Nie powinniśmy zgubić naszej wiary
Siedziałam przed szpitalem na nagrzanym od amerykańkiego słońca chodniku, drażniąc się psem. Było mi tak strasznie przykro.
Co ja sobie wyobrażałam ?? Że wrócimy do siebie i wszystko cacy, że zapomnimy o tym jak było, że Bill poświęci nam 100% swojego czasu?! Nic nie jest cacy. Bill nie jest stworzony do prawdziwego związku. On lubi się bawić, bycie ojcem nie jest dla niego, nawet jeśli tego chce to nie potrafi odciąć się od swojej kariery i bycia sławnym. A ja głupia się łudziłam. Oddam mu kasę za te głupie klucze od auta, skądś ją wezmę i wrócę do Berlina. Nie trzeba tu w ogóle było przyjeżdżać. Tylko niepotrzebnie narażałam malutką.
- co Pumba ? twój pan jest idiotą wiesz ? - mówiłam do pulchnego szczeniaka, a on delikatnie trącał mnie łapkę. Zawibrował mi telefon - dzwonił Bill. Odrzuciłam połączenie, nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Po co to wszystko było ? Te puste kocham Cię ! Przecież ono nic nawet nie znaczyło " Jak można powiedzieć komuś kocham Cię, a za chwilę : Ty pusta idiotko - nie trzymam cię tu na siłę "
Byłam w kropce, powrót do Berlina i ponowne odcięcie się od Billa i jego zabawowego życia w blasku fleszy wydawał się jedynym słusznym rozwiązaniem ale bałam się, nie mogłam teraz wrócić. Mała nie powinna teraz tak podróżować, już przylot tutaj dał nam się wszystkim w kość, ogarnięcie szpitala i wszystkich innych rzeczy, które zrobiły za nas pieniądze Billa - powrót do Berlina był niemożliwy, ale zostać też nie mogłam.
Jebane ferrari.
Czemu ten samochód był aż tak ważny ?
Ah, kosztował majątek, to nie był zwykły samochód , to było obrzydliwie czerwone Ferrari 458 italia.
ie znam osoby, która po zauważeniu tego samochodu nie przystanęłaby i nie popatrzyła za nim, to mokry sen każdego nastolatka w stanach. Każdy facet ma jakiś ból dupy co do auta, a na dodatek przecież to nie ja rzuciłam te jebane kluczyki.
Fakt nie złapałam, ale ... znów dzwoni. Kolejny raz odrzuciłam rozmowę.
- Pumba, koniec zabawy, trzeba sprawdzić co u Lary - wstałam z chodnika i ponownie wpakowałam zwierzę do torby.
Lara płakała, była sama na wielkiej sali SAMA.
Podeszłam do niej i wyjęłam z łóżeczka.
Miałam nadzieję że ktoś przy niej został... ale widoczne jebany wywiad jest ważniejszy. Taki właśnie był Bill, usłyszał słowa wywiad, reflektory, publika , zostawił wszystko i pobiegł za sławą.
Moja malutka, przytuliłam ja do siebie, długo nie mogłam jej uspokoić i wpadłam na genialny pomysł. Nikogo nie było więc pokazałam jej psiaka. Zobaczyłam uśmiech na jej twarzy, takie to piękne.
Po dłuższym czasie mała zasnęła, a ja zamierzałam pojechać do domu. Nie mam pojęcia jak. Bill pewnie odstawił auto. Przechodząc obok recepcji usłyszałam :
- przepraszam.. hej .. to pewnie ty jesteś Bianka - usłyszałam głos pielęgniarki - twój mąż zostawił ci zapasowe kluczyki i prosił żebym ci przekazała.
- aa dzięki -wzięłam je od niej.
Czyli może nie jest do końca dupkiem.
Wyszłam przed szpital i wsiadłam do auta.
Znów zadzwonił..ehhh...odebrałam, przecież nie da mi żyć.
- oddam ci te kase za te kluczki - wyjechałam na wstępie wyjeżdżając ze szpitalnego parkingu
- co ?? nie chodzi mi o te cholerne kluczyki. Chce z tobą porozmawiać
- nie mam czasu - chciałam się rozłączyć
- czekaj !
- co ?
- przepraszam
- daruj sobie, jestem tylko pustą idiotką i nie trzymasz mnie tu na siłę . Wracam do Berlina
- nie ! proszę ! przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. Zostań, błagam
- nie - rozłączyłam się.
Nie miałam ochoty się z nim przekamarzać.
Do Berlina i tak chciałam wrócić, to tam był mój dom.
Lara ma tu lepszą opiekę, dlatego musiałam zostać. To dobra klinika, prywatna, pewnie jedna z lepszych na świecie, to przecież STANY. Kolejna rzecz za którą muszę mu oddać kasę - leczenie. Nie chciałam być od nikogo zależna finansowo, jeśli Bill za to wszystko zapłaci do końca życia będe musiała żyć z faktem, że ktoś coś kiedyś dla mnie zrobił i być może pewnego dnia przyjdzie odebrać dług. .
Weszłam do domu i puściłam psa wolno. Dom był piękny, ogromny i jeszcze czysty bo Bill nie zdążył wszystkiego rozpakować i nasyfić. Rozejrzałam się, walizek ubyło, ciekawe jak długo będzie trwał ten wyjazd. Mogłabym tu mieszkać, ale z Billem bywa różnie.
Poszłam pod prysznic a potem do sypialni.
BOŻE !
ja cały czas mam na sobie te same ubrania, przecież nie wzięłam ze sobą za wiele i w efekcie szybkiego pakowania nie mam w co się ubrać.
Naga weszłam pod kołdrę.
Zadzwonił Bill na Skype ...ehh on mi nie da żyć.
Odebrałam .. bo co mam zrobić, przecież nadal go kocham.
- Bian, tak mi przykro - paplał od rzeczy, a ja próbowałam się szczelnie opatulić kołdrą - co robisz ?? Zimno ?
- Bill... nie mam już żadnych ciuchów - powiedziałam i oblałam się rumieńce, głupio to zabrzmiało.
- mam rozumieć iż jesteś naga ? - cudowny uśmieszek
- zabawne ?
-hmmm... teraz mam na ciebie ochotę. Pokaż mi się, chociaż troszkę.
- a jesteś sam ?? - można by było się zabawić, czemu nie
- tak, ale pójdę do łazienki, bezpieczniej będzie ... już
-ok - powoli zsunęłam kołdrę
Zaświeciły mu się oczy, wyciągnął ręke
- żałuje że to tylko Skype.. chce cię dotykać...całą
- czemu nie - jeszcze bardziej zsunęłam kołdrę, niemal spadła z łóżka odkrywając mnie cała
- omg ! - położył sobie dłoń na wybrzuszeniu w spodniach - coś ty narobiła !
- to ten tego, dobranoc słońce - rozłączyłam się z cwanym uśmiechem
" A masz za swoje "
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz