sobota, 26 marca 2016

27. .. In die Nacht ...

* Ich will da nich’ allein sein
Lass uns gemeinsam
In die Nacht 
Irgendwann wird es Zeit sein 
Lass uns gemeinsam 
In die Nacht

 *  Nie chcę być tam sam
Bądźmy razem
Nocą
Kiedykolwiek kiedy będzie czas
Bądźmy razem
Nocą




- Lazurowe Wybrzeże ? 
- Brawo, byłaś w szkole dobra z geografii - uśmiechnął się, Boże jak ja kocham ten uśmiech i 
te dołeczki 



Weszliśmy do  wielkiego, kolorowego, nowoczesnego apartamentu. Był środek nocy więc wybrałam dla Lary osobny pokoik i pozwoliłam udać się córce w objęcia Morfeusza.


Billa znalazłam w wielkiej sypialni z rozsuwanymi drzwiami na plaże i  prześlicznym widokiem na morze.





- Co będziemy tutaj robić ? - było tu prześlicznie, mogłabym tu zostać na zawsze, ale wydawało się troche nudno. 
- Uprawiać seks - odparł bez ogródek, a oczy mu zapłonęły jakby na potwierdzenie jego słów - Kocham Cię - pocałował mnie, jego dłonie odnalzały zapięcie sukienki, w którą przebrałam się na podróż, klasyczna mała czarna. Natępnie jego ciuchy i mój stanik poleciały gdzieś w kąt. Patrzył na mnie płonącymi oczyma gdy jego dłonie pieściły moje ciało. Potem dołączyły do nich też jego usta.... Pchnął mnie niecierpliwie na łóżko, spotkanie z zimną pościelą spowodowało że moje rozgrzane nagie ciało przeszedł dreszcz. Niedługo potem jego usta odnalazły moje i zaczął jechać językiem w dół mojego ciała, zeszły na brzuch. Musiałam wstrzymać oddech, żeby nie wybuchnąc śmiechem, potem zaczął całować wnętrze moich ud i moje figi wylądowały na podłodze. Jego usta znalazły się tam gdzie najbardziej chciałam, stąd było mi już blisko do nieba. Z moich rozchylonych warg wydał się jęk rozkoszy. Jego palce, które do tej pory pieściły piersi znalazły się we mnie. Teraz już wręcz niekontrolowanie krzyczałam, było tak cholernie nieziemsko.
- Bill , choć tu - wyjęczałam próbując podciągnąć go wyżej
 Bezskutecznie
- Najpierw dojdź, dla mnie.
Nie musiał dwa razy powtarzać, gdy dołożył kolejny palec zrobiło mi się czarno przed oczyma i moim ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze rozkoszy..
- Bill !
- Już idę - zaśmiał się cicho i przesunął wyżej - Tylko pamiętaj, że w pokoju obok śpi Lara - poczym się we mnie znalazł. Kilka mocnych pchnięć i oboje doszliśmy.

- Kocham cię - szepnął opadając obok mnie wymęczony
- Ja ciebie też Billciu kocham, co teraz ?
- skarbie jest 4 nad ranem, o czym ty chcesz teraz dyskutować ?
- oj nie ważne, spij - ucałowałam go - dobranoc
- eraz wszystkie takie będą- odparł z uśmiechem i zasnął.








*

- Jestem głodny - usłyszałam gdy wychodziłam rano z pokoiku małej. Nakarmiłam ją i znowu zasneła, wczorajszy dzień również jej dał popalić
- co jemy ? - Bill trzymał w ręku karte dań - nie wytrzymam już dłużej
- no cóż, w nocy spaliłeś dużo kalorii- wybuchnęłam śmiechem, co spotkało się z jego ironicznym spojrzeniem
- przyzwyczaj się, mam tak i już
- po upojnej nocy rano chce ci się jeść ? - nie mogłam się powstrzymać i coraz bardziej się śmiałam.
- zabawne ? - zabił mnie wzrokiem
- spróbuje o tym nie zapomnieć, zamów  co chcesz, ja najlepiej poszłabym jeszcze spać, jestem padnięta.
- nie dziwi mnie to - puścił mi oczko - zasnęliśmy koło 4 nad ranem.
- zadzwońmy do kogoś - wypaliłam nagle, pewnie się o nas martwią.
- kotku, w Los Angeles jest teraz środek nocy
- masz racje - przyznałam mu racje - to co szamamy ?
- Może krewetki ?
- Na śniadanie, mam jeść robale ? - zrobiłam płaczliwą minę - no niech będzie i co tego jakiś sos, przecież to kaloryczne..
- Spalisz kalorie na spacerze 
- znam lepszy sposób na spalanie kalorii panie Kaulitz - puściłam do niego oczko.



*

Po śniadaniu faktycznie wróciliśmy do łóżka, a po południu wzieliśmy małą na taras. Nie mogliśmy wychodzić na zewnątrz bo przez nasz ślub całe media o nas huczą. Całe szczęście, że chociaż w Los Angeles mamy spokój i możemy normalnie żyć. 
- to co może basen ? - Bill zatarł ręce

Na tak, było go stać na apartament z wyłącznym basenem i windą na 2 piętro na którym owy basen sie znajdował. - co ty na to, weźmiemy szampana
- Lara nie potrafi pływać, z resztą nie wiem - ociągałam się.
- Eh, - Bill poprostu wstał, wziął małą na ręce i szampana i ruszył w kierunku windy - masz 10 minut.

Szybciutko przebrałam się w strój, mus to mus i poszłam na basen. 
Bill z Larą na kolanach siedzieli w jazzuzi. Malutka z wielkim zapałem i gorliwością próbowała łapać bombelki.
- o jesteś już !
- jestem ... jestem - wskoczyłam do wody ....





KONIEC SEZONU II 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz