sobota, 26 marca 2016

27. .. In die Nacht ...

* Ich will da nich’ allein sein
Lass uns gemeinsam
In die Nacht 
Irgendwann wird es Zeit sein 
Lass uns gemeinsam 
In die Nacht

 *  Nie chcę być tam sam
Bądźmy razem
Nocą
Kiedykolwiek kiedy będzie czas
Bądźmy razem
Nocą




- Lazurowe Wybrzeże ? 
- Brawo, byłaś w szkole dobra z geografii - uśmiechnął się, Boże jak ja kocham ten uśmiech i 
te dołeczki 



Weszliśmy do  wielkiego, kolorowego, nowoczesnego apartamentu. Był środek nocy więc wybrałam dla Lary osobny pokoik i pozwoliłam udać się córce w objęcia Morfeusza.


Billa znalazłam w wielkiej sypialni z rozsuwanymi drzwiami na plaże i  prześlicznym widokiem na morze.





- Co będziemy tutaj robić ? - było tu prześlicznie, mogłabym tu zostać na zawsze, ale wydawało się troche nudno. 
- Uprawiać seks - odparł bez ogródek, a oczy mu zapłonęły jakby na potwierdzenie jego słów - Kocham Cię - pocałował mnie, jego dłonie odnalzały zapięcie sukienki, w którą przebrałam się na podróż, klasyczna mała czarna. Natępnie jego ciuchy i mój stanik poleciały gdzieś w kąt. Patrzył na mnie płonącymi oczyma gdy jego dłonie pieściły moje ciało. Potem dołączyły do nich też jego usta.... Pchnął mnie niecierpliwie na łóżko, spotkanie z zimną pościelą spowodowało że moje rozgrzane nagie ciało przeszedł dreszcz. Niedługo potem jego usta odnalazły moje i zaczął jechać językiem w dół mojego ciała, zeszły na brzuch. Musiałam wstrzymać oddech, żeby nie wybuchnąc śmiechem, potem zaczął całować wnętrze moich ud i moje figi wylądowały na podłodze. Jego usta znalazły się tam gdzie najbardziej chciałam, stąd było mi już blisko do nieba. Z moich rozchylonych warg wydał się jęk rozkoszy. Jego palce, które do tej pory pieściły piersi znalazły się we mnie. Teraz już wręcz niekontrolowanie krzyczałam, było tak cholernie nieziemsko.
- Bill , choć tu - wyjęczałam próbując podciągnąć go wyżej
 Bezskutecznie
- Najpierw dojdź, dla mnie.
Nie musiał dwa razy powtarzać, gdy dołożył kolejny palec zrobiło mi się czarno przed oczyma i moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze rozkoszy..
- Bill !
- Już idę - zaśmiał się cicho i przesunął wyżej - Tylko pamiętaj, że w pokoju obok śpi Lara - poczym się we mnie znalazł. Kilka mocnych pchnięć i oboje doszliśmy.

- Kocham cię - szepnął opadając obok mnie wymęczony
- Ja ciebie też Billciu kocham, co teraz ?
- skarbie jest 4 nad ranem, o czym ty chcesz teraz dyskutować ?
- oj nie ważne, spij - ucałowałam go - dobranoc
- eraz wszystkie takie będą- odparł z uśmiechem i zasnął.








*

- Jestem głodny - usłyszałam gdy wychodziłam rano z pokoiku małej. Nakarmiłam ją i znowu zasneła, wczorajszy dzień również jej dał popalić
- co jemy ? - Bill trzymał w ręku karte dań - nie wytrzymam już dłużej
- no cóż, w nocy spaliłeś dużo kalorii- wybuchnęłam śmiechem, co spotkało się z jego ironicznym spojrzeniem
- przyzwyczaj się, mam tak i już
- po upojnej nocy rano chce ci się jeść ? - nie mogłam się powstrzymać i coraz bardziej się śmiałam.
- zabawne ? - zabił mnie wzrokiem
- spróbuje o tym nie zapomnieć, zamów  co chcesz, ja najlepiej poszłabym jeszcze spać, jestem padnięta.
- nie dziwi mnie to - puścił mi oczko - zasnęliśmy koło 4 nad ranem.
- zadzwońmy do kogoś - wypaliłam nagle, pewnie się o nas martwią.
- kotku, w Los Angeles jest teraz środek nocy
- masz racje - przyznałam mu racje - to co szamamy ?
- Może krewetki ?
- Na śniadanie, mam jeść robale ? - zrobiłam płaczliwą minę - no niech będzie i co tego jakiś sos, przecież to kaloryczne..
- Spalisz kalorie na spacerze 
- znam lepszy sposób na spalanie kalorii panie Kaulitz - puściłam do niego oczko.



*

Po śniadaniu faktycznie wróciliśmy do łóżka, a po południu wzieliśmy małą na taras. Nie mogliśmy wychodzić na zewnątrz bo przez nasz ślub całe media o nas huczą. Całe szczęście, że chociaż w Los Angeles mamy spokój i możemy normalnie żyć. 
- to co może basen ? - Bill zatarł ręce

Na tak, było go stać na apartament z wyłącznym basenem i windą na 2 piętro na którym owy basen sie znajdował. - co ty na to, weźmiemy szampana
- Lara nie potrafi pływać, z resztą nie wiem - ociągałam się.
- Eh, - Bill poprostu wstał, wziął małą na ręce i szampana i ruszył w kierunku windy - masz 10 minut.

Szybciutko przebrałam się w strój, mus to mus i poszłam na basen. 
Bill z Larą na kolanach siedzieli w jazzuzi. Malutka z wielkim zapałem i gorliwością próbowała łapać bombelki.
- o jesteś już !
- jestem ... jestem - wskoczyłam do wody ....





KONIEC SEZONU II 

wtorek, 22 marca 2016

26. "I że cię nie opuszczę... "








Zebraliśmy się tu po to, by połączyć tych dwoje nierozerwalnym więzem miłości - ksiądz zaczął.

Nogi miałam jak z waty, robiło mi się na przemian zimno to gorąco. Byłam tak zestresowana, że nie słyszałam na jakim etapie ślubu jesteśmy.

Rozejrzałam się po kaplicy, niedaleko mnie stali rodzice. Oboje uśmiechnięci choć widziałam, że mama dyskretnie wyciera łzy. Potem mój wzrok spoczął na Mii, ona nie kryła się ze swoim rozczuleniem, płakała na całego. Ruszyłam wzrokiem dalej.... Tom ? Czy mi się wydaje czy ta wredna, zboczona gnida się śmieje xD OOO ja ci pokaże Kaulitz.... czy ja właśnie cisne sama po sobie....Od dzisiaj ja również jestem Kaulitz...

Poczułam delikatny uścisk dłoni. To mnie odrobinę uspokoiło i wyrwało z transu. Spojrzałam na niego. Był pewny siebie, nie stresował się. Nie miał tremy bo jest gwiazdą.... jest wyćwiczony i przyzwyczajony do tego, że wszyscy się na niego gapią przecież prawie codziennie śpiewa dla milionów ....Kurka, co taka osoba jak ja robi przy kimś takim jak on ?
- Bill...czy bierzesz   tę oto Bianke za żonę ? - w kapliczce nie dało się słyszeć żadnego dzwięku, jakby wszyscy na moment przestali oddychać.
- Tak - odpowiedział pewnie - i cała kaplica odetchnęła xD
- Bianko... czy bierzesz tego oto Billa za męża ? - to było do mnie ?
Ups, nie było czasu na ociąganie się , biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że wszyscy znowu wstrzymali oddech. Nie chce, żeby udusili się na moim własnym ślubie...wszyscy czekali na mój werdykt.
- Tak
- Jesteście mężem i żoną - po tych słowach usta Billa zmiażdżyły moje ...Ała
Nagle ze wszystkich stron spadł na nas deszcz małych kwiatuszków, ryżu i pieniędzy. Czy mogłam wymarzyć sobie lepszy ślub ?



Teraz przyszedł czas na wyznania i przygotowane formułki bliskich.
Pierwsza na środek do mikrofonu podbiegła mama. Znałam ją na tyle, że wiedziałam iż chce mieć to za sobą. Ojciec stał tuż za nią.

- Mamo - dyskretnie próbowałam z mojego stolika przy którym siedzieli moi rodzice, rodzice Billa i Tom oraz Mia i oczywiście mój mąż, zwrócić na siebie jej uwagę, żeby wzięła się w garść i nie wybuchła płaczem bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że jest już na granicy wytrzymałości. Mama patrząc na mnie zaczęła recytować przygotowane wcześniej specjalnie na tę okazje słowa...


- Moja mała córeczka - język jej sie plątał od nadmiaru łez gromadzących się pod powiekami, ale trzymała się dzielnie - Chcieliśmy powiedzieć, że pamiętamy twoje pierwsze buntownicze nastawienie do kaszki z mlekiem - sala się zaśmiała i spaliłam buraka, mama kontynuowała - Twoją pierwszą miłość, pierwsze kłótnie i rozstania. Chce powiedzieć, że zawsze  mimo wszystko akceptowaliśmy twoje wybory i choć nie raz bywało między nami żle - tu zrobiła pauzę, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że myśli o tym czasie kiedy to zostawiła mnie z małą córeczką samą sobie.- ... To wiedz, że mimo wszystko my bardzo cię kochamy i wierzymy, że poradzisz sobie na nowej drodze życia... Kochamy Cię ! - mama trzymała się świetnie, zeszła ze sceny i nie rozbeczała się, za to ja miałam problem z utrzymaniem łez...tak przyznaje się trochę mnie to wzruszyło...no dobra bardzo :)

Bill ponownie złapał mnie za rękę by znów podnieść mnie na duchu. Calą uwagę skupiłam teraz wyłącznie na nim, nie chciałam się rozbeczeć, nie teraz. Patrzył na mnie i delikatnie się uśmiechał.








- To ja Mia, Bianko popatrz na mnie - dopiero po tych słowach dotarło do mnie, że mojej psiapsi nie ma przy stoliku. Stała na środku sali, odnalazłam jej spojrzenie - Bian, jesteś dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, od zawsze starałam się cie pilnować niezdaro i patrzeć ci pod nogi. Pamiętasz jak kompletnie zapomniałaś o swojej rozmowie kwalifikacyjnej, wstałam, ubrałam się i pobiegłam tam za ciebię i jeszcze oberwało mi się za spóźnienie, zawsze chciałam być dla ciebie podporą nawet kiedy gubiłaś się w drodze gdziekolwiek. Całe szczęście, że teraz opiekę nad tobą przejmie ktoś inny, ale pamiętajcie i wszyscy weźcie sobie to do serca....Jeżeli moja psiapsi będzie przez ciebie płakać - tu niewątpliwie zwróciła się do Billa - to wtedy mnie popamiętasz... - pogroziła mu palcem

Nie wytrzymałam, tym razem po prostu wybuchnęłam płaczem i nawet dłoń Billa nie mogła mnie uspokoić. Mia, moja Mia, jakaś dziwaczna siła wyciągnęła mnie na środek sali i kazała niekontrolowanie wpaść w objęcia przyjaciółki, która tylko się uśmiechnęła, i mało mnie wtedy obchodziło, że tłumy patrzą na mój wybryk. Tuląc się do niej poczułam, że zrastamy się na nowo...


Następnie na środek wyszedł Tom z idiociałym uśmieszkiem i mówił coś o tym, że Bill wpakował się po uszy bo do końca życia będzie dzielił łóżko z jedna panienką. Na co Bill tylko się uśmiechnął, potem weszli rodzice Billa, ale tego już nie mogłam zarejestrować....

Tego wieczoru tańczyłam prawie z każdym i to tak, że bolały mnie nogi i kiedy Mia przyszła by pomóc mi się przebrać w drogę do mojej niespodzianki nie mogłam chodzić.
- I jak, zadowolona ? - spytała
- No ba, nie mogę uwierzyć że jestem teraz panią Kaulitz...
- Myślę, że Bill nie pozwoli ci o tym zapomnieć - puściła mi oczko
- właśnie a pro po, wiesz dokąd mnie zabiera ?
- niespodzianka - powiedziała tylko - koniec gadki, Bill już czeka - pchnęła mnie w stronę drzwi. - Powodzenia !


*
- Dokąd właściwie jedziemy ? - spytałam Billa kiedy wyjechaliśmy NASZYM ferrari razem z NASZĄ córką i NASZYM  Pumbą
- Kotku, nie psuj niespodzianki - powiedział tajemniczo.... a potem nie wiem ..zasnęłam ?






sobota, 12 marca 2016

25.Kocham Cię, kiedy brzask przebija przez rolety... Kocham Cię w południe, kiedy słońce świeci... Kocham Cię w ciągu dnia, na każdym kroku. Kocham Cię o zmroku... i wtedy, kiedy księżyc rozjaśnia moje lico, a Morfeusz tuli do snu

Obudziłam się w środku nocy z płaczem. Nie mam pojęcia co konkretnie mi się śniło, ale było to coś strasznego i przykrego. Całe szczęście, że już po chwili odnalazły mnie ciepłe dłonie Billa
- Kotku coś nie tak ?
- obudziłam cię, przepraszam
-nie mogłem zasnąć, cały czas leże.
- czemu ?
- z tego samego powodu przez, który masz koszmary... 
-a mianowicie? - w środku nocy mój mózg nie był nastawiony na aż tak intensywne myślenie.
- przez stres, już za kilka godzin ślub, przydało by nam się jeszcze kilka godzin snu.
- która godzina ?
Bill sięgnął po iphona leżącego gdzieś na ...podłodze ? 
- 4:32
- no niezupełnie - mina mi zrzedła
- co ? - mruknął w poduszkę 
- o 5 jestem umówiona z mama, o 6 przychodzi fryzjer ...- zaczełam wyliczać
- po co tak wcześnie - przerwał mi - ślub jest o 12, ja umówiłem się na 10
- ale mnie trzeba ogolić, umyć, uczesać, ubrać i umalować. Musze być piękna
- dla mnie zawsze jesteś cudowna - sięgnął po kubek z wodą
- nawet w łóżku, taka rozczochrana ? - zatkało go xD wypluł zawartość ust i spojrzał na mnie z wielkim bananem na twarzy.
- o tak, w łóżku szczególnie.
- zbuczuch - wstałam i zarzuciłam na siebie szlafrok, nie było sensu się ubierać.

Zeszłam na dół, mama siedziała przy kawie. Skradłam jej łyka ciepłego, gorzkawego napoju i chwyciłam za sevendaysa, w kuchni mamy z Billem całą szufladę z tymi smakołykami, szybkie jedzonko i żyjemy xD

- nie powinnaś jeść tego na pusty żołądek, do tego przed tak ważnym dniem - skarciła mnie - to sama chemia.
- mamo !
- no co słoneczko,wróciłam i widzę, że muszę się za ciebie wziąć - uśmiechnęła się ciepło - no bierzmy się do pracy jeśli chcemy ze wszystkim zdążyć  - ruszyła w kierunku łazienki, a ja posłusznie podreptałam za nią...

- mamo, ty też tak strasznie denerwowałaś się przed ślubem ?  zagadnęłam ze szczoteczką w ustach.
- oh, to normalne - machnęła ręką - gdybyś wiedziała jak Annika wymiotowała przed swoim ślubem.
- wyszła za mąż ? - dociekałam losów jednej z  dawnych przyjaciółek, zostawiły mnie gdy zaczęłam spotykać się z "bogatym, sławnym i mega przystojnym Billem". Mimo to tęskniłam za Anniką - wyszła za Huberta - byłam przekonana że to jej wybranek, kiedyś byli słodka para, mimo że się rozstali nikt nie miał wątpliwości że niedługo do siebie wrócą... 
- nie, Hubert znalazł miłość w Anglii i tam pozostał, wyszła za Rona, tego od tatuażów - Rona ? to brzydki, pryszczaty blondyn z którego naśmiewałyśmy się od podstawówki !Dlaczego akurat ten obleśny typ ? - nie wszystkim się tak powodzi jak tobie słonko - dodała widząc moją minę.
- a co z Dagmarą ? - wypytywałam między myciem poszczególnych części ciała .
- Dagmara no cuż, zaszła w ciąże z obcym facetem bo chciała mieć dziecko.
- nie są razem ?
- niestety nie 
- nie mogę doczekać się kiedy je zobaczę - zostały zaproszone, ale czy przyjdą...

* dzwonek *

- to pewnie fryzjer - zaświergotała mama i popędziła otworzyć, a ja szybko wskoczyłam w szlafrok - to drużba - krzyknęła mama - o.o Wiedziałam że Tom będzie drużbą Billa, a moja drużba miała być niespodzianką. Usłyszałam rechot Toma, a potem tak dobrze znany mi głos....
- Mia - wyskoczyłam z łazienki i pobiegłam w kierunku głosu.
Mia to moja na...naj...naj..lepsza psiapsi, w dzieciństwie udawałyśmy przed wszystkimi że jesteśmy siostrami i swoją drogą wielu ludzi do tej pory tak myśli. 
Przed moim pierwszym wyjazdem do Los Angeles i poznaniem Billa bardzo się pokłóciłyśmy, ale nadal była przyjaciółką, nie mogło by jej zabraknąć w tak ważnym dla mnie dniu.
- Bianko ? - usłyszałam jej głos 
Pędem rzuciłam się schodami w dół i wpadłam prosto w ramiona Mii 
- Jak dobrze cię widzieć - uśmiechnęła się
Wybuchłam niekontrolowanym płaczem w jej ramionach...
- Boże, Bian spokojnie, jestem tu i obiecuje, że nie uciekne. W czym mogę pomóc ? Może ją pomaluję ?
-świetny pomysł - uśmiechnęła się mama i poszła po suknie...


-Wyglądasz świetnie - podsumowała mama po skończonym dziele.
- o tak, Billowi się spodobasz - dodała Mia
- co u Zacka ? - spytałam kiedy mama ubierała swoją granatową kieckę.
Mia spuściła wzrok
- zostawił mnie, dla innej
- przykro mi - posmutniałam
- nie mówmy teraz o tym 
- i jak ? - spytała mama. Miała na sobię granatową , obcisłą sukienkę, która odkrywała jej kobiece kształty
- idealnie - podsumowałyśmy 
- Kobiety długo jeszcze ? - usłyszałyśmy z dołu zirytowany głos Toma - Bill już czeka w kaplicy, za 30 min ślub, szybciej no !
- już, już idziemy - odkrzyknęłam i nogi się podemną ugięły. To już... - słabo mi
- wszystko będzie dobrze - do łazienki wszedł ojciec - wyglądasz oszałamiająco, będę mocno cię trzymał, nie upadniesz.
- dzięki - uśmiechnęłam się
- wydaje mi się że to jednak Bill będzie mdlał jak tylko cię zobaczy
- dzięki tato - przytuliłam go 
- kochanie, pomniesz suknie - skarciła nas mama
- idziemy ! - ponownie Tom
- gotowa ? - tata podał mi rękę
- nie 
- tak ma być - tata zatarł ręce
Wzięłam głęboki wdech ...
Wyszliśmy na schody 




niedziela, 6 marca 2016

24. Die Zeit heilt nicht !

W nocy męczyły mnie okropne koszmary i nie miałam do kogo się przytulić bo Billa wciąż nie było. Wstałam , przygotowałam śniadanie i nakarmiłam dziecko, po czym rodzice zabrali ją na spacer. Widzieli ją pierwszy raz, a mała pozwoliła im się nianczyc i owineła ich wokół palca . Zabrałam się za sprzątanie domu i wtedy przyszedł niespodziewany gość.

- Ria... ? - stanęłam jak wryta - co ty tutaj robisz ?
- szukam Billa,a co nie mogę - jeju, jak ja jej nie lubię
- nie ma go, jest na wieczorze kawalerskim, przekazać coś ?
- czyim ? - wydęła usta , oczywiście że to akurat ją najbardziej interesowało  : /
- u znajomego - skłamałam
- ah, no cóż - zasmciła się, wredna żmija - a czemu ty nie poszłaś z nim ? - dociekała
- bo to wieczór kawalerski, bez kobiet - oświeciłam jej durny móżdżek
- ah tak ?
- o co ci chodzi - nie wytrzymałam - masz jakiś szczególny powód, żeby tu być ?
- wróciliście do siebie, prawda ? - no to już wiemy o co chodzi xD
- tak
Zmrużyła oczy.
-  A Tom, też jest na wieczorku ?
- tak 
- mogę tu na niego poczekać ? - nie czekając na pozwolenie rozsiadła się na sofie.
- jeśli musisz - odparłam i wyszłam z pokoju

Robiąc obiad starałam się nie zwracać uwagi na intruza ( moją rywalkę ? serio ? xD ) w salonie, ale pytania wciąż nie dawały mi spokoju. 
Na ratunek przyszli rodzice, którzy właśnie wrócili ze spaceru. Malutka wyciągała do mnie rączki.
- Mamo, to dziewczyna Toma, brata Billa- wskazałam na kobiete.
- dzień dobry ! - Ria wyszczerzyła rządek równiutkich zębów
Odwróciłam się i wyszłam z salonu. Tata poszedł za mną.
- to ta osoba, która... - urwał, wiedzieliśmy oboje co ma na myśli. Rodzice dowiedzieli się o tym co zrobił Bill, komuś musiałam powiedzieć. A komu zaufać jak nie rodzicom ? Mimo, tego jacy są, zawsze mnie kochali, potrafili mnie wysłuchać.
- tak - przytaknęłam zła - nie mam pojęcia czego chce 
- sprawdzimy...- ruszył w kierunku salonu
- zaczekaj, może naprawde coś się stało - powstrzymałam go - niech poczeka sobie na Toma
- a propo, chłopcy zaraz powinni być
- czas najwyższy - ledwo to powiedziałam a usłyszeliśmy dzwonek.

Pośpieszyłam otworzyć. Przedemną stał Bill, wyglądał jak młody bóg, był czysty, schludnie ubrany, bez śladów że balowali całą noc ( trzeba się popisać przed teściami xD ) Nie wiedząc czemu nagle zapragnęłam tylko jednego ( taki zboczuch xD ). Gwałtownie i zachłannie zaczęłam całować jego usta, objął mnie i podniósł wyżej łapiąc za pośladki. Pachniał sobą, tak jak tylko on potrafi. Całowałam jego usta i wdychałam jego zapach gdy nagle coś sobie przypomniałam. Przerwałam i spojrzałam na niego specjalnie robiąc smutną minkę. 
- Nareszcie - zaśmiewał się Tom opierając się o futrynę - już miałem wam kazać iść do łóżka
- o co chodzi ? - spytał Bill patrząc mi w oczy
- czego ona chce ? - spytałam cicho i jeszcze wredniej zrobiłam smutną minke xDDD ( wredny potwór xD) no ale Bill przecież jest mój, można trochę pomanipulować xD  
- misiu kto ? - jes, jes, jes złapał się xD
- Ria 
- Była tu ?
- nadal jest, jesteś głodny
- nie dziękuje, pójdę do nich
- ok - powiedziałam i ruszyłam w kierunku kuchni
- skarbie, choć z nami - Bill pociągnął mnie za rękę
- N..nie - odsunęłam się - nie chce przeszkadzać - manipulowanie level hard ! 
- nie będziesz przeszkadzać - pociągnął mnie za sobą i Tomem
- Bill ! - krzyknęła gdy tylko go zobaczyła - miło cię znów widzieć
- Dlaczego nachodzisz Biankę ? - spytał surowym tonem
- chciałam cię zobaczyć, wyszedłeś wtedy tak bez słowa... - urwała widząc minę Billa.
- tak bez słowa ! - wybuchł i zapadła cisza - upiłaś mnie i wykorzystałaś do cholery ! - uderzył pięścią w stół. Każdy bał się choćby odetchnąć- toleruje cię bo muszę, bo jesteś dziewczyną Toma, chociaż nie mam pojęcia jak on może umawiać się z kimś takim ! Niczego ode mnie nie oczekuj ! Ostatni raz cię tutaj widziałem ! Nie nachodź jej zrozumiałaś !? - w salonie panowała grobowa cisza. 
- No cóż Bill, od tej strony cię jeszcze nie znaliśmy - tata z wielkim bananem na twarzy poklepał go plecach ( duma xD )
Przerażona, upokorzona i wściekła kobieta tylko skineła głową i wyszła, ale wiedziałam że to nie koniec jej kadencji.
- Bill - odezwał się cicho jego brat - ja nadal ją kocham, mimo jej zachowania
- wiem braciszku, dlatego będę ją tolerował, ale nie w moim domu i nie przy Biance.
- TATA ! - wszyscy odwrócili się na dzwięk cieniutkiego, aksamitnego,  mile łechtającego uszy głosiku. 
Mała dziewczynka z czekoladowymi tęńczówkami wyczekująco, wręcz zaborczo domagała się uwagi ojca. Dumny tatuś ze łzami w oczach wziął córkę na ręce i ucałował. Po czym przytulił jej matke, która tak samo jak on radowała się tym cudownie łechtajacym uszy, uspokajającym głosikiem i czułym  słówkiem maleństwa. 


*
Stał i  myślał. Myślał o tych dniach kilka dni przed narodzinami jego dziecka, kiedy to wyrzucił Bian za drzwi. Nie miał pojęcia wtedy jak wielki skarb traci i jak wielkie szczęście daje mu rodzina. Miał wielkie szczęście, że nie stracił ich na dobre i teraz będzie dążył do tego, żeby już nigdy ich nie stracić.
.....





piątek, 4 marca 2016

23. Ich weiß, das keiner von uns geht

- 3 dni...3 dni...3 dni..- siedziałam w sypialni i wertowałam katalogi.- jak w 3 dni można znaleźć sukienkę na tak ważną okazję !
- Można... ? - ktoś zapukał i w drzwiach pojawiły się czarne włosy. Znałam te włosy ...widziałam je często w snach.
- Mama ! - wykrzyknęłam uradowana i rzuciłam się w ramiona rodzicielki. Objęła mnie, tak cudownie było znowu poczuć jej zapach i matczyne ciepło.
- Bill nas tu zciągnął, jak by mogło nas nie być na ślubie naszej jedynej córki, ok w wielu rzeczach się nie zgadzamy, ale nadal jesteś naszą córeczką.
- przyjechaliście tu dla mnie ?
- jasne i pomyślałam, że może potrzebujesz pomocy
- mam mały problem z sukienką
-ok robi się ! - zarażała mnie swoim optymizmem
- dziękuje mamo ... - uśmiechnęłam się do niej lekko
- więc co z nią nie tak ?

*
- Bill, mamy pomysł na twój wieczór kawalerski - Georg poklepał kumpla po plecach - za 3 dni nie będziesz już kawalerem. Musimy to uczcić. Jedziemy do Vegas ! - te słowa spotkały sie z aprobatą Toma i Gystava
- jesteście pewni ? - nie za bardzo go to przekonywało
- jasne, damy czadu !


*

- Myślałaś coś o swoim wieczorze panieńskim ? - spytała mama gdy popijałyśmy razem kawę na tarasie
- nie bardzo mam z kim iść, poza tym Lara
- Larą się nie przejmuj, a co z Anniką i Dagmarą - mama wymieniła imiona moich dawnych przyjaciółek.
- wolałabym jednak posiedzieć w domu. No wiesz..
- nie ma mowy, mam lepszy pomysł - aż poskoczyła
- a mianowicie ? - nie miałam zapału. Prawde mówiąc nadal nie docierało do mnie to, że ona tu jest. Tyle czasu jej nie było, a teraz zachowuję się jakby nigdy nic.
- Wielkie zakupy ! - wybuchła
- przy okazji kiecka - dodałam 3 dni ? Naprawdę ?
- jak sobie chcesz, ubieraj się - wybiegła z pokoju.
Ehh, no tak Bill może mnie kochać najmocniej na świecie, ale to mnie pierwszą zabije jeśli wyjde na ślub w różowej letniej sukience albo bikini. 
Po tej myśli od razu wskoczyłam w moje ciuchy. Musze żyć xD !


*
Mama mordowała mnie zakupami do wieczora. Padnięte wróciłyśmy do domu. Weszłam do salonu, tata i Lara słodko spali. Czyżby moja spokojniutka córeczka dała dziadkowi popalić ?
- tato wstawaj - lekko go szturchnęłam i wzieęam Larę do jej pokoiku
- zakupy się udały ? - usłyszałam z dołu głos taty
- o tak - optymizm mojej mamy aż parował - mamy piękną, młodą kobietę - usłyszałam barwę dumy w jej głosie.
*

- Gdzie jest Bill ? - spytałam gdyż od dłuższego czasu nie odbierał ode mnie telefonów.
- chłopcy zabrali go na wieczór kawalerski - odparł ojciec - pojechali się zabawić - uśmiechnął się - bez obaw - dodał widząc moją minę.
- bez obaw xD hehe ? już ja wiem jak oni się zabawią, no dobrze, może przygotuje kolacje. Na co macie ochotę ? - udałam się do kuchni i po raz kolejny próbowałam się dodzwonić. Na próżno, tylko głuchy sygnał.
Przygotowałam kolacje i razem usiedliśmy do stołu. Po chwili rozdzwonił się mój telefon. Pędem podbiegłam do komody i złapałam go , zanim odebrałam zdążyłam dostrzec rozbawione spojrzenia moich rodziców. Dzwonił Tom.

B: gdzie wy do cholery jesteście ?
T: Spokojnie bratowo, w Vegas
B: Ja ci dam spokojnie, gdzie jest Bill ? Czemu nie odbiera ?
T: oj upiliśmy go trochę
B: Trochę ?
T : Tyci, tyci
B: a ty czemu nie jesteś piany ? 
T: Bian, ktoś musi robić za szofera i przywieźć tą sierotę xD
B: no dobrze, uważajcie na siebie i pilnuj tej sieroty xD Pa, miłej zabawy
T : nie bój nic, pa 



Mimo że Tom zapewniał że nic się nie dzieje i tak pól nocy nie zmrużyłam oka.

środa, 2 marca 2016

22. Augen zu und durch.

- Wszystko ok ? - usłyszałam za plecami głos Billa. Stałam przy oknie w naszym domu. Wypuścili mnie ze szpitala, ale jestem pod bardzo czujnym okiem Billa i biorę leki antydepresyjne.
- tak - odparłam cicho nie spuszczając wzroku z tego co działo się za szybą.
- Ile razy mam cie jeszcze przepraszać ? - objął mnie od tyłu- Bian, przepraszam. Nie potrafię sobie tego wybaczyć, a twoja cholerna obojętność i milczenie wcale mi nie pomaga. Wiem, że jesteś zła i masz do mnie żal, ale proszę nie rób mi tego, nie krzywdź mnie brakiem jakichkolwiek reakcji z twojej strony.
- Bill, zrozum, to trudne... potrzebuje czasu. To wszystko stało się tak nagle.
- Dam ci czas, kocham Cię Bianko, najbardziej na świecie.
- Mnie ? Nie zniosę jeśli kolejny raz powiesz, że... - urwałam
- Larę też, jest moim moim małym skarbem. Wiem, że nie zachowuję się tak jak na ojca przystało... cholera pora to zmienić - powiedział jakby do siebie i wtedy usłyszeliśmy płacz dziecka.
 Drgnęłam.

- pozwól mi do niej pójść - powiedział cicho odrywając się ode mnie. Nic nie powiedziałam, dałam mu nieme przyzwolenie. Po chwili wrócił.
- coś nie tak ? - zdziwiłam się bo wrócił bez dziewczynki.
- nic takiego, po prostu smoczek jej wypadł.
- ok - ponownie odwróciłam się do okna.
- zamierzasz stać tu przez cały dzień ? - spytał z wyrzutem. 
Dlaczego on robił mi wyrzuty ? Miał czelność ?
- czekam na Geosia - powiedziałam, żeby go wkurzyć, denerwował mnie tym " dam ci czas, a potem jednak nie "
- a tak jasne - zacisnąl dłonie w pięści i się odsunął. 
Pożałowałam tego co przed chwilą powiedziałam, dotarło do mnie jak właśnie musiał się poczuć.
- Bill, kochanie przepraszam - podeszłam do niego. Miał w oczach ból i może gdzie nie gdzie błyszczały małe łezki. - Nic po między mną a nim nie ma, przysięgam. Tylko...
- Tylko co ! - wściekł się 
- Bill..nigdy już mnie nie opuszczaj - zmieniłam szybko temat i przytuliłam się do niego
- nie opuszczę, już nigdy, chyba że sama o to poprosisz. - objął mnie mocno 
- obiecaj - naciskałam
- obiecuje - usłyszeliśmy pukanie - to pewnie Tom - Bill poszedł otworzyć.
Słyszałam jak się witali i po chwili głowa mopa pojawiła się w salonie.
- hej piękna - ukazał rządek idealnie białych zębów - to gdzie ten aniołek ?
- śpi tam - Bill pokazał palcem na moje dziecko
- zaraz o co chodzi ? - zdenerwowałam się.
- Tom się nią zajmie, mam dla ciebie niespodziankę, ubieraj buty mamy mało czasu.

nie pytałam o nic, chciałam pokazać Billowi, że wiem żę moje dziecko będzie bezpieczne i że ufam w to co robi ( chociaż może nie do końca tak było xD )


Wzięłam torbę, założyłam buty i wyszliśmy.


- Dokąd idziemy ? - spytałam- Robi się późno
-Kochanie nie psuj niespodzianki
- ale Lara - przestałam ukrywać że się martwie
- Tom się nią zajmie, nic jej nie będzie obiecuje.

Wsiedliśmy do ferrari i ruszyliśmy w kierunku zatoki. Po niedługiej chwili zobaczyłam pierwsze łodzie i kutry. Tak jak myślałam zmierzamy ku przystani.
Zatrzymaliśmy się przy sporym jachcie obok niego stał jakiś facet. Bill się z nim przywitał a potem wepchnął mnie na statek.
Zaraz co ? xD cholera jasna !
- Posadził mnie na całkiem wygodnym obitym w skóre fotelu i objął stery ( zginiemy !! )
- Umiesz to prowadzić ? - spytałam przerażona. Nie moja wina, zaskoczył mnie bardzo. 

Spojrzał na mnie dziko
- no co ? - zarumieniłam się 
- nauczę się - puścił mi oczko ( miałam racje, czeka nas śmierć)
- Co ! - z przerażenia podskoczyłam na pupie
Widząc moją reakcje wybuchł śmiechem
- Umiem - powiedział i sie do mnie wyszczerzył xD
Dzięki Bogu.
Rozpuściłam włosy, żeby wiatr mógł swobodnie je rozwiewać
Bill po chwili włączył tempomat i zniknął w kajucie.Po niedługim czasie nastąpiło wynurzenie (xDD). Powrócił ze smacznym łupem, a mianowicie z butelką szampana. O cie cholera !
- chciałbym coś uczcić - postawił butelkę na małym stoliku i pociągnął mnie żebym wstała i puścił, musiało to komicznie wyglądać bo próbowałam złapać równowagę ( ślamazara xD) 
- dobrze - powiedziałam próbując wypaść poważnie 
Nie wytrzymał wybuchnął donośnym śmiechem, aż się łódka zatrzęsła xD
- kocham cię - spoważniał -  i  Larę - dodał po chwili - chciałbym... jestem gotów już, żeby spędzić z wami resztę życia. Nie umiem przemawiać - uklęknął - dlatego wiedz, że jesteś dla mnie wszystkim i że będę cię kochał po kres mojego istnienia. Mam nadzieję że po tym co ci zrobiłem w twoim serduszku jest jeszcze choć trochę miejsca. Bianko jesteś całym moim życiem - wyjąl z kieszeni pudełeczko, o nie, to się dzieję naprawdę ? - Bian.. czy .. wyjdziesz za mnie ?
Z oczu pociekły mi łzy, łzy szczęścia. Po raz drugi i mam nadzieję ostatni mi się tak cudnie oświadczył.
- Tak...o Boże tak ! - rozpłakałam się kiedy wkładał mi na palec pierścionek, jeszcze śliczniejszy niż ten poprzedni.
Delikatnie mnie podniósł i przeniósł do łóżka ? Co do cholery na jachcie robi łóżko ..? 
Położył mnie na miekiej pościeli i zaczął całować....

Tej nocy nawet nie ruszyliśmy szampana, wszystko sprowadziło się do jednego. Do pokazywania sobie ile dla siebie znaczymy.

- Cholera, naprawdę wynająłeś jacht ? - spytałam gdy leżałam już w jego ramionach i odpoczywałam ... Mój dzikus xD
- no nie zupełnie - nakrył mnie kołdrą
- co ? - przytuliłam się do jego zmęczonego ciała.
- ten jacht należy do ciebie...
- co ? - usiadłam ze zdziwienia
- potraktuj to jako prezent ślubny - wyszczerzył się xD - choć tu - pociągnął mnie tak, że znów znalazłam się w jego ramionach.



- Myślałeś kiedyś o terminie ? - spytałam po chwili ciszy, kiedy to nasze ciała regenerowały się po udanym seksie.
- tak, w sumie to już wszystko zorganizowałem - puścił mi oczko
- już ? - omg, co to ma znaczyć xD ?
- pozostaje tylko kwestia twojej sukienki, pomyślałem że sama zechcesz się nią zająć. Dasz radę w 3 dni prawda.. ?