piątek, 29 maja 2015

14. Spring nicht !!

Ich schrei in die Nacht fur dich
lass mich nicht im Stich 
Spring nicht !
Die Lichter fangen dich nicht 
sie betrugen dich
Spring nicht 
Erinner dich an dich und mich
Die Welt da unten zahlt nicht
Bitte spring nicht ! 

Bill poszedł do pokoju zanieść rzeczy, a ja szybko czmychnełam do łazienki. Zrzuciłam z siebie ciuchy i włożyłam koronkową bielizne. Wyglądała ok. Nie było sensu się ubierać, Bill i tak się szybko pozbędzie moich ubrań.
Wyszłam.
Bill był na górze, na tarasie. Palił papierosa  i popijał Daniellsem.
Mimowolnie na twarz wyskoczyły mi rumieńce, wstydziłam się.... 
Stanełam obok niego opierając się o barierkę.
- ładny wieczór, prawda ? - zaczełam żeby zwrócić na siebie  jego uwagę. 
Odwrócił się. Zawstydzona pochyliłam głowę. Zachłystnął się i szklanka wylądowała na podłodze... rozbiła się w drobny mak.
Patrzył na mnie, czułam na sobie jego wzrok.. ciężko oddychał. 
Bałam się że zaraz dostanie palpitacji serca albo zawału.
Wyciągnął ręke i położył mi ją na policzku, delikatnie uniusł mój podbródek  do góry, tak że zatonełam w czekoladowych teńczówkach.... Patrząc mi w oczy zsuwał rękę niżej i zatrzymał się ( no każdy się domyśla gdzie xD ) na koronkowym staniku. 
Potem poleciał tam wzrokiem.
- Bill zróbże coś wreszcie - jęknełam na maxa rozgrzana nie bardzo wiedząc co mówie.
Wepchnął mnie do domu i gwałtownie docisnął do ściany... zaczął brutalnie wręcz całować. Podniósł mnie i jego ciuchy wylądowały na podłodze.
Przeniósł mnie do sypialni i położył do łóżka.
- Kocham Cie, wiesz ? - szepnąl
- wiem Billciu, wiem - odparłam i przysunełam go mocniej do siebie.

*
- Smacznego kochanie - stanął za mną Bill. Kochana pobudka, śniadanko do łóżka - wstawaj bo malutka się pewnie stęskniła.
Lara !
Gwałtownie się podniosłam i spaliłam buraka. Bill w odróżnieniu odemnie był kompletnie ubrany.
Uśmiechnął się tylko i wyszedł z Pumbą na śluga przed dom. Miałam czas żeby się ubrać i zjeść. 
Ruszyliśmy do szpitala.



- co z nią ? - spytałam lekarza, który opiekował się moją córcią.
- coraz lepiej, dziewczynka zdrowieje.
- za ile możemy ją zabrać ? - spytał Bill 
- myśle że ... już niedługo. Wszystkie badania poszły pomyślnie.
-ok, mogę do niej ? - nie wytrzymałam
- pewnie, odsunąl się od drzwi
  
Wziełam mojego szkraba na ręce i ucałowałam w główkę.
- już niedługo wracamy wiesz ? - cieszyłam się
- siemanko rodzinko - do małaej szpitalnej sali wparował Tom we własnej osobie. 
- A to wójek Tom - pokazałam dziewczynce
- hej, mogę wejść ? - w drzwiach zobaczyłam brunetkę o ładnych kształtach 
- a tak to moja dziewczyna - wytłumaczył Tom
- no hej Bill - pomachała mu
- jasne wejdźcie - powiedziałam z uśmiechem. 
Spojrzała na mnie jakby z wyższością.
- pytałam Billa, nie ciebie - zwróciła się do mnie nie miło - Myślisz że jak wpakowałaś Billcia w pieluchy to wszystko ci wolno.
- wyjdź zanim zrobie ci krzywdę - wkurzyłam się
- Bian, nie musisz być nie miła, uspokój się - skarcił mnie Bill..
Zaraz co ? Ona mnie obraża, a ja nic nie mogę zrobić ! 
Wziełam małą i wyszłyśmy z sali. Bill po chwili wyszedł za mną .
- Bian, o co ci chodzi ? Przyszli nas odwiedzić  a ty strzelasz fochy. 
- ja ? to ona mnie obraziła - mówiłam jak naburmuszone dziecko
- ona ? Nie bądź dzieckiem ! To nie przedszkole, nie rób mi przy nich wstydu. Dziewczyna mojego brata ma być miło traktowana - odwrócił się o odszedł.

*
- jedziemy do domu - pomaglał mnie Bill
- nigdzie nie jadę, zostaje tu na noc - zaparłam się smutno
- Bian, co jest ? - ukucnąl przy mnie - cały dzień się dziwnie zachowujesz - wow obchodzi go to
- ona mnie obraziła - pożaliłam się, naprawdę było mi smutno
- nie słyszałem co mówiła, ale nie miała na celu cię urazić
- nie chce spędzać z nią czasu !
- dzisiaj robimy iprezę. Przyjdą chłopaki i kilku znajomych.
- zostanę ! - upierałam się
- dobrze - pocałował mnie, potem małą i odszedł.
Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy że może na zawsze...


poniedziałek, 18 maja 2015

13. Dein Bild ist sicher, ich trag's in mir

Wstałam raniutko, kilka uderzeń serca, śniadanie, SMS i wychodzimy.
Zaraz SMS... ? Jeszcze raz zerknęłam na wyświetlacz. 
Od Billa
" Nie zapomnij nakarmić Pumby i w sypialni w pierwszej szufladzie pod moimi spodniami jest schowane trochę pieniędzy na czarną godzinę - obawiam się, że ona właśnie nadeszła. Kup sobie ciuchy xDD, chociaż ja i tak wole cię nagą. "
Cały Bill, no ale nowe ciuchy się przydadzą. Zerknęłam do szuflady w komodzie i wyjęłam plik banknotów, swoją drogą słowa " trochę pieniędzy" nie przygotowały mnie na widok, który zastałam. Przeszedł mnie dreszcz. Jak długiej czarnej godziny spodziewa się Bill ? 
Schowałam kilka banknotów do portfela i zeszłam do kuchni nakarmić psa. Pumba miał w spiżarni całą szafkę tylko dla siebie i milion przysmaków i dobrych składowo karm, wybrałam jedną puszkę i podałam ją psu, teraz wyprowadzić go na szybki spacer i mogę jechać na zakupy. 

Na mieście weszłam do do pierwszego lepszego sklepu, nie potrzebowałam rozglądać się za niesamowitymi markami, ale nawet w pierwszym lepszych sklepie - Ceny dla LA - wielkie jak wszystkie nieszczęścia tego świata.
Kupiłam kilka mega drogich rzeczy. Może Bill się nie wkurzy, dla niego niespodzianka też jest xD. W formie czarno - czerwonej, sporo odkrywającej koronkowej bielizny.
Potem szybciutko do szpitala, bo Lara na pewno bardzo tęskni. 
- o jest pani - z sali wyszedł lekarz
- coś nie tak ? - serce mi stanęło i przeraziłam się nie na żarty
- nie, poprostu bardzo płakała
- ok, dziękuje - od razu wziełam malutką na ręce. Nie dziwie się że płakała.
Przez całe życie miała tylko mnie i zawsze, ale to zawsze byłam przy niej, a teraz coraz częściej zostaje sama w szpitalu.
- nie płacz skarbie, mama już tu jest. Chętnie zabrałabym cię już do domu. ..- zawibrował mi telefon, dzwonił Bill.
- tak ? - odebrałam
- hej, wróce dzisiaj, przed południem będę już w LA
- o to super - ucieszyłam się " ty pusta idiotko " zmarkotniałam bo przypomniałam sobie jego ostatnio użyte słowa.
- nadal chcesz wracać ? - spytał smutny - Bian, ja nie chciałem tego powiedzieć
- Bill to było przykre
- wiem, przepraszam. Może w ramach przeprosin dasz się zaprosić do cukierni ??
- nie wolno mi jeśc dużo słodyczy, karmie małą
- to może... - zastanowił się chwilę - Wiem !
- co ?
- zrobimy jej pokoik, co ty na to ?? - spytał optymistycznie
- czemu nie , może być fajna zabawa
- widzimy się za niecałe 1,5 h, pozdrów malutką, paa

Usiadłam z Larą przy oknie. W sumie fajny Bill miał pomysł. Będzie miała swój własny kącik w tym wielkim domu.

* 2h później *

- jestem dziewczyny - usłyszałam roześmiany głos Billa za plecami
- Bill - ucieszyłam się, a mała wyciągneła rączki w jego strone
- mogę ?- spytał patrząc na nią
- pewnie - podałam mu córke
- wszystko już z nią ok ?? - spytał poważnie, odrywając jej rączki od swojego nosa xD
- tak - zilustrowałam go wzrokiem.
Ruchable
- więc może ją uśpij, pojedziemy do sklepu wybrać meble
- teraz ? - zdziwiłam się
- no a kiedy ?
- nie , tylko nie jesteś zmęczony ?? Nie pali się przecież
- pali, malutka zaraz wyjdzie ze szpitala. Chce żeby miała pokoik już gotowy
- no w takim razie ok, zaraz pojedziemy- odłożyłam ją do łóżeczka
- a propo jazdy.. nic nie stało się ferrari ? Jest całe, prawda ??
- BILL !!!!!!!!!!!!!!!!
- nie krzycz przy dziecku, tylko pytam
- to lepiej nie pytaj !
- dobrze, przepraszam cie złośnico - ucałował mnie w usta, kochany. Wtuliłam się w jego szczupłe, umięśnione ciało. Kochałam ten jego wspaniały zapach. Nie umiałam określić co dokładnie czułam, to był poprostu on.
Mój kochany Bill, moja wielka, nieodwołalna miłość.



Mała zasneła, więc po cichu ulotniliśmy się ze szpitala.
- dokąd jedziemy ? - spytałam siadając na miejscu pasażera, niech się nacieszy swoim ferrari.
- do sklepu z meblami
- a może najpierw wybierzemy pokój, w którym będzie mieszkać ?
- myślałem nad tym z oknami na dwie strony
- dobry pomysł - przytaknełam mu

Kupiliśmy białe meble i różowy dywan ( no co, przecież to dziewczynka )
- co teraz ?- spytał stojąc biedny, pewnie mu się już znudziło, a ja miałam radoche jak dziecko.
- a teraz rolety, może jaśniutki fiolet ? - głośno myślałam
- jasne ... super pomysł, ale załatwimy to jutro, już późno !
- zdążymy jeszcze - odparłam obstawiając przy swoim
- najpierw seks, najwyżej tu wrócimy
- ehh..- pokręciłam tylko głową z uśmiechem
- rozpaliłaś mi zmysły tym Skypem - spojrzał na mnie szatańsko z błędnymi ognikami w oczach
- mam dla ciebie prezent - puściłam mu oczko
- tylko mi nie mów że masz okres - zmarkotniał
- bez obaw, spodoba ci się





piątek, 8 maja 2015

12. Wir durfen unser Glauben nicht verlieren !!

Nie powinniśmy zgubić naszej wiary 



Siedziałam przed szpitalem na nagrzanym od amerykańkiego słońca chodniku,  drażniąc się psem. Było mi tak strasznie przykro.
 Co ja sobie wyobrażałam ?? Że wrócimy do siebie i wszystko cacy, że zapomnimy o tym jak było, że Bill poświęci nam 100% swojego czasu?!   Nic nie jest cacy. Bill nie jest stworzony do prawdziwego związku. On lubi się bawić, bycie ojcem nie jest dla niego, nawet jeśli tego chce to nie potrafi odciąć się od swojej kariery i bycia sławnym. A ja głupia się łudziłam. Oddam mu kasę za te głupie klucze od auta, skądś ją wezmę i wrócę do Berlina. Nie trzeba tu w ogóle było przyjeżdżać. Tylko niepotrzebnie narażałam malutką.
- co Pumba ? twój pan jest idiotą wiesz ? - mówiłam do pulchnego szczeniaka, a on delikatnie trącał mnie łapkę. Zawibrował mi telefon - dzwonił Bill. Odrzuciłam połączenie, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Po co to wszystko było ? Te puste kocham Cię ! Przecież ono nic nawet nie znaczyło " Jak można powiedzieć komuś kocham Cię, a za chwilę :  Ty pusta idiotko - nie trzymam cię tu na siłę "
Byłam w kropce, powrót do Berlina i ponowne odcięcie się od Billa i jego zabawowego życia w blasku fleszy wydawał się jedynym słusznym rozwiązaniem ale bałam się, nie mogłam teraz wrócić. Mała nie powinna  teraz tak podróżować, już przylot tutaj dał nam się wszystkim w kość, ogarnięcie szpitala i wszystkich innych rzeczy, które zrobiły za nas pieniądze Billa -  powrót do Berlina był niemożliwy, ale zostać też nie mogłam.
Jebane ferrari.
Czemu ten samochód był aż tak ważny ?
Ah, kosztował majątek, to nie był zwykły samochód , to było obrzydliwie czerwone Ferrari 458 italia.
ie znam osoby, która po zauważeniu tego samochodu nie przystanęłaby i nie popatrzyła za nim, to mokry sen każdego nastolatka w stanach. Każdy facet ma jakiś ból dupy co do auta, a na dodatek przecież to nie ja rzuciłam te jebane kluczyki. 
Fakt nie złapałam, ale ... znów dzwoni. Kolejny raz odrzuciłam rozmowę.
- Pumba, koniec zabawy, trzeba sprawdzić co u Lary - wstałam z chodnika i ponownie wpakowałam zwierzę do torby.
Lara płakała, była sama na wielkiej sali SAMA. 
Podeszłam do niej i wyjęłam z łóżeczka.
Miałam nadzieję że ktoś przy niej został... ale widoczne jebany wywiad jest ważniejszy. Taki właśnie był Bill, usłyszał słowa wywiad, reflektory, publika , zostawił wszystko i pobiegł za sławą. 
Moja malutka, przytuliłam ja do siebie, długo nie mogłam jej uspokoić i wpadłam na genialny pomysł. Nikogo nie było więc pokazałam jej psiaka. Zobaczyłam uśmiech na jej twarzy, takie to piękne. 
Po dłuższym czasie mała zasnęła, a ja zamierzałam pojechać do domu. Nie mam pojęcia jak. Bill pewnie odstawił auto. Przechodząc obok recepcji usłyszałam :
- przepraszam.. hej .. to pewnie ty jesteś Bianka - usłyszałam głos pielęgniarki - twój mąż zostawił ci zapasowe kluczyki i prosił żebym ci przekazała. 
- aa dzięki -wzięłam je od niej.
Czyli może nie jest do końca dupkiem.
Wyszłam przed szpital i wsiadłam do auta.
Znów zadzwonił..ehhh...odebrałam, przecież nie da mi żyć.
- oddam ci te kase za te kluczki - wyjechałam na wstępie wyjeżdżając ze szpitalnego parkingu
- co ?? nie chodzi mi o te cholerne kluczyki. Chce z tobą porozmawiać
- nie mam czasu - chciałam się rozłączyć
- czekaj !
- co ?
- przepraszam 
- daruj sobie, jestem tylko pustą idiotką i nie trzymasz mnie tu na siłę . Wracam do Berlina
- nie ! proszę ! przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. Zostań, błagam 
- nie - rozłączyłam się. 
Nie miałam ochoty się z nim przekamarzać.
Do Berlina i tak chciałam wrócić, to tam był mój dom. 
Lara ma tu lepszą opiekę, dlatego musiałam zostać. To dobra klinika, prywatna, pewnie jedna z lepszych na świecie, to przecież STANY. Kolejna rzecz za którą muszę mu oddać kasę - leczenie. Nie chciałam być od nikogo zależna finansowo, jeśli Bill za to wszystko zapłaci do końca życia będe musiała żyć z faktem, że ktoś coś kiedyś dla mnie zrobił i być może pewnego dnia przyjdzie odebrać dług. .
Weszłam do domu i puściłam psa wolno. Dom był piękny, ogromny i jeszcze czysty bo Bill nie zdążył wszystkiego rozpakować i nasyfić. Rozejrzałam się, walizek ubyło, ciekawe jak długo będzie trwał ten wyjazd. Mogłabym tu mieszkać, ale z Billem bywa różnie. 
Poszłam pod prysznic a potem do sypialni.
BOŻE ! 
ja cały czas mam na sobie te same ubrania, przecież nie wzięłam ze sobą za wiele i w efekcie szybkiego pakowania nie mam w co się ubrać. 
Naga weszłam pod kołdrę.
Zadzwonił Bill na Skype ...ehh on mi nie da żyć.
Odebrałam .. bo co mam zrobić, przecież nadal go kocham.
- Bian, tak mi przykro - paplał od rzeczy, a ja próbowałam się szczelnie opatulić kołdrą - co robisz ?? Zimno ?
- Bill... nie mam już żadnych ciuchów - powiedziałam i oblałam się rumieńce, głupio to zabrzmiało.
- mam rozumieć iż jesteś naga ? - cudowny uśmieszek
- zabawne ?
-hmmm... teraz mam na ciebie ochotę. Pokaż mi się, chociaż troszkę.
- a jesteś sam ?? - można by było się zabawić, czemu nie
- tak, ale pójdę do łazienki, bezpieczniej będzie ... już
-ok - powoli zsunęłam kołdrę
Zaświeciły mu się oczy, wyciągnął ręke
- żałuje że to tylko Skype.. chce cię dotykać...całą 
- czemu nie - jeszcze bardziej zsunęłam kołdrę, niemal spadła z łóżka odkrywając mnie cała
- omg ! - położył sobie dłoń na wybrzuszeniu w spodniach - coś ty narobiła !
- to ten tego, dobranoc słońce - rozłączyłam się z cwanym uśmiechem
" A masz za swoje " 

piątek, 1 maja 2015

11. Über 1000 Meere zurück zu dir, zurück zu uns.

Pod szpitalem wpakowałam pulchnego buldoga angielskiego do torby. No co ? Przecież go nie zostawię w samochodzie.
Bill siedział w poczekalni i grzebał coś w i-phonie, co swoją drogą jest strasznie denerwujące,  nosi go ze sobą  24 na dobę. Telefon prawie zawsze jest przedłużeniem jego ręki. 
Podniósł  głowę, kiedy próbowałam uspokoić szamoczącą się  " torbę " , co w szpitalu na pewno nie było objawem zdrowego umysłu. Gdyby zobaczył mnie teraz jakiś lekarz na bank trafiłabym do pokoju bez klamek. 
- mógłbym wiedzieć co ty robisz ? Wszystko ok ? - patrzył na mnie jak na wariatkę, a nie mówiłam - pokój be klamek. 
- oj no bo ... on był taki słodziutki.... i malutki.. - zaczęłam się tłumaczyć, co jeszcze bardziej go zaniepokoiło. 
- chwila ! co było słodziutkie ?
- no Pumbi !
- wziełaś do kliniki psa !! - zezłościł się - Hej Pumba - pogłaskał wystającą z torby mordkę - Moje ferrari żyje ? - spojrzał na mnie z ukosa. 
- rozbiłam je - powiedziałam chamsko, głupie pytanie to i adekwatna do niego odpowiedź.
- jak to !!! - zzieleniał, poważnie w życiu nie przypuszczałam, że twarz może zmieniać kolory w tak szybkim tępie, Bill najpierw śmiertelnie zbladł potem zaczął robić się przerażająco fioletowy następnie jego twarz przyjęła czerwony odcień furii by na koniec zrobić się zielona. 
- hahah..idiota ! nic mu nie jest  - złapałam się za brzuch ze śmiechu, jego mina była bezcenna - lepiej powiedz co u małej - spoważniałam. 
- wzięli ją na badania .. czyli uff... nabijasz się ?
- jak to na badania ? ! - przeraziłam się - bez zgody rodzica !!!
- uspokój się, przecież równie dobrze ja mogłem wyrazić na to zgodę
- co !! Bill gdzie jest moja córeczka ??!!! - rozryczałam się na środku korytarza - oddałeś im ją !!
Objął mnie i mocno przytulił
- spokojnie, nic jej nie będzie.. pomogą jej - mówił łagodnie, jak do psychopatki - w tamtym momencie na pewno nie byłam normalna, ale chodziło o moje jedyne dziecko, o mój skarb, o moje wszystko. Byłam matką do cholery, świat powinien być dla nas o wiele bardziej wyrozumiały. 
Moja mała córeczka, pół roku miałam tylko ją... to nie jest takie łatwe.
- Bill nic jej nie będzie ? - spytałam wycierając oczy
- nie pozwoliłbym im jej zabrać  gdyby mieli złe zamiary. Bian, jesteś przewrażliwiona
- Bill.. ja - chciałam mu powiedzieć, że JESTEM MATKĄ ! i że pół roku byłam z nią SAMA. Tylko ona i ja. 
- wiem, rozumiem - nie dał mi dokończyć -  Nie wracajmy już do tamtych dni. Damy radę zobaczysz - czułym gestem pogłaskał mnie po twarzy.
- o jest pani, jak miło - przyszedł do nas lekarz - wszystko w porządku, nie ma żadnych zmian skórnych, badania są o wiele lepsze niż poprzednie, jej organizm powoli się stabilizuje. 
- to znaczy że jest zdrowa ?? - spytałam nieśmiało
- no niezupełnie, białaczka to poważna choroba, ale Lara już odchorowała swoje wywalczyła sobie życie, choroba minie, to już końcowe stadium.
Odetchnęłam z ulgą Czyli, że ona z tego wyjdzie, pociekły pierwsze łzy szczęścia.
- długo będzie musiała tu być ? - spytał Bill. Oboje marzyliśmy już, żeby ta przygoda ze szpitalem się zakończyła i żebyśmy mogli wrócić wszyscy do domu. 
- nie wydaje mi się, wszystko się przyjęło. Nie ma po co trzymać jej tutaj na siłę, więc tylko kilka dni na obserwację.
- to super bo akurat na te kilka dni nasz król sceny musi wyjechać - ni stąd  ni z owad  pojawił się David Jost, menager zespołu Tokio Hotel, a zarazem mojego faceta. - Przepraszam, że ja nie w porę, ale to ważna sprawa. 
- co ??? - reakcja Billa byłą bezcenna, oczy prawie wypadły mu z oczodołów - jak to  wyjechać ? Nie było wcześniej mowy o czymś takim, nie moge. 
- Bill, masz śliczną córeczkę, ale to cię nie zwalnia z obowiązków. Dzisiaj wieczorem lecimy do Oslo. To bardzo świeża sprawa, musimy kuć żelazo puki gorące- menager wzruszył ramionami. 
- Bill... - jęknęłam cicho gdy Jost poszedł do automatu po kawę, a tak naprawdę dał nam chwilę czasu na dogadanie się ze sobą. 
- Bian, ja w tym wypadku nic nie mogę zrobić - wzruszył zrezygnowany ramionami. 
- kilka dni, przecież ja zostanę ze wszystkim sama - kolejny raz mnie zostawiał, kolejny raz miałam radzić sobie całkiem sama, a przecież miało być tak dobrze, mieliśmy dzielić się tym wszystkim razem, a znowu wyszło jak zwykle. 
- zabrał bym cię ze sobą gdyby nie Lara. - wskazał na córkę, te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody wylany na plecy. 
- to nie jej wina !! - zdenerwowałam się. 
- wiem że nie. Czemu ty wszystko źle odbierasz ?? - zrobił teatralny gest rękami, przedrzeźniając mnie. 
- Bo mówisz tak jakby to była jej wina. Ona się nie prosiła o chorobę ! - krzyczałam na niego. 
- co ty pierdzielisz ! wcale nie ! Po prostu powiedziałem że gdyby nie to że tu leży to wziął bym was ze sobą
- a ja ci po prostu powiedziałam że to nie jej wina !! - krzyczałam na niego na środku korytarza 
- dogadaliście się już ? - wtrącił się Jost , o dziwo wrócił bez kubka z kawą- Bill musimy jechać, to naprawdę szybka sprawa. 
- pozwól mu zostać, to tylko mały wywiad - w korytarzu zobaczyłam całe Tokio Hotel, chłopaki stali z tyłu i bacznie przyglądali się całej sytuacji. 
- wywiad bez frontmana !!! - złościł się Jost - Jak wy sobie to wszystko wyobrażacie ? 
- David ma racje  poparł go Bill - chce tam jechać
- Bill ... - stanęłam za nim
- to my czekamy w busie - chłopcy jak na zawołanie odwrócili się na pięcie i ruszyli ku wyjściu ,a za nimi David. 
Bill zacisnął dłonie w pięść i się odwrócił.
- wiesz czasami mnie wkurwiasz ! - powiedział wściekły.
- to po co mnie tu sciągałeś ??! - zrobiło mi się przykro
Co mu się stało ?
- jeżeli chcesz możesz wracać ! Nie trzymam cię tutaj na siłę, tylko najpierw odstaw ferrari do garażu - rzucił we mnie kluczykami. 
Tylko że, Bill chyba zapomniał że, ja mam słabą koordynacje ruchową i nie złapałam ich, musnęły moje palce w locie i poleciały dalej. Kluczyki upadły na ziemię i plastikowa część od automatycznego otwierania drzwi roztrzaskała się na drobne części i właśnie wtedy stracił już swoje ostatnie resztki samokontroli i  się wściekł..
- ty pusta idiotko !!! Nie umiesz nawet kluczyków złapać !! - wydarł się na mnie, jeszcze nigdy tak nie krzyczał.. na mnie..., a co zrobiła mądra Bianca ??
Rozpłakałam się, odwróciłam do niego plecami i uciekłam przed siebie.
- Bian ! czekaj ! - usłyszałam jego głos, ale nie zwróciłam na niego uwagi

" ty pusta idiotko ! "