piątek, 27 marca 2015

4.Wir mussen nur doch 1000 Meere weit

Gdy wróciłam Edda nie było w domu. Był w pracy, postanowiłam posprzątać nasze mieszkanie. Wytarłąm kurze, odkurzyłam, Larze włączyłąm bajkę żeby choć na chwilę się czymś zajęła, ale nie chciała, była bardzo marudna. 
- Nie płacz kochanie, bo mama też się zaraz rozpłącze - wzięłam ją na ręce a ona się do mnie przytuliła, byłą bardzo zmęczona, więc z westchnieniem odłożyłam sprzątanie i poszłyśmy do łazienki wykąpać bobasa. Lara nie miała nawet dziś ochoty siedzieć długo w wannie i bawić się swoimi ulubionymi piszczącymi zabawkami, była tak zmęczona, że bardzo szybko po karmieniu udało mi się położyć ją spać. 
 Gdy zeszłam na dół, akurat dzwonił telefon, przez chwile myślałam że to Bill dzwoni z przeprosinami i nie miałam ochoty nawet tam podchodzić, ale muzyczka za chwilę zbudziła by malutką więc podniosłam słuchawkę. Dzwonił do mnie lekarz że musze podpisać jakieś dokumenty i dawca tudzież biologiczny ojciec dziecka też... chcąc nie chcąc bo było mi przykro po tym incydencie w kawiarni gdzie zachował się bardzo źle, napisałam Billowi SMS.. Długo nie musiałam czekać na odpowiedź, odpisał w kilka sekund że przyjedzie. 

*

- oo jest pani - lekarz miło się uśmiechnął - tu proszę podpisać. Podał mi kartkę, przełożyłam Larę do drugiej ręki i podpisałam dokument. Rozejrzałam się, Bill się spóźnił? Czy może nie przyjdzie?  Przeraziłam się, a co jeśli zrezygnował.  Jeśli to wszystko go przerosło, jeśli zadzwonili z wytwórni, że ma natychmiast stawić się w studio.
- jestem - odetchnęłam z ulgą gdy usłyszałam jego głos. - Przepraszam za spóźnienie. - Zdyszany wbiegł na korytarz,  lekarz podał mu kartkę którą Bill bez zastanowienia podpisał i wyszliśmy razem.
- przepraszam Cię  za wczoraj- powiedział cicho - nie mój interes, możesz sypiać z kim chcesz.
- Bill - wzięłam  wdech - to że ty sypiasz z kim popadnie nie znaczy że ja też taka jestem
- co ?
- nie spałam z nim. Nigdy
- odwiozę cię - otworzył drzwi od q8 i zakończył temat. Lara dziwnie cicho przyglądała się samochodom i widokom  za oknem, była tak spokojna że bałam się jej zaczepiać, żeby nie zburzyć jej zaciekawionego wzroku i spokoju.
- jak tam Sara ? - nie wytrzymałam i po chwili ciszy go o nią spytałam, bolało mnie to że są razem, że ona ma coś co ja chciałabym mieć, a nie mogę.
- nie mieszka już ze mną - odpowiedział tylko. 
- mieszkaliście razem na stałe prawda ?? - ciągnęłam temat.
- Bianko, jesteśmy dorośli - uciął temat.
- wejdziesz ? - spytałam cicho, proponując mu gościnę
- nie mogę, muszę pogadać z Jostem o innym terminie wywiadu - no tak, przecież Bill miał też pracę.
- ok, dziękuje ... za wszystko - cmoknęłam go w policzek, a on połaskotał Larę po brzuszku i wyszłam z auta. ..
Stał jeszcze chwili i patrzył jak znikam za rogiem..

*

- Denerwujesz się - podsumował Eddie, kiedy zbiłam kolejną filiżankę w tym tygodniu - będzie ok, mamy kasę, mamy dawce...
- tak, ale głupio tak tyle kasy brać - nie do końca czułam się dobrze z tym, że brałam, porzyczyłam tyle pieniędzy od kogokolwiek, nawet jeśli był to człowiek w jakimś stopniu z Larą związany.
- przestań, to bogaty dupek ! - przytulił mnie a ja ufnie wtuliłam głowę w jego tors. - zależy mi na tobie, księżniczko - posadził mnie na blacie kuchennym i patrzył w oczy. W tym momencie Lara zaczęła domagać się karmienia. Nakarmiłam ją i zobaczyłam jak Eddie się zbiera. Nie miałam już dzisiaj nic do roboty, Lara była wykąpana i spała spokojnie w swoim łóżeczku więc ja też poszłam spać.

W nocy męczył mnie uciążliwy koszmar.... widziałam jak Bill umiera rozszarpywany przez niewidzialną siłę ciemności. Obudziłam się zlana potem i chwyciłam za telefon.
- co jest do cholery ! - usłyszałam jego zaspany, wkurzony głos. Ulga... opowiedziałam mu o snie.
- teraz ci lepiej ? to idź do łóżka, bo zaraz twój kochaś wraca.
- to nie jest mój kochaś ! - zaprzeczyłam - Bill, w życiu kochałam tylko jedną osobę... ona mnie zostawiła. 
- bo cholernie tę osobę uszczęśliwiłaś ! - zdenerwował się. 
- Bill... to nie tylko moja wina, trzeba było założyć gumkę
- założyłem ! pękła 
- to nie trzeba było aż tak pchać !
- ale ty tak najbardziej lubisz - mruknął zadziornie
- hehe, lepiej idź do łazienki sobie ulżyj - dokuczyłam mu
- a żebyś wiedziała że musze. Sary dawno nie było i nie miał mi kto pomóc - stęknął
- oj ty biedactwo
- może mi pomożesz ?
- niby jak ?
- włącz Skype i rozbierz się dla mnie
- Bill, nie jestem tanią dziwką ! - rozłączyłam się naburmuszona.. ja się tu o niego martwie a ten z takimi tekstami..

*
Kiedy ponownie otworzyłam oczy Eddie krzątał się po kuchni i mówił coś do Lary. Nie zauważyłam kiedy zabrał ją z łóżeczka. Miałam wiec chwile dla siebie i rozmyślanie o moim dziecku i o Billu, wciaż czekałam i żyłam nadzieją że jednak zechce z nami być,  że spróbujemy jeszcze raz. Tak cholernie za nim tęskniłam. Ubrałam się, umyłam i poszłam ją karmić.

- co byś powiedziała na wakacje - zaczął temat Edd
- słucham ? - nie wierze, Lara jest poważnie chora a on beztrosko mówi o wakacjach. 
- no oczywiście po tych wszystkich zabiegach. Zrelaksujemy się, odpoczniemy.
- nie odpowiem ci teraz, bo nie mam pojęcia jak się wszystko potoczy. - powiedziałam szczerze. 
- Byłaś z nim szczęśliwa ? - spytał nagle, nie trudno było się domyśleć że pyta o Billa.
- tak - powiedziałam szczerze - kochałam go.
- teraz też go kochasz ?
- Eddie... on...ok zachował się jak dzieciak, ale.. tak kocham go nadal. - wolałam nie dawać Eddiemu fałszywych nadziei.
- a on ciebie nie... prawda ? - zabolało. Dlaczego o to pyta, nigdy nie rozmawialiśmy na temat Billa, bo wiedział że to sprawia mi  ból. 
- To nie czas na takie rozmowy. O co ci w ogóle chodzi ?
- nie pomyślałaś o tym żeby być razem ?? Bianko zależy mi ta tobie, nie chce już dłużej czekać.
- Eddie .. co ? - zatkało mnie. Mój przyjaciel był mi bliski, ale czy aż tak bliski. Nie wiem czy chce z nim być.  Lara go lubi i pomaga nam. Jest miły i sympatyczny... chyba nie ma na co czekać...ale.. - no włąśnie zawsze jest to ale, moje serce wciąż czeka .... na kogoś zupełnie innego,  
- kocham Cie Bianko, ciebie i Larę.. proszę... bądź ze mną, pozwól mi się wami opiekować. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz