poniedziałek, 27 kwietnia 2015

10. Ich lass mich zu dir treiben

- Bianco, obudź się, już trzeba będzie wysiadać - obudził mnie głos Billa i delikatne szturchnięcie w ramię.... nareszcie wszystko na swoim miejscu...Jego głos, jego zapach , jego ciepło, zaraz ! głos ? ... tak ten który wciąż domagał się mojej reakcji. 
Otworzyłam oczy, bardzo niechętnie bo wciąż chciałam być w tej krainie wiecznego dobra. 
Lara spała mu na rękach a on promiennie się do mnie uśmiechał
- Bill czy już ? - zapytałam półprzytomnie. 
- tak - wziął mnie za ręke i z małą śpiącą mu  w drugiej ręce wyprowadził nas z samolotu.. za bramkami czekał .. Tom . Wziął od nas niedużą torbę bo tylko taką zdążyliśmy wziąć pakując się w pośpiechu, a potem mocno mnie przytulił
- ale urosłaś xD - nabijał się - a gdzież jest moja bratanica ? - Tom szukał dziewczynki wzrokiem. 
- śpi - zbył go Bill -jedźmy już
- Bill, bądź miły - upomniałam go
- ehh... ona nie powinna przebywać tyle na dworze ! Jeszcze się przeziębi - zdenerwował się - jedziemy ! - Lara jeszcze nie do końca miała zdrowy system odpornościowy, każde zmarznięcie albo przegrzanie powodowało u niej przeziębienie co z kolei bardzo szybko rozwijało się w infekcje i maleńka mogła szybko zachorować, a w jej stanie nie było nam to potrzebne. 
- ok - przytaknęliśmy mu, wsiedliśmy do samochodu i w ciszy, żeby Lara mogła się wyspać,  podjechaliśmy pod klinikę.
Bliźniacy szybko załatwili sprawę małej, nie spodziewałam się, że tak szybko ją przyjmą, dopiero potem zauważyłam jak Bill wręcza kobiecie w recepcji kopertę.. i od razu lekarze położyli ją pod kroplówkę.
- co teraz ? - spytałam patrząc na mojego narzeczonego.
- teraz.. Tom zawiezie cię do domu, ogarniesz się, weźmiesz auto z garażu i przyjedziesz tu z powrotem. Co ty na to ?
- nie zostawię jej samej w obcym miejscu! Nie ma mowy ! - zaczęłam panikować, jak moge zostawić dziecko samiuteńkie w szpitalu, w obcym miejscu , z obcymi ludźmi. W Berlinie było inaczej, spędziłyśmy tam tyle czasu, że znałam lekarzy i miałam do nich numery telefonów. Tutaj perspektywa pozostawienia jej samej bardzo mnie przerażała. 
- Bian, Lara zostanie z Billem - wtrącił się cicho Tom - Przecież, wiem że mimo tego co wtedy powiedział wpisałaś go jako ojca w rubryce OJCIEC, dzięki Bogu z resztą.
-  a co to ma do rzeczy, musze z nią być, gdyby trzeba było zlecić badania ! -protestowałam. 
- Wszystko będzie dobrze Bian. Lara zostaje ze swoim tatą, z resztą zobacz jak ona go uwielbia - wskazał na Larę. która oglądała z Billem książeczke z księżniczkami i na mnie nie zwracała najmniejszej uwagi. No tak, kupiła go, Bill był już okręcony wokół małego paluszka. 
" Bian " jak dawno nikt tak na mnie nie mówił. Wracały wspomnienia, teraz znowu z nimi jestem. 
Jestem członkiem paczki przyjaciół.. a może nawet kimś więcej...?
- dobrze, ale zadzwonisz do mnie... - poprosiłam 
- tak, obiecuje - przerwał mi - jeśli coś się będzie działo od razu dam ci znać. 
- ok - zgodziłam się niechętnie i razem z Tomem wyszliśmy ze szpitala - daleko stąd mieszka Bill? - spytałam. 
- Blisko, podrzucę cię i jadę na Disco, mam nową dupę - wypowiedział te słowa tak szybko, że aż otworzyłam usta ze zdziwienia
- Hahahah, no przecież ! - pokręciłam głową, cały Tom
- może tym razem  już na stałe - dodał z uśmiechem. 
- nie wierzę - nabijałam się.
Miło było wrócić do tego wszystkiego. Nie mam pojęcia jak to się stało że Bill zaakceptował małą i pozwolił nam wrócić do swojego życia, ale widziałam kto może wiedzieć,  była tylko jedna taka osobą, która znała mojego Billa tak dobrze, że wiedziała wszystko, oczywiście tą osobą był nikt inny jak  - Tom ? - złapałam za mały breloczek wiszący przy lusterku, gwiazdka, urocza. 
- hmmm - zerknął na gwiazdkę a potem przeniósł wzrok na mnie. 
- dlaczego Bill tak nagle zmienił zdanie ?
- hmm, - znów wydał dźwięk jakby się zamyślił -  on też jest istotą ludzką i też posiada serce. Może odkrył to zjawisko zbyt późno, ale lepsze to niż wcale. Wydaje mi się że jej choroba go ogarnęła. Nie chciał takiego obowiązku, nie chciał mieć dziecka, ale kochał cię nawet wtedy gdy nie byliście razem. Tęsknił. Pojawiłaś się znów w jego życiu dość niespodziewania, coś go ruszyło, nadal nie chciał obowiązku, ale... kiedy ona leżała w szpitalu dotarło do niego kim ona tak naprawdę jest. Zrozumiał. Dlatego to wszystko działo się tak szybko, ale tak naprawdę wszystko sobie przemyślał. Bill nie spał wiele nocy gdy cię zostawił, zastanawiał się co zrobić. Nie wybrał najlepszego rozwiązania, bo powinien zostać wtedy z tobą, ale nie wiń go, on trochę spanikował, Bill to dzieciak, jest tylko 10 minut młodszy a czasem mam wrażenie, że dzielą nas całe lata. To nie było najlepsze rozwiązanie, ale wtedy był przekonany, że tak będzie najlepiej dla was obojga. 
- dzięki Tom, naprawdę dziękuje, że ze mną o tym rozmawiasz - uśmiechnęłam się - myślisz że z tym ślubem to on serio ?
- Bian, on cie kocha. Sara wiele razy próbowała, ale po ostrym seksie kazał jej znikać i jej płacił. To wszystko - wzruszył ramionami, a potem spoważniał -  Kochasz go ?
- tak Tom, po tym wszystkim co przeszłam.... ja i mała, obie potrzebujemy miłości, domu i ciepła. Potrzebujemy, żeby ktoś się nami zajął, potrzebujemy Billa. 
- wiem, Bill będzie dobrym ojcem. To tu. - zatrzymał się pod wielką willą - twój nowy dom !
- ojejku, jest ogromy ! przecież ja się tu zgubie
- może nie - zaśmiał się - jakby co to narysuje ci mapę
- dzięki za podrzut i rozmowę, pa - cmoknęłam go w policzek i odjechał ku swojej nowej "dupie".
Weszłam do domu i się rozejrzałam, białe marmurowe podłogi, jasne beżowe ściany , obrazy , bardzo elegancko z tego co udało mi się zarejestrować posiada basen, ogród... no cóż Los Angeles. W środku był cały już urządzony. Bill nie zdążył rozpakować jeszcze kilku toreb, ale były pootwierane i przejrzane... jakby czegoś szukał. 
Poszłam do łazienki .., ogromnej.. i zrzuciłam z siebie ciuchy. Ciepła woda sprawiła że chciało mi się straszliwie spać, ale nie mogę ! Spałam w samolocie, a Bill biedactwo nie, nie mogę go tak zostawić. Wzięłam też jakieś ciuchy dla niego i kilka ubranek dla córki, nie wiem ile będzie musiała zostać w szpitalu. Choroba jest w remisji, miałam nadzieję, że już nigdy nie wróci. 
Zeszłam do garażu, który był na poziomie -1 i  zajmował całą szerokość domu, był naprawdę imponujący i ... wybiegł na mnie miły, przyjazny psiak. To zapewne jest słynny buldog angielski Billa,   Pumba.  Zaprzyjaźniliśmy się poprzez krótką, wspólną zabawę i dużo głaskania . Nie chciał mnie już potem opuścić i wpakował się dość uroczo i pokracznie do czerwonego ferrari Billa, które udało mi się otworzyć po wzięciu przypadkowego kluczyka z zamykanej skrzyneczki na ścianie. Chcąc nie chcąc piesek  pojechał ze mną do szpitala. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz