- Wszystko ok ? - usłyszałam za plecami głos Billa. Stałam przy oknie w naszym domu. Wypuścili mnie ze szpitala, ale jestem pod bardzo czujnym okiem Billa i biorę leki antydepresyjne.
- tak - odparłam cicho nie spuszczając wzroku z tego co działo się za szybą.
- Ile razy mam cie jeszcze przepraszać ? - objął mnie od tyłu- Bian, przepraszam. Nie potrafię sobie tego wybaczyć, a twoja cholerna obojętność i milczenie wcale mi nie pomaga. Wiem, że jesteś zła i masz do mnie żal, ale proszę nie rób mi tego, nie krzywdź mnie brakiem jakichkolwiek reakcji z twojej strony.
- Bill, zrozum, to trudne... potrzebuje czasu. To wszystko stało się tak nagle.
- Dam ci czas, kocham Cię Bianko, najbardziej na świecie.
- Mnie ? Nie zniosę jeśli kolejny raz powiesz, że... - urwałam
- Larę też, jest moim moim małym skarbem. Wiem, że nie zachowuję się tak jak na ojca przystało... cholera pora to zmienić - powiedział jakby do siebie i wtedy usłyszeliśmy płacz dziecka.
Drgnęłam.
- pozwól mi do niej pójść - powiedział cicho odrywając się ode mnie. Nic nie powiedziałam, dałam mu nieme przyzwolenie. Po chwili wrócił.
- coś nie tak ? - zdziwiłam się bo wrócił bez dziewczynki.
- nic takiego, po prostu smoczek jej wypadł.
- ok - ponownie odwróciłam się do okna.
- zamierzasz stać tu przez cały dzień ? - spytał z wyrzutem.
Dlaczego on robił mi wyrzuty ? Miał czelność ?
- czekam na Geosia - powiedziałam, żeby go wkurzyć, denerwował mnie tym " dam ci czas, a potem jednak nie "
- a tak jasne - zacisnąl dłonie w pięści i się odsunął.
Pożałowałam tego co przed chwilą powiedziałam, dotarło do mnie jak właśnie musiał się poczuć.
- Bill, kochanie przepraszam - podeszłam do niego. Miał w oczach ból i może gdzie nie gdzie błyszczały małe łezki. - Nic po między mną a nim nie ma, przysięgam. Tylko...
- Tylko co ! - wściekł się
- Bill..nigdy już mnie nie opuszczaj - zmieniłam szybko temat i przytuliłam się do niego
- nie opuszczę, już nigdy, chyba że sama o to poprosisz. - objął mnie mocno
- obiecaj - naciskałam
- obiecuje - usłyszeliśmy pukanie - to pewnie Tom - Bill poszedł otworzyć.
Słyszałam jak się witali i po chwili głowa mopa pojawiła się w salonie.
- hej piękna - ukazał rządek idealnie białych zębów - to gdzie ten aniołek ?
- śpi tam - Bill pokazał palcem na moje dziecko
- zaraz o co chodzi ? - zdenerwowałam się.
- Tom się nią zajmie, mam dla ciebie niespodziankę, ubieraj buty mamy mało czasu.
nie pytałam o nic, chciałam pokazać Billowi, że wiem żę moje dziecko będzie bezpieczne i że ufam w to co robi ( chociaż może nie do końca tak było xD )
Wzięłam torbę, założyłam buty i wyszliśmy.
- Dokąd idziemy ? - spytałam- Robi się późno
-Kochanie nie psuj niespodzianki
- ale Lara - przestałam ukrywać że się martwie
- Tom się nią zajmie, nic jej nie będzie obiecuje.
Wsiedliśmy do ferrari i ruszyliśmy w kierunku zatoki. Po niedługiej chwili zobaczyłam pierwsze łodzie i kutry. Tak jak myślałam zmierzamy ku przystani.
Zatrzymaliśmy się przy sporym jachcie obok niego stał jakiś facet. Bill się z nim przywitał a potem wepchnął mnie na statek.
Zaraz co ? xD cholera jasna !
- Posadził mnie na całkiem wygodnym obitym w skóre fotelu i objął stery ( zginiemy !! )
- Umiesz to prowadzić ? - spytałam przerażona. Nie moja wina, zaskoczył mnie bardzo.
Spojrzał na mnie dziko
- no co ? - zarumieniłam się
- nauczę się - puścił mi oczko ( miałam racje, czeka nas śmierć)
- Co ! - z przerażenia podskoczyłam na pupie
Widząc moją reakcje wybuchł śmiechem
- Umiem - powiedział i sie do mnie wyszczerzył xD
Dzięki Bogu.
Rozpuściłam włosy, żeby wiatr mógł swobodnie je rozwiewać
Rozpuściłam włosy, żeby wiatr mógł swobodnie je rozwiewać
Bill po chwili włączył tempomat i zniknął w kajucie.Po niedługim czasie nastąpiło wynurzenie (xDD). Powrócił ze smacznym łupem, a mianowicie z butelką szampana. O cie cholera !
- chciałbym coś uczcić - postawił butelkę na małym stoliku i pociągnął mnie żebym wstała i puścił, musiało to komicznie wyglądać bo próbowałam złapać równowagę ( ślamazara xD)
- dobrze - powiedziałam próbując wypaść poważnie
Nie wytrzymał wybuchnął donośnym śmiechem, aż się łódka zatrzęsła xD
- kocham cię - spoważniał - i Larę - dodał po chwili - chciałbym... jestem gotów już, żeby spędzić z wami resztę życia. Nie umiem przemawiać - uklęknął - dlatego wiedz, że jesteś dla mnie wszystkim i że będę cię kochał po kres mojego istnienia. Mam nadzieję że po tym co ci zrobiłem w twoim serduszku jest jeszcze choć trochę miejsca. Bianko jesteś całym moim życiem - wyjąl z kieszeni pudełeczko, o nie, to się dzieję naprawdę ? - Bian.. czy .. wyjdziesz za mnie ?
Z oczu pociekły mi łzy, łzy szczęścia. Po raz drugi i mam nadzieję ostatni mi się tak cudnie oświadczył.
- Tak...o Boże tak ! - rozpłakałam się kiedy wkładał mi na palec pierścionek, jeszcze śliczniejszy niż ten poprzedni.
Delikatnie mnie podniósł i przeniósł do łóżka ? Co do cholery na jachcie robi łóżko ..?
Położył mnie na miekiej pościeli i zaczął całować....
Tej nocy nawet nie ruszyliśmy szampana, wszystko sprowadziło się do jednego. Do pokazywania sobie ile dla siebie znaczymy.
- Cholera, naprawdę wynająłeś jacht ? - spytałam gdy leżałam już w jego ramionach i odpoczywałam ... Mój dzikus xD
- no nie zupełnie - nakrył mnie kołdrą
- co ? - przytuliłam się do jego zmęczonego ciała.
- ten jacht należy do ciebie...
- co ? - usiadłam ze zdziwienia
- potraktuj to jako prezent ślubny - wyszczerzył się xD - choć tu - pociągnął mnie tak, że znów znalazłam się w jego ramionach.
- Myślałeś kiedyś o terminie ? - spytałam po chwili ciszy, kiedy to nasze ciała regenerowały się po udanym seksie.
- tak, w sumie to już wszystko zorganizowałem - puścił mi oczko
- już ? - omg, co to ma znaczyć xD ?
- pozostaje tylko kwestia twojej sukienki, pomyślałem że sama zechcesz się nią zająć. Dasz radę w 3 dni prawda.. ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz