Zebraliśmy się tu po to, by połączyć tych dwoje nierozerwalnym więzem miłości - ksiądz zaczął.
Nogi miałam jak z waty, robiło mi się na przemian zimno to gorąco. Byłam tak zestresowana, że nie słyszałam na jakim etapie ślubu jesteśmy.
Rozejrzałam się po kaplicy, niedaleko mnie stali rodzice. Oboje uśmiechnięci choć widziałam, że mama dyskretnie wyciera łzy. Potem mój wzrok spoczął na Mii, ona nie kryła się ze swoim rozczuleniem, płakała na całego. Ruszyłam wzrokiem dalej.... Tom ? Czy mi się wydaje czy ta wredna, zboczona gnida się śmieje xD OOO ja ci pokaże Kaulitz.... czy ja właśnie cisne sama po sobie....Od dzisiaj ja również jestem Kaulitz...
Poczułam delikatny uścisk dłoni. To mnie odrobinę uspokoiło i wyrwało z transu. Spojrzałam na niego. Był pewny siebie, nie stresował się. Nie miał tremy bo jest gwiazdą.... jest wyćwiczony i przyzwyczajony do tego, że wszyscy się na niego gapią przecież prawie codziennie śpiewa dla milionów ....Kurka, co taka osoba jak ja robi przy kimś takim jak on ?
- Bill...czy bierzesz tę oto Bianke za żonę ? - w kapliczce nie dało się słyszeć żadnego dzwięku, jakby wszyscy na moment przestali oddychać.
- Tak - odpowiedział pewnie - i cała kaplica odetchnęła xD
- Bianko... czy bierzesz tego oto Billa za męża ? - to było do mnie ?
Ups, nie było czasu na ociąganie się , biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że wszyscy znowu wstrzymali oddech. Nie chce, żeby udusili się na moim własnym ślubie...wszyscy czekali na mój werdykt.
- Tak
- Jesteście mężem i żoną - po tych słowach usta Billa zmiażdżyły moje ...Ała
Nagle ze wszystkich stron spadł na nas deszcz małych kwiatuszków, ryżu i pieniędzy. Czy mogłam wymarzyć sobie lepszy ślub ?
Teraz przyszedł czas na wyznania i przygotowane formułki bliskich.
Pierwsza na środek do mikrofonu podbiegła mama. Znałam ją na tyle, że wiedziałam iż chce mieć to za sobą. Ojciec stał tuż za nią.
- Mamo - dyskretnie próbowałam z mojego stolika przy którym siedzieli moi rodzice, rodzice Billa i Tom oraz Mia i oczywiście mój mąż, zwrócić na siebie jej uwagę, żeby wzięła się w garść i nie wybuchła płaczem bo doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że jest już na granicy wytrzymałości. Mama patrząc na mnie zaczęła recytować przygotowane wcześniej specjalnie na tę okazje słowa...
- Moja mała córeczka - język jej sie plątał od nadmiaru łez gromadzących się pod powiekami, ale trzymała się dzielnie - Chcieliśmy powiedzieć, że pamiętamy twoje pierwsze buntownicze nastawienie do kaszki z mlekiem - sala się zaśmiała i spaliłam buraka, mama kontynuowała - Twoją pierwszą miłość, pierwsze kłótnie i rozstania. Chce powiedzieć, że zawsze mimo wszystko akceptowaliśmy twoje wybory i choć nie raz bywało między nami żle - tu zrobiła pauzę, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że myśli o tym czasie kiedy to zostawiła mnie z małą córeczką samą sobie.- ... To wiedz, że mimo wszystko my bardzo cię kochamy i wierzymy, że poradzisz sobie na nowej drodze życia... Kochamy Cię ! - mama trzymała się świetnie, zeszła ze sceny i nie rozbeczała się, za to ja miałam problem z utrzymaniem łez...tak przyznaje się trochę mnie to wzruszyło...no dobra bardzo :)
Bill ponownie złapał mnie za rękę by znów podnieść mnie na duchu. Calą uwagę skupiłam teraz wyłącznie na nim, nie chciałam się rozbeczeć, nie teraz. Patrzył na mnie i delikatnie się uśmiechał.
- To ja Mia, Bianko popatrz na mnie - dopiero po tych słowach dotarło do mnie, że mojej psiapsi nie ma przy stoliku. Stała na środku sali, odnalazłam jej spojrzenie - Bian, jesteś dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, od zawsze starałam się cie pilnować niezdaro i patrzeć ci pod nogi. Pamiętasz jak kompletnie zapomniałaś o swojej rozmowie kwalifikacyjnej, wstałam, ubrałam się i pobiegłam tam za ciebię i jeszcze oberwało mi się za spóźnienie, zawsze chciałam być dla ciebie podporą nawet kiedy gubiłaś się w drodze gdziekolwiek. Całe szczęście, że teraz opiekę nad tobą przejmie ktoś inny, ale pamiętajcie i wszyscy weźcie sobie to do serca....Jeżeli moja psiapsi będzie przez ciebie płakać - tu niewątpliwie zwróciła się do Billa - to wtedy mnie popamiętasz... - pogroziła mu palcem
Nie wytrzymałam, tym razem po prostu wybuchnęłam płaczem i nawet dłoń Billa nie mogła mnie uspokoić. Mia, moja Mia, jakaś dziwaczna siła wyciągnęła mnie na środek sali i kazała niekontrolowanie wpaść w objęcia przyjaciółki, która tylko się uśmiechnęła, i mało mnie wtedy obchodziło, że tłumy patrzą na mój wybryk. Tuląc się do niej poczułam, że zrastamy się na nowo...
Następnie na środek wyszedł Tom z idiociałym uśmieszkiem i mówił coś o tym, że Bill wpakował się po uszy bo do końca życia będzie dzielił łóżko z jedna panienką. Na co Bill tylko się uśmiechnął, potem weszli rodzice Billa, ale tego już nie mogłam zarejestrować....
Tego wieczoru tańczyłam prawie z każdym i to tak, że bolały mnie nogi i kiedy Mia przyszła by pomóc mi się przebrać w drogę do mojej niespodzianki nie mogłam chodzić.
- I jak, zadowolona ? - spytała
- No ba, nie mogę uwierzyć że jestem teraz panią Kaulitz...
- Myślę, że Bill nie pozwoli ci o tym zapomnieć - puściła mi oczko
- właśnie a pro po, wiesz dokąd mnie zabiera ?
- niespodzianka - powiedziała tylko - koniec gadki, Bill już czeka - pchnęła mnie w stronę drzwi. - Powodzenia !
*
- Dokąd właściwie jedziemy ? - spytałam Billa kiedy wyjechaliśmy NASZYM ferrari razem z NASZĄ córką i NASZYM Pumbą
- Kotku, nie psuj niespodzianki - powiedział tajemniczo.... a potem nie wiem ..zasnęłam ?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz