sobota, 28 lutego 2015

Prolog

Ile razy Bóg może dawać szansę ?
Ile razy śmierć może przegrać walkę ?
Przeznaczenie czy największy dług jaki dziś przypomniał sobie Bóg ?


Kolejny raz przemierzyłam szpitalny korytarz, zieleń ścian miały uspokajać, a ja z każdym krokiem czułam się bardziej niespokojna i przerażona. Czekałam na wyniki. Wyniki badań mojej malutkiej córeczki. Na skórze półrocznej Lary pojawiały się od pewnego czasu dziwne czerwone plamki i ogromne fioletowe siniaki. Nie miałam pojęcia z jakiego powodu, dlatego pewnego dnia postanowiłam udać się do specjalisty, który wykluczył wiele chorób, ale jedna wciąż stała pod znakiem zapytania -  ta, której bałam się najbardziej. 
Może to moja wina, nie umiałam się nią zająć. Nawet nie jestem pełnoletnia. Miałam przez chwile cudowne życie, ale gdy mój  chłopak dowiedział się o dziecku po prostu mnie zostawił, zostawił osobę, którą ponoć tak bardzo kochał nad życie, a kiedy owo życie zaczęło się zmieniać i komplikować to zabrał rzeczy i wyrzucił mnie z domu. 
- Bianko, uspokój się - stanął za mną Eddie. Mój przyjaciel, pomaga mi we wszystkim, poznałam go kiedyś w parku, pomógł mi przenieść wózek z małą Larą po schodach, porozmawialiśmy  i tak już został. 
- jak mam być spokojna...Boże moje dziecko - zanosiłam się głębokim płaczem.
Objął mnie i mocno do siebie przytulił. 
- chciałbym z Tobą porozmawiać...- zaczął, ale nie skończył bo w tym momencie z gabinetu wyszedł lekarz z Larką... - rozpaczliwie złapałam córkę i wtuliłam w siebie. Miałam totalnego chopla na jej punkcie. Może to dlatego że nie mam NIKOGO poza nią. Moi rodzice wyrzucili mnie z domu.... a o bogatym narzeczonym nie wspomnę . 
- co jest ? - spytałam cicho tuląc malutką.
- pani córka ... to wszystko przez to że jej komórki w szpiku kostnym za szybko się rozrastają...
Zamarliśmy
- tak mi przykro ... - kontynuował- musi pani jak najszybciej znaleźć dawce i zrobić przeszczep szpiku .... - i odszedł bo miał innych pacjentów, tak po prostu wyskoczył z takimi wieściami i poszedł jakby nigdy nic. 
Eddie w ostatniej chwili zdążył mnie złapać... bo poleciałabym jak długa na cholerny szpitalny korytarz z uspokającymi zielonymi ścianami, moja córeczka.... moje maleństwo.... ma białaczkę...



____________________________________________

Zapraszam na mojego nowego bloga... również o Tokio Hotel :) 
Miłego :)