poniedziałek, 30 marca 2015

6. 1000 Sternen ziehn, vorbei...

Obudziłam się obolała, w głowie wciąż miałam straszliwe wydarzenia z poprzedniej nocy. Eddie był chyba naćpany  i chciał iść ze mną do łóżka, kiedy się nie zgodziłam to mnie uderzył i bił mnie raz po raz, próbowałam się bronić, ale jestem tylko słabą kobietą ... krzyczał, wyzywał i popychał. W sekundę z uroczego chłopaka stał się potworem. 
Zamknęłam się w sypialni na klucz, długo walił w drzwi i obudził Larę, ale potem wszystko ucichło. 
On nigdy nie był taki nachalny, a tym bardziej nigdy nie podniósł na mnie ręki. Musiał coś wziąć. W nocy co chwila zapadałam w półsen to się budziłam. W całym domu czuć było napięcie, jakby coś miało się zaraz wydarzyć, cisza przed burzą i nie myliłam się. Usłyszałam trzask rozbijanego szkła a potem zobaczyłam jak Eddie próbuje się dostać do mojej sypialni z balkonu przez okno. Złapałam Larę i skuliłam się przy ścianie. Co mu jest ? Zachowuje się tak jak nie on. Co mam robić ?
Wyszedł na balkon w salonie i próbował się z niego dostać do mojej sypialni.
 Jego łokieć zbił w końcu szybę... wszędzie poleciały kawałki szkła, ręką otworzył sobie okno od środka. Wpadłam na pewien pomysł. Poczekałam aż znajdzie się w pokoju i rzuciłam się do drzwi, wybiegłam na korytarz zamykając je na klucz. Może było mu łatwo wejść  przez balkon, ale wyjść z powrotem  będzie trudniej. Zaczął walić w drzwi, gdy zorientował się że został uwięziony w środku. Złapałam telefon. Miałam mało czasu. Wykręciłam pierwszy numer na jaki trafiłam rozedrganym palcem z kontaktów... sygnał odebrał Tom ??
- mój brat nie chce z tobą rozmawiać, sorry ! - No tak, dziwnym trafem pierwszy numer z kontaktów zaczyna się B  jak Bill. 
- Tom ... błagam cię ratuj - wypłakałam do słuchawki i się potknęłam i ręką amortyzując upadek Lary upadłam, telefon wypadł mi z rąk... Musiałam uderzyć o coś głową bo  przed oczami zrobiło mi się ciemno, bolała mnie głowa. Wiedziałam, że najpierw powinnam ochronić dziecko, leżąc przytuliłam ją do siebie oplatając rękami i nogami... Słyszałam jak Eddie w pokoju próbuje wywarzyć drzwi, słyszałam jego krzyk i szarpanie się z oknem. Jeżeli ktoś za chwile mi nie pomoże ten potwór nas pozabija. 





*
Wstałam dopiero gdy Tom pomógł mi się podnieść. Nie wiem ile czasu spędziłyśmy leżąc z malutką na podłodze. Nic nie może opisać strachu jaki czułam w tamtym momencie. Eddie nadal walił w drzwi jak opętany.
- wyjdź i wsiadaj do naszego auta - rzucił Tom lekko pchając mnie w kierunku wyjścia. 
Wyszłam.. przed kamienicą stał Bill we własnej osobie i palił szluga. Rzucił na mnie okiem z wyższością, ale nic nie mówił... niefortunną ciszę przerwał płacz Lary. Bill gwałtownie odwrócił się w naszą stronę i zatrzymał na niej wzrok. 
- co jej jest ? - spytał podchodząc do nas.
- mógłbyś przy niej nie palić - zrobiłam mu wyrzut
- tak, jasne przepraszam - zdeptał peta
- pół nocy nie spała, bo Eddie wariował
- kochany... - powiedział z cwanym uśmieszkiem
- o co ci chodzi ! nie wiem co mu jest ! - zdenerwowałam się - nie masz prawa go osądzać. Pomógł mi, nie zostawił na lodzie z małym dzieckiem ! - zaczęłam podnosić głos. 
- uspokój się, ok - krzyknął, a ja po dzisiejszej nocy bałam się każdego szmeru, skuliłam się tuląc córeczkę do siebie. Jego twarz złagodniała.
- przepraszam, siadajcie do audi, bo wam zimno - usiadłam z małą na kolanach na tylnym siedzeniu. Bill miał racje była zziębnięta. Po chwili mężczyzna dosiadł się do nas na tyły i pogłaskał dziecko po buzi, Lara jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki się rozpogodziła. To piękne jak dzieci potrafią zjednać sobie dorosłych i w chwilę obrócić ich wokół palca.
- zostań z nią, a ja pójdę po kocyk i smoczek - posadziłam mu ją na kolanach... był jakby tym zafascynowany, jakby trzymał ją pierwszy raz w życiu, a ona nie była mu dłużna. W efekcie nawzajem podziwiali swoje jakże identyczne czekoladowe tęczówki. 

*

W domu panował wielki chaos. Eddie wrzeszczał na Toma, a Tom próbował go uspokoić. Ominęłam ich nie przystając. Miałam dość tego wszystkiego. Wzięłam kilka rzeczy mojej córki i kilka swoich dupereli i razem z Tomem opuściliśmy mieszkanie.
- Tom, nie wiem jak ci dziękować.
- nie ma sprawy. Jakby nie patrzeć, jesteśmy rodziną - przytulił mnie, a ja przez chwilę naprawdę poczułam się jakbym miała ciepły dom i kochającą rodzinę.
- ok, możemy ruszać -powiedział Bill gdy wpakowaliśmy się do białego audi Q8. Tom siedział za kierownicą, a Bill z tyłu ze mną i z Larą. Otuliłam ją kocykiem i zobaczyłam na jej rączce świeżego siniaka. Zbladłam, one pojawiały się coraz częściej.
- będzie dobrze, za 2 dni zabieg - Bill złapał mnie za rękę by dodać mi otuchy.
To nie pomogło. Co jak zabieg się nie powiedzie. Mam 2 dni na pożegnanie się z córką... i może też z Billem. Tylko 2 dni... najgorsze w moim życiu.. - do tego czasu zamieszkasz u mnie - dodał. Do tego czasu.. 2 dni .. - potem jedziemy do LA. Wyprowadzamy się - zatkało mnie i to porządnie. Bill jedzie na drugi koniec świata ? Po to żeby tam mieszkać... żeby już nie wrócić...












niedziela, 29 marca 2015

5. Nach 1000 dunkle Jahre ohne Zeit

 Nie byłam narazie w stanie mu odpowiedzieć. Nie wiem czy chciałam z nim być, nie kochałam go,  ale z drugiej strony tak będzie lepiej dla Lary. Moja mała kruszynka potrzebuje ojca, jeśli biologiczny się jej wypiera to może powinnam wziąć pod uwagę kogoś innego. Eddie był moim najlepszym przyjacielem, zawsze mogłam na niego liczyć, moja córka go lubiła i akceptowała, bez problemu zostawała z nim w domu, albo dawała się wziąć na ręce. Tylko co z Billem ? Tym martwiłam się najbardziej. Mimo że zachował się jak dupek, ja wciąż miałam nadzieję, wciąż cholernie czekałam.


Wir ham' uns totgeliebt Es bringt mich um.

Kochaliśmy się na zabój
i to mnie zabija.





Rozważania na temat związków przerwał mi Eddie, który  właśnie wrócił do domu i robi mi śniadanie.
- Połóż się spać, jesteś zmęczony - stanęłam za nim. 
- Już, zaraz, smacznego - podał mi talerz, uśmiechnął się i zniknął. Kochany. Posadziłam sobie Larę na kolanach i zabrałam się za jedzenie.

*
Stał na balkonie ze szklanką szkockiej w dłoni i kończył papierosa.
Lara... była śliczna. Nie rozumiał dlaczego wtedy zachował się jak skończony dupek, zasrany Gówniarz i ją zostawił. Nie chciał do niej wracać, bynajmniej tak sobie wmawiał, jest już dorosłym mężczyzną, może pora na zakończenie klubowego życia i  czas się ustatkować. Na razie Lara musi wyzdrowieć. Nie żałował że zgłosił się na dawce. Jeżeli tylko tak można jej pomóc. Już raz ofiarował jej życie i potem chciał zabić.... wtedy myślał tylko o aborcji. Teraz może temu zadośćuczynić. Wtedy na chodniku gdy zabrał ją Eddiemu z wózka nie rozumiał uczuć jakie wzbudził w nim jej uśmiech. Teraz już wie,  pokochał ją... całym sercem kiedy pierwszy raz ją zobaczył, i te jej śliczne tęczówki i uśmiech . Jest drugą kobietą w jego życiu, którą bezgranicznie kocha. Pierwszą była oczywiście Bian... właśnie była.

*
Weszłam do sypialni żeby otworzyć okno. Lubiłam gdy w dzień się wietrzy, a w nocy jest świeże powietrze. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu.. wszędzie były płatki róż i świece.
 Po środku tego wszystkiego stał .... Eddie. Tak bardzo chciałam zobaczyć tam Billa, ale on już nie wróci, nie chciał już mnie. Nie było na co czekać. To jest ten moment , w którym powinnam zgodzić się na wszystko...
- Bianko, zależy mi na tobie.. cholernie. Już cię o to prosiłem, ale zrobię to jeszcze raz. Proszę spróbujmy, dajmy sobie szanse, nie proszę o wiele, wiem że wciąż tęsknisz, ale dajmy temu szanse i zobaczmy jak się potoczy. - prosił, a ja nie mogłam już dłużej się opierać. 
- Dobrze - odpowiedziałam, nic mi nie stało teraz na przeszkodzie żebym mogła być z Eddiem. Pocałował mnie delikatnie w usta... Bill... skarciłam się w myślach że nawet w takich momentach o nim myślę. On to przeszłość. Nie istnieje... nasz pocałunek przerwał płacz malutkiej, jakby podświadomie czuła jakie targają mną emocje, jakby chciała uwolnić mnie z tej niezręcznej sytuacji. Właśnie zgadzałam się na związek z mężczyzną do, którego czułam tylko przyjaźń. Wzięłam ją na ręce, wszystko wydawało mi się teraz takie sztuczne. Ed awansował na jej ojca ? Ojczyma ? Kim dla niej teraz będzie ? . Czemu ? sama nie rozumiałam, ale teraz nie było sensu się zastanawiać. Koniec z rozmyślaniem, pora brać się do roboty . Posadziłam malutką razem z misiem do wózka i wyszłam na dwór.

Poszłam do parku, często tam chodziłyśmy, Lara przyglądała się ptakom i dzieciom bawiącym się w berka. Usiadłam na ławce a wózek postawiłam obok. Podałam jej chrupka kukurydzianego i odebrałam telefon, który właśnie zawibrował. 
- tak ? - spytałam
- hejo- usłyszałam optymistyczny głos Billa. Uśmiechnęłam się w duchu, a zaraz potem skarciłam. Teraz jestem już w związku. Tylko problem polega na tym, że nie potrafię nie ucieszyć się słysząc właśnie ten głos -  bo tylko ten jeden jedyny głos chciałabym słyszeć już zawsze. - Co robicie ?
- jesteśmy w parku i oglądamy wrony - poprawiłam dziecku kocyk bo robiło się chłodno. 
- ciekawe zajęcie, mógłbym z wami ?
- jasne, mała na pewno się ucieszy 
- a ty ? - zbił mnie z patyku, wiedział o czym myślę- dobra sorki .. musimy porozmawiać
- ok, jestem na ławce obok fontanny - znów go zobaczę, prawie fruwałam z radości. 
- będę za 10 min

Musimy porozmawiać o co mu chodzi.. czyżby Bill już się rozmyślił..nieee.. nie możliwe

  * 
10 min później

*

- cześć - posłał mi promienny uśmiech o.o dobry nastrój - siema - ukucnął przy wózku i przywitał się z Larą, która brutalnie wręcz zaborczo domagała się by wziął ją na ręce - Mogę ? - spytał
- jasne - odparłam- nie powinieneś nawet pytać - dodałam cicho gdy posadził ją na swoich kolanach
- a pro po ... Eddie to twój dobry znajomy, prawda ?- pocałował Lare w czółko.  Oh, pocałował ją w CZÓŁKO ! to była najpiękniejsza i najbardziej urocza rzecz jaką mogłam dziś zobaczyć. Bill Kaulitz całuje córkę w czółko. 
- no, teraz już nie zupełnie - odparłam, kurcze robiło się niezręcznie. Było mi wstyd, cholera na prawde było mi wstyd przed Billem, że zgodziłam się na związek z Eddiem, na związek bez miłości, ale Bill najwyraźniej tego nie wiedział ( no bo skąd miał wiedzieć) bo  spuścił wzrok a potem zacisnął dłonie w pięści.
- co masz na myśli ? - spytał
-no, jesteśmy razem- te słowa ledwo przeszły mi przez gardło, cud że się nimi nie udławiłam. To cholernie trudne powiedzieć facetowi, którego się kocha i ma się zalążek nadziej na związek z nim o innym facecie, z którym jestem. Jestem popierdolona. 
- super, to powodzenia... szczęścia życzę - mówił sarkastycznie i o dziwo wściekle ? Czyżby wielka supergwiazda była zazdrosna ? 
- o co ci chodzi ! przecież masz Sarę ! - nie pozwolę mu na wpędzanie mnie w poczucie winy, mimo to sama zastanawiałam się na co właściwie liczyłam godząc się na ten porąbany związek z Eddiem. 
- tak, mam Sarę i muszę już lecieć, na razie... - oddał mi Lare i poszedł sobie
Nie rozmyślałam nad tym. Prawdęmówiąc jego humorki mało mnie obchodziły. Chciałam tylko żeby pomógł Larze. Potem na pewno znowu zniknie, więc musze przetrwać kolejne fale bólu i żyć dalej.
Wróciłam do domu. Eddie już czekał z obiadem. Pocałował mnie na przywitanie i wziął ode mnie śpiące maleństwo. Próbowałam dodzwonić się do Billa, ale nie odbierał. Za niecały tydzień zabieg. Mam nadzieję że się nie rozmyśli.
- mała już w łóżeczku - wrócił Eddie
- super
- pójdziesz ze mną do łóżka ? - spytał nagle całkiem serio
- co ?- zachłysnęłam się sokiem pomarańczowym
- nie udawaj że nie słyszysz, spytałam czy się ze mną prześpisz - naciskał... - i całe marzenia o udawanym związku i pięknym życiu razem szlag trafił...



Jes­teśmy taką samą szmatą,
z tą różnicą, że..
przy zapłacie dziw­ka nie czu­je się wykorzystana. 

piątek, 27 marca 2015

4.Wir mussen nur doch 1000 Meere weit

Gdy wróciłam Edda nie było w domu. Był w pracy, postanowiłam posprzątać nasze mieszkanie. Wytarłąm kurze, odkurzyłam, Larze włączyłąm bajkę żeby choć na chwilę się czymś zajęła, ale nie chciała, była bardzo marudna. 
- Nie płacz kochanie, bo mama też się zaraz rozpłącze - wzięłam ją na ręce a ona się do mnie przytuliła, byłą bardzo zmęczona, więc z westchnieniem odłożyłam sprzątanie i poszłyśmy do łazienki wykąpać bobasa. Lara nie miała nawet dziś ochoty siedzieć długo w wannie i bawić się swoimi ulubionymi piszczącymi zabawkami, była tak zmęczona, że bardzo szybko po karmieniu udało mi się położyć ją spać. 
 Gdy zeszłam na dół, akurat dzwonił telefon, przez chwile myślałam że to Bill dzwoni z przeprosinami i nie miałam ochoty nawet tam podchodzić, ale muzyczka za chwilę zbudziła by malutką więc podniosłam słuchawkę. Dzwonił do mnie lekarz że musze podpisać jakieś dokumenty i dawca tudzież biologiczny ojciec dziecka też... chcąc nie chcąc bo było mi przykro po tym incydencie w kawiarni gdzie zachował się bardzo źle, napisałam Billowi SMS.. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź, odpisał w kilka sekund że przyjedzie. 

*

- oo jest pani - lekarz miło się uśmiechnął - tu proszę podpisać. Podał mi kartkę, przełożyłam Larę do drugiej ręki i podpisałam dokument. Rozejrzałam się, Bill się spóźnił? Czy może nie przyjdzie?  Przeraziłam się, a co jeśli zrezygnował.  Jeśli to wszystko go przerosło, jeśli zadzwonili z wytwórni, że ma natychmiast stawić się w studio.
- jestem - odetchnęłam z ulgą gdy usłyszałam jego głos. - Przepraszam za spóźnienie. - Zdyszany wbiegł na korytarz,  lekarz podał mu kartkę którą Bill bez zastanowienia podpisał i wyszliśmy razem.
- przepraszam Cię  za wczoraj- powiedział cicho - nie mój interes, możesz sypiać z kim chcesz.
- Bill - wzięłam  wdech - to że ty sypiasz z kim popadnie nie znaczy że ja też taka jestem
- co ?
- nie spałam z nim. Nigdy
- odwiozę cię - otworzył drzwi od q8 i zakończył temat. Lara dziwnie cicho przyglądała się samochodom i widokom  za oknem, była tak spokojna że bałam się jej zaczepiać, żeby nie zburzyć jej zaciekawionego wzroku i spokoju.
- jak tam Sara ? - nie wytrzymałam i po chwili ciszy go o nią spytałam, bolało mnie to że są razem, że ona ma coś co ja chciałabym mieć, a nie mogę.
- nie mieszka już ze mną - odpowiedział tylko. 
- mieszkaliście razem na stałe prawda ?? - ciągnęłam temat.
- Bianko, jesteśmy dorośli - uciął temat.
- wejdziesz ? - spytałam cicho, proponując mu gościnę
- nie mogę, muszę pogadać z Jostem o innym terminie wywiadu - no tak, przecież Bill miał też pracę.
- ok, dziękuje ... za wszystko - cmoknęłam go w policzek, a on połaskotał Larę po brzuszku i wyszłam z auta. ..
Stał jeszcze chwili i patrzył jak znikam za rogiem..

*

- Denerwujesz się - podsumował Eddie, kiedy zbiłam kolejną filiżankę w tym tygodniu - będzie ok, mamy kasę, mamy dawce...
- tak, ale głupio tak tyle kasy brać - nie do końca czułam się dobrze z tym, że brałam, porzyczyłam tyle pieniędzy od kogokolwiek, nawet jeśli był to człowiek w jakimś stopniu z Larą związany.
- przestań, to bogaty dupek ! - przytulił mnie a ja ufnie wtuliłam głowę w jego tors. - zależy mi na tobie, księżniczko - posadził mnie na blacie kuchennym i patrzył w oczy. W tym momencie Lara zaczęła domagać się karmienia. Nakarmiłam ją i zobaczyłam jak Eddie się zbiera. Nie miałam już dzisiaj nic do roboty, Lara była wykąpana i spała spokojnie w swoim łóżeczku więc ja też poszłam spać.

W nocy męczył mnie uciążliwy koszmar.... widziałam jak Bill umiera rozszarpywany przez niewidzialną siłę ciemności. Obudziłam się zlana potem i chwyciłam za telefon.
- co jest do cholery ! - usłyszałam jego zaspany, wkurzony głos. Ulga... opowiedziałam mu o snie.
- teraz ci lepiej ? to idź do łóżka, bo zaraz twój kochaś wraca.
- to nie jest mój kochaś ! - zaprzeczyłam - Bill, w życiu kochałam tylko jedną osobę... ona mnie zostawiła. 
- bo cholernie tę osobę uszczęśliwiłaś ! - zdenerwował się. 
- Bill... to nie tylko moja wina, trzeba było założyć gumkę
- założyłem ! pękła 
- to nie trzeba było aż tak pchać !
- ale ty tak najbardziej lubisz - mruknął zadziornie
- hehe, lepiej idź do łazienki sobie ulżyj - dokuczyłam mu
- a żebyś wiedziała że musze. Sary dawno nie było i nie miał mi kto pomóc - stęknął
- oj ty biedactwo
- może mi pomożesz ?
- niby jak ?
- włącz Skype i rozbierz się dla mnie
- Bill, nie jestem tanią dziwką ! - rozłączyłam się naburmuszona.. ja się tu o niego martwie a ten z takimi tekstami..

*
Kiedy ponownie otworzyłam oczy Eddie krzątał się po kuchni i mówił coś do Lary. Nie zauważyłam kiedy zabrał ją z łóżeczka. Miałam wiec chwile dla siebie i rozmyślanie o moim dziecku i o Billu, wciaż czekałam i żyłam nadzieją że jednak zechce z nami być,  że spróbujemy jeszcze raz. Tak cholernie za nim tęskniłam. Ubrałam się, umyłam i poszłam ją karmić.

- co byś powiedziała na wakacje - zaczął temat Edd
- słucham ? - nie wierze, Lara jest poważnie chora a on beztrosko mówi o wakacjach. 
- no oczywiście po tych wszystkich zabiegach. Zrelaksujemy się, odpoczniemy.
- nie odpowiem ci teraz, bo nie mam pojęcia jak się wszystko potoczy. - powiedziałam szczerze. 
- Byłaś z nim szczęśliwa ? - spytał nagle, nie trudno było się domyśleć że pyta o Billa.
- tak - powiedziałam szczerze - kochałam go.
- teraz też go kochasz ?
- Eddie... on...ok zachował się jak dzieciak, ale.. tak kocham go nadal. - wolałam nie dawać Eddiemu fałszywych nadziei.
- a on ciebie nie... prawda ? - zabolało. Dlaczego o to pyta, nigdy nie rozmawialiśmy na temat Billa, bo wiedział że to sprawia mi  ból. 
- To nie czas na takie rozmowy. O co ci w ogóle chodzi ?
- nie pomyślałaś o tym żeby być razem ?? Bianko zależy mi ta tobie, nie chce już dłużej czekać.
- Eddie .. co ? - zatkało mnie. Mój przyjaciel był mi bliski, ale czy aż tak bliski. Nie wiem czy chce z nim być.  Lara go lubi i pomaga nam. Jest miły i sympatyczny... chyba nie ma na co czekać...ale.. - no włąśnie zawsze jest to ale, moje serce wciąż czeka .... na kogoś zupełnie innego,  
- kocham Cie Bianko, ciebie i Larę.. proszę... bądź ze mną, pozwól mi się wami opiekować. 

poniedziałek, 23 marca 2015

3.Wir müssen nur noch tausend Meere weit

Wróciłam do domu i zadzwoniłam do lekarza , z którym z powodu stanu córki byłam na łączach 24 na dobę, uzgodniliśmy wszystkie szczegóły. Zabieg miał odbyć się wcześniej.. za 8 dni. Cuda się zdarzają, może Bill nie jest aż takim chamem, może ma serce a nie pustą dziurę, jak kiedyś myślałam. 
- super -  cieszył się Eddie - mówiłem że wszystko się ułoży, widzisz maluchu - pogłaskał dziewczynkę po główce... Kolega słuchał mnie z zaciekawieniem, gdy opowiadałam o Billu i jego nowej " dziewczynie" i o tym jak zgodził się sfinansować zabieg. Co chwila wtrącał jakieś "ah" albo " o kurcze" i pozwalał mi się wygadać. 
- Weź ją na spacer, a ja zrobię kolację.- zaproponowałam. Potrzebowałąm chwili dla siebie, udawałąm twardą, ale skłamałabym gdybym powiedziała, że to wszystko mnie nie ruszyło. 
- okej - poprawił jej czapeczkę i poszli. W Eddim uwielbiałąm to, że nie pytał, nawet jeśli coś wydawało mu się dziwne i bezsensowne zawsze starał się mnie zrozumieć i doradzić, zawsze był po mojej stronie. Tak było i tym razem, na pewno domyślił się, że po tej wizycie jestem nie w humorze i pozwolił mi pobyć samej. 
Położyłam się na moment na kanapie i pozwoliłam łzom płynąć, cały ten czas starałam się być silna, nie pokazywać przy nikim jak bardzo ta sytuacja z rozstaniem z Billem jest dla mnie trudna, nikomu nie pokazywałam, a wieczorem walczyłam o spokojny sen, potem gdy spadła na nas choroba Lary wszystko znowu mnie przytłoczyło, ale wiedziałam, że musze być silna dla córki. Nikomu nie mogłam pokazać, jak bardzo cierpię a szczególnie mojemu choremu dziecku. Cierpieć w ukryciu - taka rola matki. 
No Bianka, weź się w garść, wstałam z kanapy, poprawiłam koszulkę, związałam włosy w kucy, dałam uśmiech na twarz i jazda !
Umyłam warzywa podśpiewując, może wszystko się ułoży, może Bill nam pomoże, może będzie chciał bym jej ojcem... Może będziemy rodziną, wiedziałam, że nie powinnam wybiegać tak daleko w przyszłość. Bill dał mi do zrozumienia, że nas nie chce. Larę jeśli przeszczep się powiedzie czeka tu długa rehabilitacja i powrót do zdrowia, a Bill żyje chwilą, jeździ na koncerty po całym świecie, nie możliwe jest żebym utrzymała go w domu, byłby nieszczęśliwy. Wolny duch zamknięty w klatce to martwy duch

* U Billa *

Szedł ulicą tuż przy barze, miał ochotę na jednego, ale po ilości osób które tam zobaczył jednak zrezygnował. Odwrócił się z zamiarem powrotu do domu, sam może zrobić sobie drinka  i nagle ujrzał chłopaka trzymającego znane mu dziecko... Miał prawie stuprocentową pewność ze już poznał to dziecko. Już gdzieś widział tą dziewczynkę. Tylko gdzie ? Czyżby to byłą ona ? Nie, to niemożliwe, nie widywali się na ulicy od 2 lat i nagle po spotkaniu z Biancą zobaczył by jej dziecko na ulicy. Niemożliwe, a jednak coś przyciągało go do tego dziecka, jakaś dziwna, bliżej niezidentyfikowana, tajna siła. Dziewczynka najwyraźniej nudziła się w wózku bo wierciła się , złościła i próbowała uwolnić. 
- Lara ... uspokój się ... pomożemy tamtej pani - gdy usłyszał to imię to już wiedział. To naprawdę była córeczka Bianki. Podszedł bliżej. Dziewczynka, co bardzo dziwne od razu  go poznała, jakby doskonale wiedziała kim dla niej jest, jakby i ją ciągnęła do niego jakaś niezidentyfikowana siła. Lara wesoło wyciągnęła do niego rączki. Miał dziwne uczucie, maleńka wręcz władczo chciała zwrócić na siebie jego uwagę.  Zrobiło mu się jakby ciepło na sercu. Małą śliczna ( bo podobna do matki) dziewczynka uporczywie starała się by do niej podszedł. 
- Lara... - szepnął cicho i podszedł bliżej i z uśmiechem ukucnął przy wózku.
- mała uspokój się - powiedział Ed do dziecka i nie zauważając Billa, wziął zakupy starszej pani.
Wtedy dziewczynka się rozpłakała, ale Eddie nawet tego nie zauważył .
- kiepska niańka z niego, co nie ? - zaśmiał się Bill do dziewczynki ,a ona się uśmiechnęła i w tym momencie nie wytrzymał i wziął ją na ręce z wózka. Obrócił ją dookoła i zaczęła się słodko śmiać, podobał mu się ten dźwięk. Brzmiał jak tysiące małych melodyjnych dzwoneczków, nigdy nie słyszał czegoś tak niesamowitego, dźwięk hipnotyzował, przywoływał na myśl wspaniałe chwile, piękno, uczucie ulgi, ciepło... to wszystko zawarte w jednym wesołym uśmiechu, uśmiechu dziecka, które wcale nie było mu obce.  Jej rączka powędrowała do jego rozpuszczonych włosów. Pochylił głowę i bawił się z nią chwilę, potem chciał wsadzić ją z powrotem do wózka i oddać ją Eddiemu, ale on zniknął. Bill stał sam na środku chodnika z małym dzieckiem na rękach i dziwnym uczuciem w sercu, a potem nagle uświadomił sobie, że Bian ( nieświadomie skrócił jej imię, tak jak zwracał się do niej kiedyś ) będzie się bardzo martwiła, Musi oddać dziecko matce a przy okazji znów ją zobaczyć. 

* U Bianki *

Sprzątnęłam mieszkanie, zrobiłam szybką zupę dla małej,  niedługo powinien już wrócić Eddie z Larą...  W tej właśnie chwili  usłyszałam jak drzwi się otwierają. Po chwili widziałam jak Eddie gramoli się do środka. Pobiegłam po córkę, ale wózek był pusty. Zamurowało mnie, stanęłam jak wryta. Gzie moja córeńka ?! 
Ogarnęła mnie panika.
- gdzie moje dziecko !!! - zaczęłam wrzeszczeć i bić Eda - coś ty jej zrobił !! ? Porwałeś ją ! Uprowadziłeś ! - Prawdopodobnie plotłam bzdury, ale wtedy nie mogłam myśleć racjonalnie. 
- jeju ! była tutaj, nawet jej nie wyjmowałem z wózka - paplał w stresie...-  na policje !
W tym momencie rozdzwonił się mój telefon .. spojrzałam na wyświetlacz, dzwonił Bill. Od tak dawna nie było mi dane usłyszeć muzyczki Screamin, która była zarezerwowana tylko dla niego, ale teraz nie było czasu na rozklejanie się. 
- Bill, mam problem, nie mogę rozmawiać - rzuciłam na jednym tchu
- ok, ale chciałem tylko powiedzieć że mała jest ze mną - odetchnęłam z ulgą. Ale zaraz, jak to z nim? 
- dzięki Bogu, nic jej nie jest ? Dlaczego jest z tobą ?
- spokojnie mamuśka, strasznie nakręcona jesteś. Przywiozę ci ją, umówisz się dzisiaj ze mną, chciałbym porozmawiać o zabiegu... podjedziemy po ciebie z Larą, co ty na to ?
- ok, przyjedź, przywieź mi ją błagam uważaj.
- spokojnie - zaśmiał się - do zobaczenia

- Bill ją ma - spojrzałam na Edda - masz szczęście inaczej byś nie żył - pokazałam mu środkowy palec
- kimże do cholery jest Bill ? - no tak, Ed nie miał pojęcia jak ma na imię ojciec Lary, nigdy o nim nie rozmawialiśmy bo było to zbyt bolesne, Ed miał go za bogatego dupka, który nie umie zająć się swoją kobietą i robi takie rzeczy.

Usłyszeliśmy dzwonek i poszłam otworzyć, szybki jest... zawsze taki był
- moja córeńka - przytuliłam małą do siebie i pocałowałam w główkę
- to pojedziesz ze mną ? - spytał poważnie
- no jasne - odpowiedziałam już spokojna, wyszliśmy. Wzięłam z mojego mocno spracowanego  audi z drugiej ręki fotelik i Bill włożył go w swoje q8
- dokąd chciałabyś pojechać ? - dał mi wolną rękę. 
- na prawde nie wiem. Nie mam czasu ani pieniędzy żeby bywać w jakiś restauracjach. Odkąd pamiętam wszystkie moje fundusze szły na utrzymanie mieszkania za które płacę na pół z Eddiem, na jedzenie  i na dziecko, dla mnie już nie wystarczało
- w takim razie zdaj się na mnie - uśmiechnął się tajemniczo.

La Palma. To tutaj przychodziliśmy kiedy byliśmy razem. To była nasza ulubiona restauracja.. tyle wspomnień, aż się łza kręci w oku. 
- tak dawno tu nie byłam - jęknęłam otwierając usta ze zdziwienia.
- hehe, masz farta - zamówiliśmy stolik przy oknie. Wyjęłam małą z fotelika i posadziłam sobie na kolanach.
- Zgubił cię co .. biedna - mówiłam do niej podając jej smoczek. 
- chyba pora na zmianę niańki - wtrącił cwaniacko Bill
- ale cham prawda ? - spojrzałam na małą. Dziewczynka nic nie rozumiejąc z zaciekawieniem przyglądała się karcie Menu. 
- nie chce go wywalić. Pewnie jest dobry w łóżku - puścił do niej oczko i zaczęła się śmiać.
- zwariowałeś ! - oburzyłam się
- bzykną cię już ? - spytał chamsko
- słucham ?? Bill o co ci chodzi ?? - to szło w bardzo złym kierunku. 
- pytam czy dałaś mu dupy ... - naciskał, a ja miałam łzy w oczach.
- przegiąłeś .. - wstałam, zabrałam małą i wyszłam...

piątek, 6 marca 2015

2. Du brichst die Kälte, wenn du sprichst

 W progu stała blondynka w koszulce Billa. Momentalnie poczułam ból, jego nowa dziewczyna. Kiedyś to ja bez ceregieli kradłam mu ciuchy i chodziłam w nich dumnie po domu, kiedyś to ja byłam jego dziewczyną. Wpuściła mnie bez słowa.... spojrzała na moją córkę i wyciągnęła do mnie dłoń z wielkimi różowymi tipsami, aż przestraszyłam się że zrobi jej krzywdę. Lara odkręciła głowę, bała się nieznajomych, objęłam ją ciaśniej i pocałowałam w główkę. Nagle na dole przy drzwiach  pojawił się Bill i wszystko wróciło,  nasza ostatnia wspólna noc zanim powiedziałam mu o ciąży... Wszystko było tak bardzo realne jakby było wczoraj. 
- cześć.. chodź  - zaprosił mnie do salonu - siadaj - wskazał miło na kanapę ... Obrzucił małą przelotnym spojrzeniem i chyba lekko się skrzywił...ten mały gest bardzo zabolał - więc co jest ? - od razu przeszedł do rzeczy, chciał mnie wysłuchać a potem się pozbyć, standard. 

- Bill.. przepraszam że przychodzę z tym do ciebie, ale nie mam do kogo się zwrócić ... ona jest poważnie chora. Spójrz - odwinełam rękawek bluzeczki i pokazałam mu siniaki.
- Ona ma białaczkę ? - usłyszałam pytanie z końca pokoju, może jednak laska nie jest tak głupia na jaką wygląda. 
- tak .. - odparłam... blondynka dosiadła się do nas 
- Przykro mi - popatrzyła smutno na małą
-idź stąd ! - Bill na nią huknął i wyszła z salonu - ok, ale jak mam pomóc ? - spytał, widziałam, że próbuje jak najszybciej sie mnie pozbyć i nadeszła najgorsza część naszego spotkania .. niby co miałam mu powiedzieć. Bill intensywnie przyglądał się dziecku a ja zbierałam się do wyjawienia mu celu mojej wizyty. 
- Bill... można zrobić zabieg... jeśli znajdę dawce... kosztowny zabieg.. - jąkałam się, kurcze głupio powiedzieć komuś " ej dawaj hajs "
- co ? ! Przyszłaś po kase ! - gwałtownie  wstał zrzucając poduszkę. - Dałem ci pieniądze ! Uznaj, że to był mój wkłąd finansowy w dzieciaka ! 
- Bill, nie mam do kogo się zwrócić - rozpłakałam się ... - w ciągu 2 tygodni muszę znaleźć dawce... i pieniądze ... bo jak nie ... to ona umrze.... oddam co do grosza .. przysięgam - szlochałam.
-Pomyśle - przysunął się ..- zostaniesz na obiedzie ? - Bill do momentu wypowiedzenia przeze mnie słów " Ona umrze " chyba nie zdawał sobie sprawy jak bardzo poważna to jest sytuacja. nie chciałąm tam zostać, ani minuty dłużej, moje serce umierało z każdym wypowiedzianym przez niego słowem, ale  musiałam się na wszystko teraz godzić, żeby mi pomógł...i chciałam zostać ... żeby z nim porozmawiać .. prawie dwa lata się nie widzieliśmy. 
- tak.. zostane -otarłam łzy 
-ok - poszedł do kuchni - Sara ! - krzyknął i przyszła do nas cycasta blondynka... zgrabnie się ruszała ... i te ogromne cycki ..cały Bill heh xD - zrobimy spaghetti
- pomogę ci - zaoferowałam się miło
- to ja zajmę się dzieckiem - Sara wyciągneła do mnie dłonie - mogę... proszę... - wyglądała jak mały chochlik z tą proszącą miną

- no dobrze - zgodziłam się i podałam jej córkę - żyjecie ze sobą?  - spytałam Billa gdy blondynka znikneła za drzwiami bo nie dawało mi to spokoju. Wiedziałam że to co powie może zaboleć, ale z natury jestem ciekawska.
- nie jesteśmy razem jeśli o to pytasz - odparł wsypując makaron do garnka 
- tylko z tobą mieszka ? - ah ta kobieca dociekliwość.
- tylko dzieli ze mną łóżko - chciał zakończyć temat, nie patrzył na mnie.
- śpicie ze sobą .. ? - dalej dociekałam, choć wiedziałam iż powinnam już dawno przestać. 
- Bianka ! to przesłuchanie ? - wkurzył się. 
- Przepraszam - spuściłam głowę. Zapadła cisza przerywana tylko naszymi równomiernymi oddechami. Przysunął się do mnie
- płace jej za to żeby tu była ... - szepną - trzymam ją z czystego egoizmu dla zabawy .. ja po prostu nie umiem .. nie potrafię.. nie chce żyć sam. Nie jesteśmy razem bo wiem jak się kończą związki na dłuższą metę ...- zamarłam... Trafił w czuły punkt. Zabolało...
Dalej robiliśmy danie w ciszy.
- Sara .. zjesz z nami ? - spytałam miło dziewczynę. Nie była z nim... uśmiechnęłam się do siebie ..ty pieprzona egoistka. Bill zmarszczył brwi. Nie spodziewał się, że poproszę kobietę, o której dopiero powiedział, że tylko z nim śpi o to by z nami zjadła. 
-ok .. mniam- zatarła wypielęgnowane dłonie i zabraliśmy się do jedzenia  - czy jej ojciec też ma takie śliczne oczy ? - spytała patrząc na mojego  malucha bawiącego się smoczkiem. No tak, kobieta przecież nie miała pojęcia kim jestem, a tym bardziej nie znała prawdy o Larze.  Bill się zachłysną...
- tak - odparłam - jej ojciec też ma takie piękne oczy .. ma to po nim.... - powiedziałam szczerze - i uśmiech też - dodałam cichutko. Bill upił łyk wody nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
- ona tak cierpi.... taka malutka, a walczy z chorobą.. jej tatuś jest na pewno z niej dumny... - zgasiła mnie .. nic nie powiedziałam, a Bill  wstał z łoskotem, rzucił talerz do zmywarki i wyszedł z jadalni.... 
Usłyszałam płacz córki, która domagała się uwagi. 
- mogę ? spytała, a ja skinęłam głową .. zostałam sama. Włożyłam talerze do zmywarki i po chwili powrócił Bill... zły, kurde czy już zawsze będzie chodził przy mnie naburmuszony ?.
Złapał Sarę za rękę i odciągnął od dziecka. Włożył jej kase w dekolt jak jakiejś taniej dziwce i wypchnął za drzwi, kobieta nawet nie zdążyła nic powiedzieć ... podszedł do mnie 
- A więc ma moje oczy...- zaczął 
- ma na imię Lara 
- Pomogę wam... - spojrzałam na niego - dam ci pieniądze.

poniedziałek, 2 marca 2015

1.Ich halt' mich wach, für dich

Siedziałam na podłodze oglądając fotografie w moim mieszkaniu w którym kiedyś mieszkałam z chłopakiem. Wracały emocje i wspomnienia. Przychodziło niebo i odpływała ziemia. Pytałam co mam zrobić, co pomoże mi. Dlaczego zawsze musze mieć takiego pecha ? 
Potrzebny jest zabieg, bardzo kosztowny. Nie stać mnie, nawet gdybym brała milion nadgodzin i sprzedała wszystko co mam, nie będzie mnie stać na zabieg. Ukryłam twarz w dłonie i usłyszałam ciche westchnięcie. 
- będzie ok - Ed starał się mnie pocieszyć
- nie stać mnie, chociaż gdybym może pogadała z rodzicami... mimo że się mnie wyparli .. może pomogą... ale z  drugiej strony oni też ledwo wiążą  koniec z końcem. Nie wezmę od nich. Boże Ed,... ona umrze !!! - wybuchłam płaczem..

Wiecie jak to jest ? Kiedy wasze dziecko., wasza miłość, wasze życie Umiera ...a ja będę musiała na to patrzeć. Białaczka to straszna choroba, w jednej chwili zabiera wszystko... wiarę... nadzieję.... ale nigdy nie odbierze miłości. Zawsze będę ją kochać. Maleńka ma dopiero pół roku , a już musi tak cierpieć. Zmieniłam jej pieluszkę, a Eddie zaczął chodzić po salonie i nad czymś intensywnie się zastanawiać.
- mam ! - wykrzyknął - zadzwoń do NIEGO.... - powiedział poważnie
- nie... - odruchowo się skuliłam - nie mogę... on mnie..nas nie chce... nawet jej nie widział !
- on ma kase, niech jej nie widzi jeśli nie chce, ale stać go na to, poza tym  to do cholery jego dziecko. Nie masz wyboru. Zadzwoń
- pomyśle - poszłam do swojego pokoju, który dzieliłam z córka, usiadłam na podłodze. Dziewczynka zasnęła mi na rękach więc położyłam ją do łóżeczka a sama usiadłam, żeby na nią popatrzeć i w milczeniu czuwać nad jej spokojnym snem. Przez głowę przemykało mi tysiące myśli, tysiące za i przeciw, porównywałam różne opcje, ale nadal nie wiedziałam jak zdobyć pieniądze i odzyskać zdrowie jedynej osóbki na świecie, która bezgranicznie i bezwzględnie mnie kocha.  Może ON jest jedyną szansą ?
W telefonie nie miałam jego numeru, po tym wszystkim ile wycierpiałam skasowałam go, bo wiedziałam, żę będzie męczyło mnie jego imię, wiedziałam że będę chciała się z nim skontaktować, ale nie mogłam, szacunek do siebie to podstawa. Pod dywanem znalazłam karteczkę i wybrałam numer. Z każdym sygnałem w słuchawce strach narastał coraz bardziej, co mu powiedzieć, jak poprosić, może się rozmyśle -  już chciałam to zrobić, ale akurat odebrał połączenie, było już za późno. 
- miałaś dzwonić tylko w śmiertelnych przypadkach - usłyszałam zimny głos... JEGO głos. Serce zabiło mocniej. Na chwile mnie zatkało, oczyma duszy widziałam jego twarz, te błyszczące w świetle dnia czekoladowe tęczówki, kiedyś byłabym w stanie za nie zabić - teraz to one mogły zabić mnie..
 Szybko się opanowałam.
- Bill.. ja .
- zagrożenie życia ? - przerwał mi , był zły. Był cholernie zły, na mnie - na osobę, której powtarzał jak bardzo kocha, a w jeden chłodny wieczór po prostu przestał, przestał. 

*** 2 lata temu ***

Wbiegałam po schodach do mojego, a właściwie od niedawna do naszego mieszkania, pędziłam żeby przekazać mojemu ukochanemu wspaniałą wiadomość. Będziemy mieli dziecko ! 
- Bill ! - zawołałam od progu - Bill gdzie jesteś ?
- Co się stało ?- Wyszedł z salonu z wesołą miną. - Czy ty biegłaś po schodach na 5 piętro zamiast poczekać na windę, wariatko ?
- Tak , musze coś ci powiedzieć, nie miałam czasu czekać - mówiłam podekscytowana,
- No dobrze, to kolacje zaproponuje później - uśmiechnął się - mów co się stało. 
- Kochanie, jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko ....
W pokoju zapadła cisza, uśmiech zamarł mu na ustach, temperatura spadła chyba do 100 stopni poniżej zera. Bill stał jak  porażony prądem. Patrzyłam jak urocze, ciepłe ogniki w jego oczach gasną a ich miejsce zajmuje lód. 
- Wszystko w porządku ? - odważyłam się zapytać.
- W porządku ? - wybuchnął ? - W porządku ?! Czy to pewne ? Czy jesteś pewna, że jesteś w ciąży ?
- Tak - potwierdziłam, nie wiedziałam jak mam się zachować, co go tak zdenerwowało, o co właściwie chodzi. - Czy to coś zmienia ?
-  Hahaha - zaśmiał się nerwowo - Tak Bianco, to zmienia wszystko. Prosiłem byś się zabezpieczała, prosiłem byś wzięła tabletki. Czy to wszystko było dla ciebie za trudne ? Nie potrafiłaś tego 
zrozumieć ? A może zrobiłaś to dla pieniędzy ? No tak oczywiście, złapać chłopaka na dziecko, a reszta jakoś pójdzie !
- Bill - nie rozumiałam co się dzieje, nie rozumiałam potoku słów z jego ust, nie wierzyłam, że ktoś taki jak on może mówić takie rzeczy. - O co ci chodzi ? Nie cieszysz się, że będziemy mieli dziecko ?
- MY ? - krzyknął, a jego wyraz twarzy kazał mi cofnąć się parę kroków. - Nie ma już żadnych nas. Nie chce tego dziecka, dziewczyno, mam karierę, jestem młody - mam całe życie przed sobą.
- Ja też jestem młoda ! Też mam całe życie przed sobą ! Ale tak się stało, nie wiem co dalej - rozpłakałam się - Proszę, powiedz, że to nie koniec. 
- Jest jedno wyjście, daj mi 15 minut - wziął bluze i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie wiedziałam dokąd poszedł i czy w ogóle wróci. Usiadłam na podłodze i podkuliłam kolana do siebie. Jak to możliwe, nie rozumiem co się stało, Bill, taka kochana, pogodna osoba w kilka sekund zmieniła się w potwora. 
Wrócił, wpadł do mieszkania a na stół położył plik banknotów. 
- Udało mi się trochę ochłonąć, tu - wskazał na banknoty - Są pieniądze na zabieg, załatw to w tym tygodniu i o wszystkim zapomnimy.
- Co ? - jeszcze nigdy nie czułam się tak pusta i bezbronna. 
- Wiem, że to może być ciężkie dla ciebie, ale pomogę ci, pojedziemy tam razem, poradzimy sobie kochanie - przyłożył mi ciepłą dłoń do policzka, ale ja  odwróciłam się plecami do niego, teraz mówi do mnie " kochanie " gdy chwile temu kazał mi zabić nasze dziecko... 
- Nie mogę, o czym ty mówisz - wyszeptałam - to nasze dziecko, będzie częścią mnie i częścią ciebie, będzie owocem naszej miłości.
- Miłości ? Gdybyś mnie kochała nie zrobiłabyś mi tego - ruszył ku drzwiom - Odezwij się jutro, przemyśl całą swoją sytuacje. Wierze, że podejmiesz dobrą decyzje - z tymi słowami zostawił mnie samą, w zimnym i pustym bez niego pokoju. 
Długo wtedy myślałam, o mnie , o Billu, o naszych wspólnie spędzonych chwilach. Bałam się, że już nigdy go nie zobacze, a ja nie umiałam na tamtą chwilę bez niego żyć. 
Postanowiłam poradzić się ludzi, którzy kochali mnie bezgranicznie, a przynajmniej wtedy tak myślałam. Chwile po tym stałam już pod drzwiami rodzinnego domu. Niestety, rodzice zareagowali tak samo jak Bill. Mama krzyczała, że jestem za młoda, nie dam sobie rady, że jestem nieodpowiedzialna. 
-Jak mogłaś być taka puszczalska, ludzie wezmą nas na języki, będziemy pośmiewiskiem. Jak mogłaś nam to zrobić - Lamentowała mama 
Ojciec wypowiedział przez ten krótki czas pobytu u nich tylko kilka słów " Zawiodłem się na tobie" a potem " Nie jesteś już moją córką". 
I tak o to zostałam sama na świecie i właśnie wtedy podjęłam tą decyzje. Wtedy wiedziałam, że bardzo skomplikuje mi to życie, ale nie wiedziałam, że bycie matką będzie najpiękniejszym uczuciem na świecie.
Bill pojawi się nazajutrz, zabrał swoje rzeczy, ale dobrodusznie w prezencie dla młodej, samotnej matki zostawił mi mieszkanie i zakaz kontaktowania się z nim pod groźbą nasłania na mnie prawników. 

Nie było łatwo, oj nie było, ale wzięłam się w garść i dałam rade. Miałam dla kogo żyć. Obietnicy dotrzymałam, nie kontaktowałam się z Billem, a on nie szukał kontaktu ze mną. Nie widywałam go na ulicy, nie pojawiłam się na progu jego domu - chociaż tak bardzo tego pragnęłam. Tęskniłam za nim każdego dnia, kilka miesięcy przepłakałam, a potem odnalazłam szczęście w pięknych czekoladowych oczach mojej córki - jednej z wielu rzeczy, które odziedziczyła po tacie. 
Nie złamałam danego mu słowa, aż do dziś....

*** Dziś ***


    Wzięłam się w garść i odgoniłam zaprzątające moją głowę myśli. 
- Bill.. nasze dziecko..
- twoje dziecko - znów wszedł mi w zdanie i mnie zalała fala bólu. Nie akceptował jej .. w ogóle .. nie chciał jej
- moje dziecko... jest chore na białaczkę - osoba po drugiej stronie zamarła - Potrzebuje pomocy - głos mi się łamał od płaczu... Bill był ostatnią deską ratunku, jak nie on to kto ? 
- jak to ? - wydusił .. woo czyżby Bill się przejął ? 
- przepraszam, ale nie mam gdzie szukać pomocy. Błagam - dla niej byłam w stanie nawet upaść na kolana albo podciąć sobie żyły gdyby tylko mogło pomóc.
- przyjedź do mnie jutro ... - powiedział po chwili namysłu - pogadamy
- dziękuje - wyszeptałam i się rozłączył.

Udało się, może uda się jej pomoc. Nie powinnam cieszyć się zawczasu, jeszcze nie wiem czy on się zgodzi . Kiedy się o niej dowiedział dał gotówkę na aborcje. Może gdybym to zrobiła nadal mieszkalibyśmy razem, może wzielibyśmy ślub, ale nie potrafiłam, nie mogłam zabić własnego dziecka. Początkowo myślałam że to dobry pomysł, w końcu byłam młoda. Dziecko by wszystko zniszczyło, a ja chciałam się uczyć, ale gdy poszłam do lekarza i usłyszałam bicie serduszka mojego dziecka, nie mogłam jej zabić, miałam nadzieje że Bill gdy zobaczy zdjęcia z USG zmieni zdanie, nawet nie chciał na nie patrzeć a gdy ją urodziłam pokazał mi drzwi. Wyprowadził  się i tyle go widziałam. Nigdy nie widział małej, nie wie jak ma na imie ani nawet jakiej jest płci.


Przyszedł Eddie... tak wiele mu zawdzięczam. Pojawił się w moim życiu by nieść pomoc a potem już w nim został... usiadł obok
- i jak ? udało się? 
- Nie wiem, jutro mam do niego pójść... nie mam pojęcia jak zareaguje... idę się wykapać. Popatrz na nią - wyszłam z pokoju... Potrzebowałam teraz chwili ciszy by pomyśleć. 

Chłodna woda jak zwykle przynosiła ukojenie. Moglabym stać pod prysznicem cale życie, ale musiałam wrócić do Lary. 

Gdy wyszłąm z łazienki Eda już nie było. Poszedł do pracy.
Pracuje w klubie nocnym... i pomaga mi we wszystkim. Na pół płacimy rachunki, na pół kupujemy jedzenie, z kimś jest o wiele łatwiej. Kiedyś myślałam, że zamieszkał w domu samotnej matki, ale znalazłam ogłoszenie o firmie, która zatrudnia ludzi któży będą korepetycje młodszym dzieciom przez internet. Idealna praca dla mnie, więc przez prawie cały okres ciąży właśnie tak pracowałam. Nie ukrywam, że pieniądze od Billa też wspomogły mnie finansowo - co prawda nie tak jak on by sobie tego życzył, ale zostawił mi wtedy 15 tysięcy, a w dzień gdy przyszedł się spakować powiedział, że mimo wszystko są moje.  Eddie odkładał cześć pensji i napiwki a ja prawie całą do wspólnego słoika. Teraz pracuje tylko Eddie, a ja dostaje od firmy 70% wynagrodzenia za urlop macierzyński. 
Poszłam spać, oczywiście w nocy było wstawanie na karmienie. Ze strachem zauważyłam że pojawiają się nowe siniaki na rączkach Lary. Byle by tylko nie trzeba było długo czekać na operacje.

Rano byłam cała w nerwach. Bałam się tego spotknia. Kochałam go nadal, te dni rozłąki niczego nie zmieniły, wciąż za nim tęskniłam, każdego dnia błagałam Boga by się odezwał, by chciał poznać Larę, ale na próżno.
 Gdy zakładałam buty Eddie podał mi Larę. 
- no Larka, dzisiaj poznasz tatusia - robił głupie miny, a ona się śmiała- pamiętaj żeby zrobić na nim dobre wrażenie ... Powodzenia - powiedział i wyszłyśmy.
Podjechałam Taxi pod dom Billa, a mianowicie wielką ville i ze ściśniętym gardłem zapukałam.... 
Drzwi się otworzyły...