wtorek, 28 kwietnia 2015

Info !

Przypominam o moim drugim blogu, prowadze go od niedawna .. ale zobaczcie :)





http://nie-skacz.blogspot.com/

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

10. Ich lass mich zu dir treiben

- Bianco, obudź się, już trzeba będzie wysiadać - obudził mnie głos Billa i delikatne szturchnięcie w ramię.... nareszcie wszystko na swoim miejscu...Jego głos, jego zapach , jego ciepło, zaraz ! głos ? ... tak ten który wciąż domagał się mojej reakcji. 
Otworzyłam oczy, bardzo niechętnie bo wciąż chciałam być w tej krainie wiecznego dobra. 
Lara spała mu na rękach a on promiennie się do mnie uśmiechał
- Bill czy już ? - zapytałam półprzytomnie. 
- tak - wziął mnie za ręke i z małą śpiącą mu  w drugiej ręce wyprowadził nas z samolotu.. za bramkami czekał .. Tom . Wziął od nas niedużą torbę bo tylko taką zdążyliśmy wziąć pakując się w pośpiechu, a potem mocno mnie przytulił
- ale urosłaś xD - nabijał się - a gdzież jest moja bratanica ? - Tom szukał dziewczynki wzrokiem. 
- śpi - zbył go Bill -jedźmy już
- Bill, bądź miły - upomniałam go
- ehh... ona nie powinna przebywać tyle na dworze ! Jeszcze się przeziębi - zdenerwował się - jedziemy ! - Lara jeszcze nie do końca miała zdrowy system odpornościowy, każde zmarznięcie albo przegrzanie powodowało u niej przeziębienie co z kolei bardzo szybko rozwijało się w infekcje i maleńka mogła szybko zachorować, a w jej stanie nie było nam to potrzebne. 
- ok - przytaknęliśmy mu, wsiedliśmy do samochodu i w ciszy, żeby Lara mogła się wyspać,  podjechaliśmy pod klinikę.
Bliźniacy szybko załatwili sprawę małej, nie spodziewałam się, że tak szybko ją przyjmą, dopiero potem zauważyłam jak Bill wręcza kobiecie w recepcji kopertę.. i od razu lekarze położyli ją pod kroplówkę.
- co teraz ? - spytałam patrząc na mojego narzeczonego.
- teraz.. Tom zawiezie cię do domu, ogarniesz się, weźmiesz auto z garażu i przyjedziesz tu z powrotem. Co ty na to ?
- nie zostawię jej samej w obcym miejscu! Nie ma mowy ! - zaczęłam panikować, jak moge zostawić dziecko samiuteńkie w szpitalu, w obcym miejscu , z obcymi ludźmi. W Berlinie było inaczej, spędziłyśmy tam tyle czasu, że znałam lekarzy i miałam do nich numery telefonów. Tutaj perspektywa pozostawienia jej samej bardzo mnie przerażała. 
- Bian, Lara zostanie z Billem - wtrącił się cicho Tom - Przecież, wiem że mimo tego co wtedy powiedział wpisałaś go jako ojca w rubryce OJCIEC, dzięki Bogu z resztą.
-  a co to ma do rzeczy, musze z nią być, gdyby trzeba było zlecić badania ! -protestowałam. 
- Wszystko będzie dobrze Bian. Lara zostaje ze swoim tatą, z resztą zobacz jak ona go uwielbia - wskazał na Larę. która oglądała z Billem książeczke z księżniczkami i na mnie nie zwracała najmniejszej uwagi. No tak, kupiła go, Bill był już okręcony wokół małego paluszka. 
" Bian " jak dawno nikt tak na mnie nie mówił. Wracały wspomnienia, teraz znowu z nimi jestem. 
Jestem członkiem paczki przyjaciół.. a może nawet kimś więcej...?
- dobrze, ale zadzwonisz do mnie... - poprosiłam 
- tak, obiecuje - przerwał mi - jeśli coś się będzie działo od razu dam ci znać. 
- ok - zgodziłam się niechętnie i razem z Tomem wyszliśmy ze szpitala - daleko stąd mieszka Bill? - spytałam. 
- Blisko, podrzucę cię i jadę na Disco, mam nową dupę - wypowiedział te słowa tak szybko, że aż otworzyłam usta ze zdziwienia
- Hahahah, no przecież ! - pokręciłam głową, cały Tom
- może tym razem  już na stałe - dodał z uśmiechem. 
- nie wierzę - nabijałam się.
Miło było wrócić do tego wszystkiego. Nie mam pojęcia jak to się stało że Bill zaakceptował małą i pozwolił nam wrócić do swojego życia, ale widziałam kto może wiedzieć,  była tylko jedna taka osobą, która znała mojego Billa tak dobrze, że wiedziała wszystko, oczywiście tą osobą był nikt inny jak  - Tom ? - złapałam za mały breloczek wiszący przy lusterku, gwiazdka, urocza. 
- hmmm - zerknął na gwiazdkę a potem przeniósł wzrok na mnie. 
- dlaczego Bill tak nagle zmienił zdanie ?
- hmm, - znów wydał dźwięk jakby się zamyślił -  on też jest istotą ludzką i też posiada serce. Może odkrył to zjawisko zbyt późno, ale lepsze to niż wcale. Wydaje mi się że jej choroba go ogarnęła. Nie chciał takiego obowiązku, nie chciał mieć dziecka, ale kochał cię nawet wtedy gdy nie byliście razem. Tęsknił. Pojawiłaś się znów w jego życiu dość niespodziewania, coś go ruszyło, nadal nie chciał obowiązku, ale... kiedy ona leżała w szpitalu dotarło do niego kim ona tak naprawdę jest. Zrozumiał. Dlatego to wszystko działo się tak szybko, ale tak naprawdę wszystko sobie przemyślał. Bill nie spał wiele nocy gdy cię zostawił, zastanawiał się co zrobić. Nie wybrał najlepszego rozwiązania, bo powinien zostać wtedy z tobą, ale nie wiń go, on trochę spanikował, Bill to dzieciak, jest tylko 10 minut młodszy a czasem mam wrażenie, że dzielą nas całe lata. To nie było najlepsze rozwiązanie, ale wtedy był przekonany, że tak będzie najlepiej dla was obojga. 
- dzięki Tom, naprawdę dziękuje, że ze mną o tym rozmawiasz - uśmiechnęłam się - myślisz że z tym ślubem to on serio ?
- Bian, on cie kocha. Sara wiele razy próbowała, ale po ostrym seksie kazał jej znikać i jej płacił. To wszystko - wzruszył ramionami, a potem spoważniał -  Kochasz go ?
- tak Tom, po tym wszystkim co przeszłam.... ja i mała, obie potrzebujemy miłości, domu i ciepła. Potrzebujemy, żeby ktoś się nami zajął, potrzebujemy Billa. 
- wiem, Bill będzie dobrym ojcem. To tu. - zatrzymał się pod wielką willą - twój nowy dom !
- ojejku, jest ogromy ! przecież ja się tu zgubie
- może nie - zaśmiał się - jakby co to narysuje ci mapę
- dzięki za podrzut i rozmowę, pa - cmoknęłam go w policzek i odjechał ku swojej nowej "dupie".
Weszłam do domu i się rozejrzałam, białe marmurowe podłogi, jasne beżowe ściany , obrazy , bardzo elegancko z tego co udało mi się zarejestrować posiada basen, ogród... no cóż Los Angeles. W środku był cały już urządzony. Bill nie zdążył rozpakować jeszcze kilku toreb, ale były pootwierane i przejrzane... jakby czegoś szukał. 
Poszłam do łazienki .., ogromnej.. i zrzuciłam z siebie ciuchy. Ciepła woda sprawiła że chciało mi się straszliwie spać, ale nie mogę ! Spałam w samolocie, a Bill biedactwo nie, nie mogę go tak zostawić. Wzięłam też jakieś ciuchy dla niego i kilka ubranek dla córki, nie wiem ile będzie musiała zostać w szpitalu. Choroba jest w remisji, miałam nadzieję, że już nigdy nie wróci. 
Zeszłam do garażu, który był na poziomie -1 i  zajmował całą szerokość domu, był naprawdę imponujący i ... wybiegł na mnie miły, przyjazny psiak. To zapewne jest słynny buldog angielski Billa,   Pumba.  Zaprzyjaźniliśmy się poprzez krótką, wspólną zabawę i dużo głaskania . Nie chciał mnie już potem opuścić i wpakował się dość uroczo i pokracznie do czerwonego ferrari Billa, które udało mi się otworzyć po wzięciu przypadkowego kluczyka z zamykanej skrzyneczki na ścianie. Chcąc nie chcąc piesek  pojechał ze mną do szpitala. 

czwartek, 23 kwietnia 2015

9. Lass dich zu mir treiben

- Bill - szepnęłam stając za jego plecami.
Gwałtownie się poderwał, jak wyrwany z transu.
 - Co ty tutaj robisz ? Miałeś być w LA - nie rozumiałam skąd się tutaj wziął, przecież widziałam jak odjeżdża i odchodzi znów z naszego życia. 
- i byłem - odparł po prostu jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - ale musiałem ją zobaczyć.- wzrok mu złagodniał gdy patrzył na Lare. -  Wszystko w porządku prawda ? - nadal patrzył na mnie tylko na nią. 
- na razie tak - wyjąkałam i wtedy się odwrócił. Wiedziałam co zobaczy, ale mimo wszystko troche zrobiło mi się wstyd. 
Zobaczył zmorę, która od kilku dni nie spała, w rozczochranych włosach i rozmazanym makijażu.
Zamilkł na chwilę. Chłop się na bank przestraszył, pewnie już myśli jak odsunąć Larkę od potwora, któy stoi obok. 
- a czy z tobą wszystko ok ? - spytał podejrzliwie.
- nic mi nie jest - odparłam gdy się do mnie zbliżył.
- wyglądasz źle - podsumował
- przepraszam - spuściłąm głowę - byłam zmęczona, smutna, kumulowało się we mnie tyle emocji. Nie mogłam już tego wytrzymać. 
- za co ? - zaśmiał się. 
Kochałam jego uśmiech, jego piękne, śmiejące się, czekoladowe oczy... jego.
Może nadszedł czas żeby mu to powiedzieć ?
- Bill... ja ... chciałabym ... wiem że ..to może głupio zabrzmi... ale..- zaczęłam się plątać.
- co jest ? -przerwał mi 
- po prostu ... - zatkało mnie.
Dlaczego ?
- wróć do mnie ! - powiedział nagle przerywając moją niezbyt spójną próbę wypowiedzenia słów - kocham cię i malutką też. Chce się wami opiekować. Być przy was...
- ja .. chce z tobą być - wydukałam tylko. 
- bądźmy - podsumował a potem mnie do siebie przyciągnął i pocałował.
Oderwaliśmy się od siebie kiedy Lara zaczęła domagać się uwagi. Wyciągała do nas rączki.

- jak wszystko się przyjmie to pojedziemy do LA, kupiłem duży dom. - opowiadał Bill entuzjastycznie , Lara siedziała w łóżeczku i bacznie go obserwowała. 
- nie chce nic mówić, ale czeka ją tutaj długa rehabilitacja - to wszystko zdawało się być proste, ale wcale takim nie było. 
- W Ameryce przejdzie ją szybciej. Tam jest lepiej, tam mają inne technologie, inny czas oczekiwania na zabiegi, inne maszyny.  W Ameryce wszystko jest lepsze, zobaczysz spodoba wam się.
- ja chyba wole żebyśmy zostali tutaj, lubię ten kraj.
- kochanie, tam czeka na nią lepsza przyszłość nie tylko medyczna ale i edukacyjna, dla nas również
- bo co ! bo akurat dostajesz tam prace ! - ofuknełam go
-tak, będzie kasa, mała będzie mogła się uczyć... ty też jeśli chcesz, to dobra perspektywa.
- twoja kasa ! - poprawiłam go, już raz obyliśmy rozmowę na temat pieniędzy, wtedy dawał mi ją na coś zupełnie innego. 
- ehh...moje .. twoje ...zróbmy tak ... - nagle ukląkł przede mną i z kieszeni kurtki skórzanej wyjął pudełeczko z pierścionkiem. SWAROVSKI...omg. Skąd on wziął pierścionek ! W szpitalu ! Swoją drogą niesamowicie romantyczna chwila, ja ubrana jak menel, w szpitalu, w sali chorej córki. 
- wyjdź za mnie ... - czy Bill właśnie daje mi pierścionek z brylantem ??
- je..st śliczny - wyjąkałam
- prosto z Hollywood - uśmiechnął się " Bogaty dupek " słowa Edda
- ale..ja... - zaczęłam znowu myśleć , nie potrzebnie, znowu chciałam wszystko analizować, a może właśnie tą decyzje powinnam podjąć pod wpływem chwili. -  TAK .. wyjdę za ciebie - zgodziłam się... - z jednej strony byłam przeogromnie szczęśliwa ..ale z drugiej trochę się bałam, skąd ta nagła zmiana... ?
- Witam państwa, przykro mi że przeszkadzam w takiej chwili, - lekarz, zupełnie inny niż ten który prowadził chorobę Lary  lekko odchrząknął z zażenowaniem -  ale muszę wziąć ją na badania. podszedł do łóżeczka i jedną ręką podniósł Larkę. Zachwiała mu się na ręce, a ja wyskoczyłam do przodu żeby ją złapać. Bill mnie powstrzymał i zwrócił się do lekarza.
- mógłby pan uważać, to malutkie dziecko, a nie szczur doświadczalny.
- proszę pana, to ja tu jestem lekarzem, nic jej nie jest. Proszę tu zaczekać- wyszedł.
Chodziłam po salce cała w nerwach, nie wiedziałam gdzie się podział nasz ulubiony lekarz, może ma teraz ważniejszych pacjentów albo operacje. 
- Bianko, to nic nie da uspokój się - tylko wypowiedział te słowa, a usłyszeliśmy wrzask mojej malutkiej córeczki- jasna cholera !- wybiegliśmy z sali
- Bill, dokąd on ją zabrał - bezradnie wybuchłam płaczem, bałam się o moje ukochane dziecko. 
- kochanie, zaczekaj tutaj ok ? - i gdzieś polazł - chce wypisać córkę na żądanie - usłyszałam po chwili  jego głos i poszłam w tamtym kierunku. Trzymał ją... wyciągnęłam do niej ręce, jak bym była chora psychicznie ( może trochę i byłam ). Podał mi ją z łagodnym uśmiechem.
- moja maleńka - wtuliłam ją w siebie i ucałowałam w główkę.
- szybciej no ! - ponaglał pielęgniarkę a malutka się rozpłakała - chce jeść ?? - spytał 
- ona raczej domaga się swojego smoczka- wróciłam się z nią na sale, podałam smoczka i ponownie przyszłam do Billa ze spokojnym już dzieckiem. Bill miał już wypis.
- ubierajcie się - powiedział - jutro w południe powinniśmy dotrzeć do kliniki w Los Angeles, tam będzie lepiej - po niedługim czasie wepchną nas do swojego r8 ( cholera, ile on ma samochodów)
- Bill zwariowałeś !! ? - odzyskałam mowę - a jak coś się jej idioto stanie !!!
- kotku, uspokój się - usiadł za kierownicą - jestem jej biologicznym ojcem, przeszczep musiał się przyjąć, nie ma innej opcji - był tak pewny tego co mówi że nie miałam już pytań.

W samolocie objęłam córkę i wtuliłam głowę w jej ciepłe ciało. 
Tak wysoko...
- wszystko ok ? - dotknął moje ramienia, a ja podskoczyłam jak oparzona - Bianko ?
- ja.. Bill - wtuliłam się w niego
- pierwszy raz lecisz ?
- tak 
- oj trzeba było od razu - mocno mnie przytulił - Prześpij się - nie trzeba mi było dwa razy powtarzać.. zamknęłam oczy i odleciałam...

sobota, 4 kwietnia 2015

8. Dann sind wir eindlich frei... !

Oparł się wygodnie na siedzeniu i cicho westchnął. Dwie godziny temu wystartowali z lotniska w Berlinie, a on od 2 godzin nie mógł przestać myśleć i Bian i jej córce. Nie mógł się na niczym skupić, wszystko go irytowało.
- co jest ? - spytał jego brat, poprawiając kucyk z dredami. Tom z kolei wyglądał na super mega wyluzowanego, lubił latać, zawsze po wejściu na pokład się odprężał. 
- Tom, boje się je zostawiać.- wyznał bratu.
- Eddie siedzi w puszce ! Nie będzie zagrożeniem. - Tom próbował natarczywie otworzyć paczkę cheetosów serowych. 
- Tom... zalęży mi na niej - wyrwał bratu paczke chrupek i sam mu otworzył.
- super że dociera to do ciebie dopiero teraz. - ofuknął go brat i naładował całą garść chrupek serowych do ust. Bill nic nie odpowiedział, co jeszcze mógł powiedzieć. 
- Hejo - podeszła do nich cycasta brunetka - jestem Ria - przedstawiła się. Była piękna, długie nogi, wydatny biust , no i miałą na czym siedzieć.  Tom się już zaślinił co w połączeniu z chrupkami wyglądało obrzydliwie. 
- jestem Bill, a to mój starszy o 10 minut brat idiota Tom - przedstawił ich
- muszę do kibelka - wyjąkał Tom ...hahahaha stanął mu xD " ale mój brat ma problemy " - pomyślał Bill i mimowolnie zerknął na Rie.
Kobieta usiadła obok niego i przez chwilę tylko mu się przyglądała. Irytowało go to, nie lubił jak kto tak na niego patrzy, a w dodatku kobieta, bardzo atrakcyjna kobieta. 
- masz dziewczynę ? - spytała. Gdyby powiedział, żę nie zaskoczyło go to przypadkowe zadane mimochodem pytanie to by skłamał. Zerknął w wyczekujące odpowiedzi oczy kobiety i poczuł się żenująco, chciał tylko dolecieć do celu, dlaczego ci ludzie nie mogą dać mu spokoju, oczywiście Toma gdy potrzeba to trzepie sobie w łązience i go tu nie ma - Halo, tu ziemia ! - dziewczyna wyrwała go z zamyślenia. 
- Przepraszam, możesz powtórzyć trochę się zamyśliłem - myślał, że jak uda że nie słyszał to Ria odpuści.
- Pytałam czy masz dziewczynę ? - nie dawała za wygraną. Westchnął. Tak bardzo chciał opowiedzieć jej o Biance.
- Nie, jestem singlem - odparł przywołując na twarz sztuczny, wyćwiczony do kamer uśmiech. 
- Dziś wieczór u mnie ? - mrugnęła porozumiewawczo. Przez to bezpośrednie i sugestywne pytanie zrobiło mu się niedobrze. 
- nie za dobrze się czuje, ale podeśle Toma - chciał w końcu uciąć temat.
- ok - zniesmaczyła się i nic już nie mówiła.

Wieczorem faktycznie Tom poszedł do dziewczyny, a Bill zaczął urządzać swój nowy dom. Nie mieszkał z bratem, ale dzieliło ich tylko kilka przecznic spacerkiem. 
Wyciągał rzeczy za rzeczami, a gdy wszystko było już porozstawiane przystanął żeby podziwiać swoje dzieło. Rzucił przelotnie okiem na przestrzenną sypialnie ... czegoś mu brakowało. Jeden malutki detal. Zdjęcie !!!
No tak, szybko pobiegł na dół żeby przeszukać wszystkie walizki. Nie ma go !
Nie zabrał ze sobą zdjęcia !!
Nie !
Nie !!
Nie !!!
Zadzwonił telefon. Bez namysłu odebrał, może to Bian, może coś się wydarzyło. 
- no elo Bill, jak tam ? Już rozpakowany ? Impreza wre, wbijaj do nas - w słuchawce usłyszał głos Toma i głośną muzykę. 
- nie mam ochoty - zmarkotniał. 
- oj no Bill, poderwiesz jakąś panienkę. 
- jak tam z Rią ? - po części był ciekaw, ale chciał zmienić temat
- zajebiście, świetna laska. Chodź do nas !
- nie ! - rozłączył się.
Kochał je, dlaczego ogarnął to dopiero gdy wyjechał ? Bian kochał już od kilku lat niezmiennie i mocno, ale dotarło do niego, że przecież może mieć karierę, wciąż może być piosenkarzem i frontmenem zespołu mając dziecko. Nie potrafił jej nienawidzić, już od pierwszego spotkania z nią coś ich oboje do siebie przyciągało. Wiedział, co to było. Wiedział, że łączyłe go z dziewczynką niesamowita więź, Eddie mógł się nią opiekować przez te kilka miesięcy, ona mogła go polubić, ale z nim nigdy nie połączyłaby jej taka więź jaką właśnie w sobie odkrył. Był tatą. Był tatą ślicznej, małej , uroczej, walczącej dzielnie o życie dziewczynki. Miał z czego być dumny. 
Zapragnął żeby obie jego miłości były obok. Nagle uświadomił sobie, że byłby w stanie zrezygnować z klubów, że wolałby trzymać na rękach córkę i słyszeć jej dzwoneczkowy śmiech niż pić z bratem w barze.  Włączył się na gg. Była niedostępna. No tak w Berlinie jest teraz wcześnie rano. 
Ciekawe co u Lary ?
 Ciekawe jak malutka daje sobie radę ? 
Czy wszystko się udało ? 
Czy Bianca będzie czekała na Eddiego ?
Przyłapał się na tym że był bardzo zazdrosny, tyle pytań kłębiło się w jego głowie. 
Czemu nie namówił jej na przyjazd z nim do LA?
Czemu !!?
Kochał ją.
Dla miłości można wszystko poświęcić... 

*
Siedziałam z malutką w szpitalnej sali. Miała podłączoną kroplówkę z lekarstwem i elektrolitami.  Nie spałam całą noc, bo bałam się o jej stan. Bałam się, że wydarzy się coś złego, a ja to prześpie. Lekarze mówią że jest coraz lepiej. Zwyciężymy ! Bo jak nie my to kto ?
Teraz czeka nas krótka rehabilitacja i koniec. 
Larka słodko spała zmęczona całą tą walką o życie, zmęczona wizytami lekarza i oglądaniem jej jak zwierzątko. Wyszłam do sklepu. Musiałam coś zjeść i chyba wrócić do domu po świeże  ciuchy. Weszłam do mieszkania. Nie było mnie tu od napadu Edda. Mieszkanie było ogromnym pobojowiskiem. Wszystko było porozrzucane. Nie miałam czasu żeby generalnie sprzątać, więc tylko ogarnełam pi razy drzwi, złapałam kilka ubrań i wybiegłam. 


*
Wybiegł wręcz z samolotu na lotnisku, wskoczył w TAXI, musiał szybko być na miejscu. Wbiegając po szpitalnych schodach, plątały mu się nogi. W klatce ledwo co nie zabił chirurga i nie nabił się na skalpel, ale biegł dalej. Musiał !
Gubił się w szpitalnych korytarzach pełen sprzecznych uczuć.
- mogę w czymś pomóc, tu nie wolno wchodzić - zatrzymała go niska pielęgniarka
- gdzie ona jest !! - krzyczał zrozpaczony
- kogo pan szuka ? - spytała spokojnie blondynka. Przez lata pracy w szpitalu widziała wiele takich ludzi. 
- gdzie moja córeczka !!! - prawie że płakał.
- spokojnie... ile ma lat... co jej jest ?
- pół roku ...białaczka ... mm... miała przeszczep - jąkał się - gdzie moja maleńka córeczka  ??!!!
- już panu pokazuje, to dzielna i silna dziewczynka - mówiła kobieta, wprowadzając przerażonego mężczyzne do sali gdzie leżała Lara. 
Uspokoił się dopiero gdy ją zobaczył. Poczuł jak zalewa go fala ulgi, przez chwile musiał złapać oddech. 
Pielęgniarka zerknęła na niego i uśmiechnęła się pod nosem, pokręciła głową i  wyszła. 
Stanął nad łóżeczkiem małej.
Żyła !
Wszystko było ok. 
Otworzyła swoję piękne brązowe oczy i rozejrzała się nieświadomym jeszcze niczego zaspanym wzrokiem. Zobaczyła go , zaborczo wyciągnęła do niego rączki, a jemu zrobiło się żal. Żal małej, kruchej istotki podpiętej do kroplówki . Pochylił się aby mogła go dotknąć...

*
Biegiem wróciłam do szpitala. Ruszyłam na piętro małej...ktoś przy niej był. Przeraziło mnie to, może Eddie jednak wyszedł z więzienia, może to mordercy, ale zaraz się uspokoiłam. Ten ktoś nie chciał jej skrzywdzić.  Zawsze bym go poznała... co on tu robił !.. Bill ?


środa, 1 kwietnia 2015

7. Doch 1000 mal durch die Unendlichkeit

Wenn du die Welt nicht mehr verstehst,
Und jeder Tag im Nichts vergeht.
Wenn sich der Sturm nicht mehr legt,
Und du die Nacht nicht mehr erträgst.
Ich bin da wenn du willst, ganz egal wo du bist.


Kiedy przestaniesz rozumieć świat 
I każdy dzień znika w nicości
Kiedy nie zniosę burzy 
A ty nie wytrzymasz więcej nocy 
Będę tam,
jeśli zechcesz 
Nieważne gdzie będziesz 

Tokio Hotel - "Ich bin da "









Zaparkowaliśmy pod  domem Billa, wzięłam zmęczoną już córkę na ręce a Tom pomógł mi wysiąść, niestety miał jakieś sprawy do załatwienia w sprawie wyjazdu więc zostawił nas i pojechał do siebie. Bill otworzył drzwi i przepuścił nas przodem. 
- rozgość się... sporo rzeczy jest już popakowane, ale damy sobie radę - wskazał na duże pudła stojące pod ścianą w kuchni. On na prawdę wyjeżdża.
- oki..-powiedziałam smutno - Dziękuje. Mogę ją położyć ? - spytałam patrząc na pół przytomną córeczkę w moich ramionach.
- jasne, połóż ją w mojej sypialni - poszedł do salonu.
Weszłam na piętro do sypialni i położyłam dziewczynkę na dużym łóżku w miekkich poduchach. Odwróciłam się chcąc wyjść gdyż mała szybko zasnęła i wtedy ujrzałam zdjęcia oprawione w piękną ramke. Zdjęcie moje i Billa na wakacjach w Hiszpani. Zatęskniłam za tamtymi czasami, to było cudowne lato.
- Piękne, prawda ? - stanął obok opierając się o futrynę w drzwiach.
- Tak, szkoda tylko że kłamane- dogryzłam mu i wyszłam. Musiałam powstrzymać łzy bo nagle pojawiły się w oczach. Nagle znów wszystko wróciło, wróciło to jak się wtedy przy nim czułam, jaka byłam kobieca, piękna i kochana. Lato w Hiszpanii zapamiętam na długo. 
- Nigdy nie kłamałem mówiąc ci że cię kocham - krzyknął - Nigdy ! - oboje spojrzeliśmy szybko na Larę, ale dziecko spało zmęczone dzisiejszymi wydarzeniami. 
- Gdybyś kochał to byś nie zostawił - pozwoliłam łzom płynąć, nie było sensu ich powstrzymywać, było ich za dużo, a ja już powoli traciłam siłę na utrzymanie ich w sobie. 
- Bo nie chciałem mieć dziecka - powiedział z naciskiem. 
Spojrzałam na niego spode łba.
- Mogę wam pomagać, ale nic poza tym. Dam ci kasę i szpik, ale potem ona nadal będzie TWOJĄ córką- ostatnie słowa zaakcentował z naciskiem. Da mi kase i szpik brzmiało tak jakby robił to z wielką łaską, a chodziło przecież o uratowanie życia jego do cholery jedynego dziecka. 
- Przykro mi że ją odrzucasz. Nie wzięła się z powietrza, tylko z miłości. - w moim głosie na pewno słychać było rezygnacje. 
-Ok, tylko że cholernie mnie nią uszczęśliwiłaś.
- Ale...
- Zamknij się - pchnął mnie na ścianę i mocno do niej docisnął. Jego tęczówki zatonęły w moich. To spojrzenie ..zawsze sprawiało że świat wokół nas wirował. Pocałował mnie wsuwając mi ręce pod bluzkę. Jego język bawił się z moim, a jego ręce zwiedzały moje plecy. Wsunął nogę miedzy moje uda gdy z emocji zaczęłam się osuwać po ścianie. Świat się zatrzymał przy drzwiach do sypialni, gdy oboje niemalże w tym samym momencie uświadomiliśmy sonie że śpi tam Lara. To nas oboje ocuciło.
- Przepraszam - powiedział tylko, złapał paczkę papierosów i wyszedł na taras.
Co się przed chwilą stało ? A co mogło się stać ? Co ja robiłam ? Czemu on tak na mnie działa ? Co z Eddiem ... wątpie żebym chciała go zostawić, nie mogłam zostać sama. To że raz się naćpał nie oznacza wcale że jest złym człowiekiem. W pełni akceptował to że mam córkę... Cholera, czułam się jak kobieta usprawiedliwiająca męża alkoholika, który właśnie sprał ją do nieprzytomności, ale miałam tylko jego. Bill wyjeżdża, po zabiegu nie będę mogła liczyć na jego pomoc, a sama nie poradzę sobie z dzieckiem, które potrzebuje opieki lekarskiej i pewnie sporo czasu. 

* 2 dni później *

- ała - krzyknął Bill krzywiąc się, gdy pielęgniarka dała mu zastrzyk
- już po wszystkim jest pan wolny. - mężczyzna w końcu mógł odetchnąć z ulgą. 
Wyszedł nawet nie patrząc na Bianke. Chciał to wszystko zakończyć, wyjechać i rozpocząć nowe życie odcięty od tego wszystkiego. 
Czy czuł się wolny ? Miał przebłyski w świadomości ..że jest odpowiedzialny za tą malutką istotkę, którą sam stworzył, ale to były tylko przebłyski. Szybko je od siebie oddalił. Był egoistą, ale cholernie dobrze mu się z tym żyło. Miał w sercu miejsce dla Bianki, ale czy znajdzie się go wystarczająco wiele by zmieścić tam Larę. Żył jak w wielkim wahadle, z jednej strony był tatą, dopiero to do niego docierało, był tatą ślicznej dziewczynki, ale z drugiej strony był gwiazdą rocka, kluby, seks i alkohol to było jego życie, a w takim życiu nie było miejsca na pieluchy, karmienie i usypianie. Nie wiedział co ma zrobić, chciał być tatą, ale bał się że nie da rady zrezygnować z życia, które tak kochał. 

*
Bill wyszedł pośpiesznie z sali nawet na nas nie patrząc, nie wiedziałam jak mam zareagować, bo jeśli to miało być nasze ostatnie spotkanie to nie chciałam by tak się zakończyło. 
Wyszłam za nim.
- dziękuje, naprawdę nam pomogłeś. Miło było cię znów zobaczyć - mówiłam cicho.. bardzo cicho. Czy to było już nasze ostatnie pożegnanie ? - Teraz pojedziesz do Los Angeles ? - spytałam. 
- tak, pojadę. Gdybyś czegoś potrzebowała zadzwoń. 
" Będę potrzebowała ciebie " chciałam mu powiedzieć, ale coś mnie blokowało. Patrzył chwile na mnie, jakby na coś czekał i po chwili odwrócił się i odszedł. Nie płakałam. Ostatnimi czasy zbyt dużo łez wyryczałam.

Podeszłam do okna. Widziałam jak odpala papierosa przy swoim białym Q8 i gwałtownie się zaciąga. Spojrzał w okno w którym stałam i gdy mnie zobaczył szybko odwrócił wzrok, zdeptał peta , wsiadł do auta i odjechał. Długo jeszcze potem stałam w oknie. Czułam pustkę, jakby ktoś nagle oderwał mi kawałek serca... kawałek mojej duszy... kawałek mnie. Brakowało mi go, cholernie. Żałowałam że wtedy do niczego nie doszło. Chciałam mu się oddać... należeć tylko do niego... już na zawsze.

 Z zamyślenia wyrwała mnie pielęgniarka, która z wielkim bananem na twarzy oznajmiła mi że się udało. Teraz tylko czekać jakiś czas aż szpik się przyjmie.
Poszłam do malutkiej. Leżała w łóżeczku, usiadłam obok.
- hej kochanie - powiedziałam cicho. Przyglądała mi się uważnie - damy sobie radę maluchu - mówiłam - Eddie nam pomoże... -Eddie, co ja pierdole. Jego już nie ma, po ostatnich wydarzeniach Tom zawiadomił policje i Eddie poszedł siedzieć za pobicie i napastowanie + kokaina. Dopiero to do mnie docierało, miły chłopak, którego uważałam za przyjaciela, któy mieszkał ze mną i moim dzieckiem, któy nie raz brał Larkę na ręce albo spacer - był kryminalistą. 
- Nikt nam nie pomoże - musimy sobie radzić samie, wiesz ? Ale jesteśmy silne - mój głos przeszedł w szept - nic nas nie pokona...