji wokalisty, który z brutalną siłą złapał dziewczynkę i wtulił się w jej drobne ciałko.
Przerażony mężczyzna uspokajał się tuląc jej malutkie ciało do siebie ...
- Panie Hagen- usłyszeli głos lekarza - ona nadal jest nieprzytomna, czy ona ..., czy coś było z pańską dziewczyną nie w porządku ?
DZIEWCZYNĄ ..?
Oczy Billa zapłonęły wściekłą nienawiścią... z mordem w oczach spojrzał na Georga....
- Bill... to nie tak - próbował się tłumaczyć ... - Ja jej pomogłem, potrzebowała tego, zająłem się nią...
Zajął się Bianką... miał cholerną ochotę go uderzyć...zamordować...zakopać żywcem ..cokolwiek..byle by były przyjaciel poniółsł słuszną karę...ale czy naprawdę taka kara byłaby słuszna ?
Pielęgniarka wyszła z sali Bianki... wtedy wszystkie emocje ...złość... strach ... ból ...zniknęły...Zobaczył jej blade ciało, kolorem prawie nie odróżniające się od bieli pościeli, w której leżała....
-Bian.... - wyszeptał - co ja narobiłem ...
- Zrobiliśmy jej płukanie żołądka - lekarz jakby nie zauważał stanu w jakim znajdował się mężczyzna i nadal kontynuował rozmowę z Georgiem. - Czy kobieta przyjmowała jakiekolwiek leki , oczywiście poza tymi, które zażyła..?
- Nie, raczej nie - powiedział pewnie, był tak cholernie pewny siebie że Bill znów miał ochotę coś mu zrobić... Urwać mu ten łeb ! ...Ale teraz najważniejsza była Bian...i tylko on wiedział o pewnych kwestiach ...
- Brała - powiedział cicho, co spotkało się z pytającymi spojrzeniami jego kolegów. Obiecał kiedyś Biance że nikt nie dowie się, że za jego namową podjęła się terapii - Chłopaki - westchnął - Ona bierze leki, to się teraz liczy.
Lekarz podejrzliwie na niego spojrzał..
- A kimże pan jest ?
- To moja narzeczona - odparł
- Nie - zaprzeczył Georg, Bill już nie mógł się opanować...postawił dziewczynkę na ziemi i ruszył w kierunku Geo z rękami zaciśniętymi w pięści ... Złapał go za bety i docisną do ściany ...
-Panowie, ustalcie to między sobą, ale bez rękoczynów - lekarz przywołał ich do porządku..
Bill odwrócił się i spojrzał w oczka swojego przerażonego dziecka, które przed chwilą widziało jak jego ojciec niemalże dusi Georga... to go uspokoiło, nie chciał jej straszyć....przytulił ją do siebie ...Zaraz ..co ? Dziewczynka stała...stała !!!! Szczęście i duma rozpierały go od środka, ale teraz nie czas na to...
- Bill, ja i Bian od niedana jesteśmy razem.... pomagałem jej i ..no stało się...
- Hagen ! - warkną na niego
- Bill, do cholery zostawiłeś ją... gdybyś nie przyjechał to nadal było by tak jak było, kiedy cię nie było ( xDDD)
- Ale na twoje nieszczęście przyjechałem - wysyczał wkładając w to tyle jadu ile zdołał, ale czy mógł go osądzać... sam nie był święty..w końcu to on ją zostawił...
- A może dacie jej wybór - wtrącił się Tom - przecież ona ma prawo wybrać
- ok - zgodził się Hagen - nie mogę jej do niczego zmuszać
- pozwoli pan w takim razie ze mną - lekarz zabrał Billa do sali.
Z daleka kobieta wyglądała kiepsko, ale kiedy zobaczył ją z bliska....emocje się skumulowały i wzięły górę nad rozsądkiem...po prostu się rozpłakał.... załzawionymi oczami dokładnie obejrzał wychudzoną sylwetkę kobiety...
- Co oni jej zrobili... ? - spytał lekarza, jakby on znał odpowiedz i przytulił córkę do siebie...wdychając jej zapach uspokajał się
- Wzięła ostre tabletki... wydaję mi się że chciała odejść - ... odejść...odejść... Mężczyzna powoli trawił każde słowo...
- to moja wina, co mogę zrobić ? - czuł się cholernie winny
- teraz tylko czekać... jeżeli pan chce zostawię pana... - nie czekając na odpowiedź lekarz po prostu wyszedł.
Usiadł na rogu łóżka i wziął jej drobną, chłodną dłoń w swoją.
- Przepraszam kochanie, zawsze muszę coś spierdolić... przezemnie to zrobiłaś, prawda ? Obudź się, wróć...Dla Lary ! Dla mnie ! Dla Georga ! - wypowiadając ostatnie słowo lekko się skrzywił, jego najlepszy przyjaciel pod jego nieobecność podwalał się do JEGO miłości. No ok, sam odszedł, ale czy to znaczy że miejsce się zwolniło i ktoś szybko musi je zająć ...Nie mógł się z tym pogodzić....BIANKA I LARA BYŁY JEGO ... Teraz już wiedział, że dla tych kobiet najważniejszych w jego życiu...mógłby nawet zabić...
Nie wytrzymał, postawił córeczkę na podłodzę i delikatnie pocałował Biankę... i wtedy stała się rzecz niesłychana i niemożliwa... jej powieka zadrżała...jakby chciała się unieść, jakby Bianka podświadomie czuła jego obecność... ten moment cholernie napełnił go szczęściem... Może ona wróci ?
Przysunął się bliżej i jeszcze raz tylko że bardziej namiętnie i z większą pasją pocałował kobietę...i stało się.... powieki się unosiły ... Budziła się ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz