poniedziałek, 29 czerwca 2015

17. In deinen Augen schneit alles sinlos und leer

Pewniejsza już nieco wyszłam z toalet.
Edd nadal tam na mnie czekał i był bardzo zły. Od razu brutalnym ruchem złapał mnie za przedramie.
- zaraz mamy samolot - bąknął, a w jego głosie słychać było wściekłość.- nie ma już ucieczek
Gdzie Bill ? Miałam tylko nadzieje że uda mu się przybyć na czas. Edd pociągnąl mnie w stronę bramek.

Tak bardzo nie chciałam lecieć, przecież to nie z Eddem chciałam związać swoją przyszłość i przyszłośc Lary, to nie Edd był jej ojcem, to nie Edd był osobą której obie potrzebowałyśmy... więc po jaką cholerę zgodziłam się z nim jechać...?
Przecież on jest niepoczytalny, przecież pamiętam sytuacje w domu. Wcześniej wmawiałam sobie że to tylko alkohol ... ale teraz wydaje mi się że .. on zawsze taki był. Tylko że wcześniej patrzyłam na niego innymi oczyma... teraz pojawił się w nich Bill...i Edd stał się tylko ciemnym cieniem gdzieś w kącie.. i zaczełam dostrzegać jego tak naprawde złe strony.
- Edd, nie chce !- zaczełam się mu wyrywać, ale to zdało się na nic, przecież jestem tylko słabą kobietą...w objęciach silnego mężczyzny. :(
- zamknij się ! - mocniej mnie pociągnął
- nie kocham cię... zrozum - spróbowałam z innej beczki, może on zrozumie... przecież ma umysł.... i chciałam jak najbardziej nas opóźnić, żeby dać Billowi chcwilę na dojazd.
Przystanął.
- ja ciebie też nie kocham, mam już kogoś.. chodzi mi tylko o 1 noc
- cooo !?? - poczułam sie strasznie, poprostu chciał mnie wykorzystać
- to co słyszysz, a teraz właź, lecimy do Berlina

-zaczekaj ! - usłyszałam głos Billa, jaka wielka ulga.
- znowu ty, powiedziałem przecież że zajmę się Larą i Bianką - powiedział znudzonym tonem Eddie
- Lara jest moja, nie spytałeś o zgodę.... odpowiedź brzmi NIE ... kocham Bianke, a ona kocha mnie ... - tu na mnie spojrzał - dotarło do ciebie ! Daj im spokój
- bo co ? - postawił się Edd
- bo znów się zabawimy - wskazał na jego podbite oko
Edd zmarszczył brwi.
- jestem seksoholikiem - wyznał po chwili ze szpuszczoną głową....- muszę ją mieć - szeptał..- tylko na jedną noc... zapłacę.
- nie jestem dziwką ! - oburzyłam się, a w oczych staneły mi łzy... przecież gdyby Bill nie zdążył się pojawić...ble..ble..fuj..bałam się nawet dokończyć.
-Eddie zgłoś się na terapie - odpowiedział Bill - a ich zostaw w spokoju
- Bianko, pojedź ze mną - poprosił prawie błagalnym tonem.
- nie mogę - to mówiąc wepchnełam go terminalu. Zostałam na zewnątrz. - dziękuje Bill ... - nie miałam pojęcia co powinnam mu powiedzieć .
- nie ma sprawy - odparł na luzie
- kocham cię ... - powiedziałam błagalnie .. - nie chce się rozdzielać.. proszę...
- dlaczego mnie o to prosisz... - uśmiechnął się tak ciepło jak to tylko on potrafi i wziął małą na ręce - Moja maleńka - szepną...


W domu było już posprzątane. Od tamtego momęntu mineło już pewnie sporo czasu. Nie miałam pojęcia ile czasu byłam w szpitalu, ale nie musiałam tego wiedzieć.
- jesteś głodna ? - spytał nagle Bill... przerywając ciszę ..swoim ciepłym głosem..
- ja nie, ale ona pewnie tak - popatrzyłam na córeczke leżącą na kanapie
- może pojedziemy wieczorem do jakiejś restauracji ? - widać było że nie bardzo wiedział jak się zachować
- ona będzie już spała - zaprotestowałam... może specjalnie. Dlaczego nie chciałam? Czego się bałam?
- ona zostanie z Tomem - powiedział jeszcze ciszej... chciał zostawić małą
- no nie wiem Bill, raczej nie, to dla niej nowe miejsce. Wolałabym przez jakiś czas pobyć blisko niej.
- jeju chcij dobrze to nie ! - zdenerwował się - chce spędzić trochę czasu z tobą ! To takie trudne ! - krzyczał, ale nie zaczął tematu tamtego dnia..
- ale pozamną masz jeszcze córeczke !- też krzyczałam
- wiesz co ! czasami bardzo żałuje że ją mam , dla ciebie liczy się tylko ona - powoli wpadał w szał... to się mogło źle skończyć
- Bill wcale nie... tylko ty tak to widzisz - próbowałam złagodzić sytuacje... kolejna kłótnia, ledwo przekroczyłam próg domu.
- odbieram ? nie badź śmieszna, widzę to !
- ale nie jesteś pępkiem świata !
- wiesz co ? Kiedyś byłaś inna, kiedyś umiałaś mnie kochać!
- skoro tak ci żle, to idź do Rii ! - wskazałam wściekła na drzwi
- a żebyś wiedziała że właśnie teraz to zamierzam zrobić... - wyszedł trzaskając drzwiami

Usiadłam na zimnej podłodze i sie rozpłakałam. Cały czas się kłócimy, a główną przyczyną naszych kłótni jest Lara. On naprawdę zachowuję się jakby bardzo żałował, jakby obwiniał ją o coś... jakby jej nie chciał...


niedziela, 14 czerwca 2015

16. Irgedwo da draußen bist du verloren gegangen

W końcu drzwi się otworzyły, ale nie zobaczyłam Lary... tylko poszarpanego Eddiego.
- Edd ?
- wypisali cię .. - powiedział tylko i schował wzrok
- kto to zrobił ? - dociekałam - zabije  - wstałam
- Bian, wracaj do łóżka
- mów kto to zrobił ?? - zdenerwowana wyszłam na korytarz

Zobaczyłam... Boże FBI ?
- panie Kaulitz, to żadne wytłumaczenie !
- ok, zapłacę kaucje.... zaraz wypisze czek - Bill mu się tłumaczył, albo właśnie przestał..... ale czemu ten skończony idiota wciąz tu jest ? Serce mnie zabolało.
- Bian...?
- Tom ? Gdzie oni go zabierają ? - spytałam cicho
- on ją kocha... Lara jest jego oczkiem w głowie. Czuwał cały czas. Dlaczego mu to robisz ?
- nie twój zasrany interes - Edd wyratował mnie od odpowiedzi. Choć tak naprawde było mi przykro, zabrałam ojcu dziecko... to było złe... Bill miał prawo źle zareagować. - Larka już zdrowa, jutro lecimy do Berlina. Wracamy do domu.
- Edd, zostaw nas ok ?
- Bian ..on cie kocha - szepnąl Tom, gdy Eddie się oddalił.
- Tom... on zdradził mnie z twoją dzieczyną !
- to nasza sprawa...ale wybacz mu - nagle odwrócił się i odszedł
- czekaj ! - poszłam za nim
- Bianko - usłyszałam za sobą znajomy głos... odwróciłam się ...w oczach Billa było tyle smutku... - Wybacz mi, kocham cię.. jestem idiotą wiem to
- Bill, kocham cię, ale ta cała Ria..
- to dziewczyna Toma - przerwał mi
- tak, ale ..
- Bian proszę - znowu przerwał - Byłoby tak pięknie - spuścił głowę - daj mi szanse
- nie mogę... - zostawiłam go samego na pustym korytarzu, choć serce mi się z bólu krajało.
- Edd, jedźmy już

*
Na lotnisku było cholernie zimno, usiedliśmy na ławce a Edd poszedł po kawe, miałam chwile czasu. Edd był moim przyjacielem. Uwielbiałam go, ale Billa kocham. Zdradził mnie, ale nigdy nie będę szczęśliwa bez niego... jego smutne oczy wtedy w szpitalu... żałuje teraz że zareagowałm zbyt pochopnie i nie dałam mu drugiej szansy,
Przecież on kocha mnie i Larę. Widziałm wtedy łzy w jego oczach, Zależało mu. Czy ja zawsze muszę udawać obrażoną ? Przez to zawsze wszystko tracę.
- Edd, nie chce lecieć - powiedziałam po namyśle
- co !? chyba żartujesz - złapał mnie za rękę - zaraz wracamy
- nie ! - wyrwałam się .. i zostałam spoliczkowana
- zamknij się ! - jedziemy do Niemiec, czy tego chcesz czy nie ! - naciskał
- nie ! - powiedziałam, gwałtownie złapałam dziecko i zaczełam biec w kierunku toalet. Biegł za mną. Wbiegłam do damskiej, tu chociaż nie wejdzie.
Oddychałam szybko
Edd był fałszywy ! Nie kochał !
Poprostu chciał mnie posiąść !
Jak rzecz !
- Bianko ! wychodź ! - krzyczał

- zostaw nas ! - odkrzyknełam i drżacą dłonią zaczełam wstukiwać nr Billa. Niezręczna sytuacja, ale sama sobie przecież nie poradzę.
- Bian ? - oderał po 1 sygnale
- Bill... ja nie chce lecieć - mówiłam szybko, wiedziałam że mam coraz mniej czasu, a co jeżeli on tu wejdzie ?
- co ? To nie leć - odetchnąl z ulgą
- schowałam się w toalecie - to mówiąc się rozpłakałam, byłam tak bardzo bezradna.
- co ? czy on coś ci zrobił ? - spytał, znów się denerwował
- szarpał.... i .. uderzył - powiedziałam cicho, ale i tak usłyszał
- Uderzył ? Powtórz
- tak
- zaraz będę...- rozłączył się.


piątek, 5 czerwca 2015

15. Du traumst von den Ende um nochamal vor anzufangen

Mażysz o końcu by znów zacząć od początku 

Rano ułożyłam Larę wygodnie i wyszłam ze szpitala. Wczoraj Bill zabrał się z Tomem, zostawiając mi auto. Otworzyłam czerwone ferrari i wsiadłam do środka.

Jechałam z uśmiechem na twarzy, zdążyłam już zatęsknić za Billem i jego domem. 

W domu było cicho. Wszyscy jeszcze spali, był ogromny bałagan. Wszędzie porozrzucane butelki i puszki po piwie..
Na kanapie w salonie spał Tom. Poszłam do sypialni, bo tam miałam nadzieję zastać Billa. Nie pomyliłam się...ale nie był sam...
- puka się - usłyszałam hamski zarzut ze strony brunetki.
- moja głowa - Bill się obudził
- dobrze ci było ? - spytała kobieta przesłodzonym głosikiem.
- tak.. - zamruczał .. i nagle coś do niego dotarło - Ria ?? !!! co ?? !
- Bill .. - wyszeptałam i po policzkach poleciały łzy... - ty draniu ... - i uciekłam
- Bian, to nie tak !! - biegł za mną zapinając spodnie - kochanie zaczekaj...
Nie słuchałam, wybiegłam na ulice... i wtedy się odwróciłam, by ocenić odlegość w jakiej się znajdował.
- Bian ! - zobaczyłam przerażenie w jego oczach, a potem był już tylko pisk opon .. i ból.
Po sekundzie znalazł się przy mnie Bill.
- Bianko - rozpłakał się - To moja wina - Tom dzwonił po pogotowie ( on też tu był, więc go obudzili xD )- Bian, będzie dobrze słonko patrz na mnie.
Byłam przerażona, miałam chyba problem z oddychaniem. Nie chciałam być sama w tych męczarniach... tego się obawiałam.. że sobie pójdą.
- Bill... - wyjęczałam na tyle ile miałam sił - zostań
- kochanie, jestem tu... nigdzie nie idę. Jestem obok, nie bój się... wszystko będzie ok - złapał mnie za ręke.
Usłyszałam dźwięk nadjeżdżającej karetki i zapadła ciemność.

*
Obudziłam się w szpitalu. Pojęcia nie miałam po co tu jestem, miałam chyba skręconą rękę... i coś z żebrami...Do czasu kiedy zobaczyłam czekoladowe teńczówki mojego męża, który całą radośc i miłośc jaką mi dawał oddał innej kobiecie. Zaczęłam żałować że się obudziłam , że żyje.
- Bianko - uśmiechnął się - jak dobrze że już tu jesteś.
- wyjdź z tąd - powiedziałam wściekle
- Bian, ja ci wytłumacze
- nie ma tu nic do tłumaczenia, zdradziłeś mnie 
- byłem piany, Nie chciałem tego !!
- Bill wyjdż. Nie chce cię już znać
- ale..
- wyjdź... proszę !
Spuścił głowę i wyszedł, a ja zostałam sama na pustej sali szpitalnej. Poza nim i Larą nie mam nikogo. Zaczełam żałować że go wygoniłam. Będę tu teraz całkiem sama.... Ciekawe co u Lary, ona też będzie sama. Tego się najbardziej obawiałam... moja mała córeczka..

* kilka dni potem *

Wciąż byłam sama, to takie przykre. Zostać samemu w szpitalu gdzie nikt nie powinien być sam  i dotego nie móc widzieć swojego dziecka.
- Bian ? - drzwi się otworzyły ..i..
- Eddie ?? to ty ?
- Bianko, tak mi przykro - przytulił mnie
- ale jak ? co tu robisz ??
- moja siostra tu pracuje, jak dowiedziałem się że tu jesteś to przyszedłem
- wypuścili cię ?? - przerwałam mu
- za dobre sprawowanie
- proszę cię, idź sprawdź co u mojego dziecka, tyle czasu jej nie widziałam
- poproszę moją sis żeby przeniosła ją tu do ciebie.. czekaj ..- wyszedł

*
- Lara ! jak się cieszę że cie widze, tęskniłem maluchu wiesz - zobaczył jak jakiś typ cieszy się na widok jego córeczki - możesz już iść Bill - zwrócil się do niego, poznał ten głos . Eddie ?
- słucham - oburzył się - mam prawo tu być !
- gdzie twoja kochanka ?? - skąd on o tym wiedział - możesz już iść zajmę się nimi
- nie będziesz zajmował się moim dzieckiem - naciskał
- to ona ? - spytała jakąś pani  chirurg
- tak - odparł Eddie 
- śliczna - powiedziała kobieta, wywożąc  dziewczynkę z sali.
- dokąd ją zabieracie - przestraszył się .. jego mała córeczka
- do matki, wiesz jak ona się czuje bez Lary ?! - odparł Edd - a co pan " bogaty dupek " nie może jej tego załatwić. Nie jesteś już potrzebny, zajme się nimi
- nie - cały spokój i cierpliwość jaka Bill miał w tym momencie się wyczerpały,  rzucił się wściekle na Eddiego ...