Mażysz o końcu by znów zacząć od początku
Rano ułożyłam Larę wygodnie i wyszłam ze szpitala. Wczoraj Bill zabrał się z Tomem, zostawiając mi auto. Otworzyłam czerwone ferrari i wsiadłam do środka.
Jechałam z uśmiechem na twarzy, zdążyłam już zatęsknić za Billem i jego domem.
Jechałam z uśmiechem na twarzy, zdążyłam już zatęsknić za Billem i jego domem.
W domu było cicho. Wszyscy jeszcze spali, był ogromny bałagan. Wszędzie porozrzucane butelki i puszki po piwie..
Na kanapie w salonie spał Tom. Poszłam do sypialni, bo tam miałam nadzieję zastać Billa. Nie pomyliłam się...ale nie był sam...
- puka się - usłyszałam hamski zarzut ze strony brunetki.
- moja głowa - Bill się obudził
- dobrze ci było ? - spytała kobieta przesłodzonym głosikiem.
- tak.. - zamruczał .. i nagle coś do niego dotarło - Ria ?? !!! co ?? !
- Bill .. - wyszeptałam i po policzkach poleciały łzy... - ty draniu ... - i uciekłam
- Bian, to nie tak !! - biegł za mną zapinając spodnie - kochanie zaczekaj...
Nie słuchałam, wybiegłam na ulice... i wtedy się odwróciłam, by ocenić odlegość w jakiej się znajdował.
- Bian ! - zobaczyłam przerażenie w jego oczach, a potem był już tylko pisk opon .. i ból.
Po sekundzie znalazł się przy mnie Bill.
- Bianko - rozpłakał się - To moja wina - Tom dzwonił po pogotowie ( on też tu był, więc go obudzili xD )- Bian, będzie dobrze słonko patrz na mnie.
Byłam przerażona, miałam chyba problem z oddychaniem. Nie chciałam być sama w tych męczarniach... tego się obawiałam.. że sobie pójdą.
- Bill... - wyjęczałam na tyle ile miałam sił - zostań
- kochanie, jestem tu... nigdzie nie idę. Jestem obok, nie bój się... wszystko będzie ok - złapał mnie za ręke.
Usłyszałam dźwięk nadjeżdżającej karetki i zapadła ciemność.
*
Obudziłam się w szpitalu. Pojęcia nie miałam po co tu jestem, miałam chyba skręconą rękę... i coś z żebrami...Do czasu kiedy zobaczyłam czekoladowe teńczówki mojego męża, który całą radośc i miłośc jaką mi dawał oddał innej kobiecie. Zaczęłam żałować że się obudziłam , że żyje.
- Bianko - uśmiechnął się - jak dobrze że już tu jesteś.
- wyjdź z tąd - powiedziałam wściekle
- Bian, ja ci wytłumacze
- nie ma tu nic do tłumaczenia, zdradziłeś mnie
- byłem piany, Nie chciałem tego !!
- Bill wyjdż. Nie chce cię już znać
- ale..
- wyjdź... proszę !
Spuścił głowę i wyszedł, a ja zostałam sama na pustej sali szpitalnej. Poza nim i Larą nie mam nikogo. Zaczełam żałować że go wygoniłam. Będę tu teraz całkiem sama.... Ciekawe co u Lary, ona też będzie sama. Tego się najbardziej obawiałam... moja mała córeczka..
* kilka dni potem *
Wciąż byłam sama, to takie przykre. Zostać samemu w szpitalu gdzie nikt nie powinien być sam i dotego nie móc widzieć swojego dziecka.
- Bian ? - drzwi się otworzyły ..i..
- Eddie ?? to ty ?
- Bianko, tak mi przykro - przytulił mnie
- ale jak ? co tu robisz ??
- moja siostra tu pracuje, jak dowiedziałem się że tu jesteś to przyszedłem
- wypuścili cię ?? - przerwałam mu
- za dobre sprawowanie
- proszę cię, idź sprawdź co u mojego dziecka, tyle czasu jej nie widziałam
- poproszę moją sis żeby przeniosła ją tu do ciebie.. czekaj ..- wyszedł
*
- Lara ! jak się cieszę że cie widze, tęskniłem maluchu wiesz - zobaczył jak jakiś typ cieszy się na widok jego córeczki - możesz już iść Bill - zwrócil się do niego, poznał ten głos . Eddie ?
- słucham - oburzył się - mam prawo tu być !
- gdzie twoja kochanka ?? - skąd on o tym wiedział - możesz już iść zajmę się nimi
- nie będziesz zajmował się moim dzieckiem - naciskał
- to ona ? - spytała jakąś pani chirurg
- tak - odparł Eddie
- śliczna - powiedziała kobieta, wywożąc dziewczynkę z sali.
- dokąd ją zabieracie - przestraszył się .. jego mała córeczka
- do matki, wiesz jak ona się czuje bez Lary ?! - odparł Edd - a co pan " bogaty dupek " nie może jej tego załatwić. Nie jesteś już potrzebny, zajme się nimi
- nie - cały spokój i cierpliwość jaka Bill miał w tym momencie się wyczerpały, rzucił się wściekle na Eddiego ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz