Siedziałam na podłodze oglądając fotografie w moim mieszkaniu w którym kiedyś mieszkałam z chłopakiem. Wracały emocje i wspomnienia. Przychodziło niebo i odpływała ziemia. Pytałam co mam zrobić, co pomoże mi. Dlaczego zawsze musze mieć takiego pecha ?
Potrzebny jest zabieg, bardzo kosztowny. Nie stać mnie, nawet gdybym brała milion nadgodzin i sprzedała wszystko co mam, nie będzie mnie stać na zabieg. Ukryłam twarz w dłonie i usłyszałam ciche westchnięcie.
- będzie ok - Ed starał się mnie pocieszyć
- nie stać mnie, chociaż gdybym może pogadała z rodzicami... mimo że się mnie wyparli .. może pomogą... ale z drugiej strony oni też ledwo wiążą koniec z końcem. Nie wezmę od nich. Boże Ed,... ona umrze !!! - wybuchłam płaczem..
Wiecie jak to jest ? Kiedy wasze dziecko., wasza miłość, wasze życie Umiera ...a ja będę musiała na to patrzeć. Białaczka to straszna choroba, w jednej chwili zabiera wszystko... wiarę... nadzieję.... ale nigdy nie odbierze miłości. Zawsze będę ją kochać. Maleńka ma dopiero pół roku , a już musi tak cierpieć. Zmieniłam jej pieluszkę, a Eddie zaczął chodzić po salonie i nad czymś intensywnie się zastanawiać.
- mam ! - wykrzyknął - zadzwoń do NIEGO.... - powiedział poważnie
- nie... - odruchowo się skuliłam - nie mogę... on mnie..nas nie chce... nawet jej nie widział !
- on ma kase, niech jej nie widzi jeśli nie chce, ale stać go na to, poza tym to do cholery jego dziecko. Nie masz wyboru. Zadzwoń
- pomyśle - poszłam do swojego pokoju, który dzieliłam z córka, usiadłam na podłodze. Dziewczynka zasnęła mi na rękach więc położyłam ją do łóżeczka a sama usiadłam, żeby na nią popatrzeć i w milczeniu czuwać nad jej spokojnym snem. Przez głowę przemykało mi tysiące myśli, tysiące za i przeciw, porównywałam różne opcje, ale nadal nie wiedziałam jak zdobyć pieniądze i odzyskać zdrowie jedynej osóbki na świecie, która bezgranicznie i bezwzględnie mnie kocha. Może ON jest jedyną szansą ?
W telefonie nie miałam jego numeru, po tym wszystkim ile wycierpiałam skasowałam go, bo wiedziałam, żę będzie męczyło mnie jego imię, wiedziałam że będę chciała się z nim skontaktować, ale nie mogłam, szacunek do siebie to podstawa. Pod dywanem znalazłam karteczkę i wybrałam numer. Z każdym sygnałem w słuchawce strach narastał coraz bardziej, co mu powiedzieć, jak poprosić, może się rozmyśle - już chciałam to zrobić, ale akurat odebrał połączenie, było już za późno.
- miałaś dzwonić tylko w śmiertelnych przypadkach - usłyszałam zimny głos... JEGO głos. Serce zabiło mocniej. Na chwile mnie zatkało, oczyma duszy widziałam jego twarz, te błyszczące w świetle dnia czekoladowe tęczówki, kiedyś byłabym w stanie za nie zabić - teraz to one mogły zabić mnie..
Szybko się opanowałam.
- Bill.. ja .
- zagrożenie życia ? - przerwał mi , był zły. Był cholernie zły, na mnie - na osobę, której powtarzał jak bardzo kocha, a w jeden chłodny wieczór po prostu przestał, przestał.
*** 2 lata temu ***
Wbiegałam po schodach do mojego, a właściwie od niedawna do naszego mieszkania, pędziłam żeby przekazać mojemu ukochanemu wspaniałą wiadomość. Będziemy mieli dziecko !
- Bill ! - zawołałam od progu - Bill gdzie jesteś ?
- Co się stało ?- Wyszedł z salonu z wesołą miną. - Czy ty biegłaś po schodach na 5 piętro zamiast poczekać na windę, wariatko ?
- Tak , musze coś ci powiedzieć, nie miałam czasu czekać - mówiłam podekscytowana,
- No dobrze, to kolacje zaproponuje później - uśmiechnął się - mów co się stało.
- Kochanie, jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko ....
W pokoju zapadła cisza, uśmiech zamarł mu na ustach, temperatura spadła chyba do 100 stopni poniżej zera. Bill stał jak porażony prądem. Patrzyłam jak urocze, ciepłe ogniki w jego oczach gasną a ich miejsce zajmuje lód.
- Wszystko w porządku ? - odważyłam się zapytać.
- W porządku ? - wybuchnął ? - W porządku ?! Czy to pewne ? Czy jesteś pewna, że jesteś w ciąży ?
- Tak - potwierdziłam, nie wiedziałam jak mam się zachować, co go tak zdenerwowało, o co właściwie chodzi. - Czy to coś zmienia ?
- Hahaha - zaśmiał się nerwowo - Tak Bianco, to zmienia wszystko. Prosiłem byś się zabezpieczała, prosiłem byś wzięła tabletki. Czy to wszystko było dla ciebie za trudne ? Nie potrafiłaś tego
zrozumieć ? A może zrobiłaś to dla pieniędzy ? No tak oczywiście, złapać chłopaka na dziecko, a reszta jakoś pójdzie !
- Bill - nie rozumiałam co się dzieje, nie rozumiałam potoku słów z jego ust, nie wierzyłam, że ktoś taki jak on może mówić takie rzeczy. - O co ci chodzi ? Nie cieszysz się, że będziemy mieli dziecko ?
- MY ? - krzyknął, a jego wyraz twarzy kazał mi cofnąć się parę kroków. - Nie ma już żadnych nas. Nie chce tego dziecka, dziewczyno, mam karierę, jestem młody - mam całe życie przed sobą.
- Ja też jestem młoda ! Też mam całe życie przed sobą ! Ale tak się stało, nie wiem co dalej - rozpłakałam się - Proszę, powiedz, że to nie koniec.
- Jest jedno wyjście, daj mi 15 minut - wziął bluze i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie wiedziałam dokąd poszedł i czy w ogóle wróci. Usiadłam na podłodze i podkuliłam kolana do siebie. Jak to możliwe, nie rozumiem co się stało, Bill, taka kochana, pogodna osoba w kilka sekund zmieniła się w potwora.
Wrócił, wpadł do mieszkania a na stół położył plik banknotów.
- Udało mi się trochę ochłonąć, tu - wskazał na banknoty - Są pieniądze na zabieg, załatw to w tym tygodniu i o wszystkim zapomnimy.
- Co ? - jeszcze nigdy nie czułam się tak pusta i bezbronna.
- Wiem, że to może być ciężkie dla ciebie, ale pomogę ci, pojedziemy tam razem, poradzimy sobie kochanie - przyłożył mi ciepłą dłoń do policzka, ale ja odwróciłam się plecami do niego, teraz mówi do mnie " kochanie " gdy chwile temu kazał mi zabić nasze dziecko...
- Nie mogę, o czym ty mówisz - wyszeptałam - to nasze dziecko, będzie częścią mnie i częścią ciebie, będzie owocem naszej miłości.
- Miłości ? Gdybyś mnie kochała nie zrobiłabyś mi tego - ruszył ku drzwiom - Odezwij się jutro, przemyśl całą swoją sytuacje. Wierze, że podejmiesz dobrą decyzje - z tymi słowami zostawił mnie samą, w zimnym i pustym bez niego pokoju.
Długo wtedy myślałam, o mnie , o Billu, o naszych wspólnie spędzonych chwilach. Bałam się, że już nigdy go nie zobacze, a ja nie umiałam na tamtą chwilę bez niego żyć.
Postanowiłam poradzić się ludzi, którzy kochali mnie bezgranicznie, a przynajmniej wtedy tak myślałam. Chwile po tym stałam już pod drzwiami rodzinnego domu. Niestety, rodzice zareagowali tak samo jak Bill. Mama krzyczała, że jestem za młoda, nie dam sobie rady, że jestem nieodpowiedzialna.
-Jak mogłaś być taka puszczalska, ludzie wezmą nas na języki, będziemy pośmiewiskiem. Jak mogłaś nam to zrobić - Lamentowała mama
Ojciec wypowiedział przez ten krótki czas pobytu u nich tylko kilka słów " Zawiodłem się na tobie" a potem " Nie jesteś już moją córką".
I tak o to zostałam sama na świecie i właśnie wtedy podjęłam tą decyzje. Wtedy wiedziałam, że bardzo skomplikuje mi to życie, ale nie wiedziałam, że bycie matką będzie najpiękniejszym uczuciem na świecie.
Bill pojawi się nazajutrz, zabrał swoje rzeczy, ale dobrodusznie w prezencie dla młodej, samotnej matki zostawił mi mieszkanie i zakaz kontaktowania się z nim pod groźbą nasłania na mnie prawników.
Nie było łatwo, oj nie było, ale wzięłam się w garść i dałam rade. Miałam dla kogo żyć. Obietnicy dotrzymałam, nie kontaktowałam się z Billem, a on nie szukał kontaktu ze mną. Nie widywałam go na ulicy, nie pojawiłam się na progu jego domu - chociaż tak bardzo tego pragnęłam. Tęskniłam za nim każdego dnia, kilka miesięcy przepłakałam, a potem odnalazłam szczęście w pięknych czekoladowych oczach mojej córki - jednej z wielu rzeczy, które odziedziczyła po tacie.
Nie złamałam danego mu słowa, aż do dziś....
*** Dziś ***
Wzięłam się w garść i odgoniłam zaprzątające moją głowę myśli.
- Bill.. nasze dziecko..
- twoje dziecko - znów wszedł mi w zdanie i mnie zalała fala bólu. Nie akceptował jej .. w ogóle .. nie chciał jej
- moje dziecko... jest chore na białaczkę - osoba po drugiej stronie zamarła - Potrzebuje pomocy - głos mi się łamał od płaczu... Bill był ostatnią deską ratunku, jak nie on to kto ?
- jak to ? - wydusił .. woo czyżby Bill się przejął ?
- przepraszam, ale nie mam gdzie szukać pomocy. Błagam - dla niej byłam w stanie nawet upaść na kolana albo podciąć sobie żyły gdyby tylko mogło pomóc.
- przyjedź do mnie jutro ... - powiedział po chwili namysłu - pogadamy
- dziękuje - wyszeptałam i się rozłączył.
Udało się, może uda się jej pomoc. Nie powinnam cieszyć się zawczasu, jeszcze nie wiem czy on się zgodzi . Kiedy się o niej dowiedział dał gotówkę na aborcje. Może gdybym to zrobiła nadal mieszkalibyśmy razem, może wzielibyśmy ślub, ale nie potrafiłam, nie mogłam zabić własnego dziecka. Początkowo myślałam że to dobry pomysł, w końcu byłam młoda. Dziecko by wszystko zniszczyło, a ja chciałam się uczyć, ale gdy poszłam do lekarza i usłyszałam bicie serduszka mojego dziecka, nie mogłam jej zabić, miałam nadzieje że Bill gdy zobaczy zdjęcia z USG zmieni zdanie, nawet nie chciał na nie patrzeć a gdy ją urodziłam pokazał mi drzwi. Wyprowadził się i tyle go widziałam. Nigdy nie widział małej, nie wie jak ma na imie ani nawet jakiej jest płci.
Przyszedł Eddie... tak wiele mu zawdzięczam. Pojawił się w moim życiu by nieść pomoc a potem już w nim został... usiadł obok
- i jak ? udało się?
- Nie wiem, jutro mam do niego pójść... nie mam pojęcia jak zareaguje... idę się wykapać. Popatrz na nią - wyszłam z pokoju... Potrzebowałam teraz chwili ciszy by pomyśleć.
Chłodna woda jak zwykle przynosiła ukojenie. Moglabym stać pod prysznicem cale życie, ale musiałam wrócić do Lary.
Gdy wyszłąm z łazienki Eda już nie było. Poszedł do pracy.
Pracuje w klubie nocnym... i pomaga mi we wszystkim. Na pół płacimy rachunki, na pół kupujemy jedzenie, z kimś jest o wiele łatwiej. Kiedyś myślałam, że zamieszkał w domu samotnej matki, ale znalazłam ogłoszenie o firmie, która zatrudnia ludzi któży będą korepetycje młodszym dzieciom przez internet. Idealna praca dla mnie, więc przez prawie cały okres ciąży właśnie tak pracowałam. Nie ukrywam, że pieniądze od Billa też wspomogły mnie finansowo - co prawda nie tak jak on by sobie tego życzył, ale zostawił mi wtedy 15 tysięcy, a w dzień gdy przyszedł się spakować powiedział, że mimo wszystko są moje. Eddie odkładał cześć pensji i napiwki a ja prawie całą do wspólnego słoika. Teraz pracuje tylko Eddie, a ja dostaje od firmy 70% wynagrodzenia za urlop macierzyński.
Poszłam spać, oczywiście w nocy było wstawanie na karmienie. Ze strachem zauważyłam że pojawiają się nowe siniaki na rączkach Lary. Byle by tylko nie trzeba było długo czekać na operacje.
Rano byłam cała w nerwach. Bałam się tego spotknia. Kochałam go nadal, te dni rozłąki niczego nie zmieniły, wciąż za nim tęskniłam, każdego dnia błagałam Boga by się odezwał, by chciał poznać Larę, ale na próżno.
Gdy zakładałam buty Eddie podał mi Larę.
- no Larka, dzisiaj poznasz tatusia - robił głupie miny, a ona się śmiała- pamiętaj żeby zrobić na nim dobre wrażenie ... Powodzenia - powiedział i wyszłyśmy.
Podjechałam Taxi pod dom Billa, a mianowicie wielką ville i ze ściśniętym gardłem zapukałam....
Drzwi się otworzyły...