Pod szpitalem wpakowałam pulchnego buldoga angielskiego do torby. No co ? Przecież go nie zostawię w samochodzie.
Bill siedział w poczekalni i grzebał coś w i-phonie, co swoją drogą jest strasznie denerwujące, nosi go ze sobą 24 na dobę. Telefon prawie zawsze jest przedłużeniem jego ręki.
Podniósł głowę, kiedy próbowałam uspokoić szamoczącą się " torbę " , co w szpitalu na pewno nie było objawem zdrowego umysłu. Gdyby zobaczył mnie teraz jakiś lekarz na bank trafiłabym do pokoju bez klamek.
- mógłbym wiedzieć co ty robisz ? Wszystko ok ? - patrzył na mnie jak na wariatkę, a nie mówiłam - pokój be klamek.
- oj no bo ... on był taki słodziutki.... i malutki.. - zaczęłam się tłumaczyć, co jeszcze bardziej go zaniepokoiło.
- chwila ! co było słodziutkie ?
- no Pumbi !
- wziełaś do kliniki psa !! - zezłościł się - Hej Pumba - pogłaskał wystającą z torby mordkę - Moje ferrari żyje ? - spojrzał na mnie z ukosa.
- rozbiłam je - powiedziałam chamsko, głupie pytanie to i adekwatna do niego odpowiedź.
- jak to !!! - zzieleniał, poważnie w życiu nie przypuszczałam, że twarz może zmieniać kolory w tak szybkim tępie, Bill najpierw śmiertelnie zbladł potem zaczął robić się przerażająco fioletowy następnie jego twarz przyjęła czerwony odcień furii by na koniec zrobić się zielona.
- hahah..idiota ! nic mu nie jest - złapałam się za brzuch ze śmiechu, jego mina była bezcenna - lepiej powiedz co u małej - spoważniałam.
- wzięli ją na badania .. czyli uff... nabijasz się ?
- jak to na badania ? ! - przeraziłam się - bez zgody rodzica !!!
- uspokój się, przecież równie dobrze ja mogłem wyrazić na to zgodę
- co !! Bill gdzie jest moja córeczka ??!!! - rozryczałam się na środku korytarza - oddałeś im ją !!
Objął mnie i mocno przytulił
- spokojnie, nic jej nie będzie.. pomogą jej - mówił łagodnie, jak do psychopatki - w tamtym momencie na pewno nie byłam normalna, ale chodziło o moje jedyne dziecko, o mój skarb, o moje wszystko. Byłam matką do cholery, świat powinien być dla nas o wiele bardziej wyrozumiały.
Moja mała córeczka, pół roku miałam tylko ją... to nie jest takie łatwe.
- Bill nic jej nie będzie ? - spytałam wycierając oczy
- nie pozwoliłbym im jej zabrać gdyby mieli złe zamiary. Bian, jesteś przewrażliwiona
- Bill.. ja - chciałam mu powiedzieć, że JESTEM MATKĄ ! i że pół roku byłam z nią SAMA. Tylko ona i ja.
- wiem, rozumiem - nie dał mi dokończyć - Nie wracajmy już do tamtych dni. Damy radę zobaczysz - czułym gestem pogłaskał mnie po twarzy.
- o jest pani, jak miło - przyszedł do nas lekarz - wszystko w porządku, nie ma żadnych zmian skórnych, badania są o wiele lepsze niż poprzednie, jej organizm powoli się stabilizuje.
- to znaczy że jest zdrowa ?? - spytałam nieśmiało
- no niezupełnie, białaczka to poważna choroba, ale Lara już odchorowała swoje wywalczyła sobie życie, choroba minie, to już końcowe stadium.
Odetchnęłam z ulgą Czyli, że ona z tego wyjdzie, pociekły pierwsze łzy szczęścia.
- długo będzie musiała tu być ? - spytał Bill. Oboje marzyliśmy już, żeby ta przygoda ze szpitalem się zakończyła i żebyśmy mogli wrócić wszyscy do domu.
- nie wydaje mi się, wszystko się przyjęło. Nie ma po co trzymać jej tutaj na siłę, więc tylko kilka dni na obserwację.
- to super bo akurat na te kilka dni nasz król sceny musi wyjechać - ni stąd ni z owad pojawił się David Jost, menager zespołu Tokio Hotel, a zarazem mojego faceta. - Przepraszam, że ja nie w porę, ale to ważna sprawa.
- co ??? - reakcja Billa byłą bezcenna, oczy prawie wypadły mu z oczodołów - jak to wyjechać ? Nie było wcześniej mowy o czymś takim, nie moge.
- Bill, masz śliczną córeczkę, ale to cię nie zwalnia z obowiązków. Dzisiaj wieczorem lecimy do Oslo. To bardzo świeża sprawa, musimy kuć żelazo puki gorące- menager wzruszył ramionami.
- Bill... - jęknęłam cicho gdy Jost poszedł do automatu po kawę, a tak naprawdę dał nam chwilę czasu na dogadanie się ze sobą.
- Bian, ja w tym wypadku nic nie mogę zrobić - wzruszył zrezygnowany ramionami.
- kilka dni, przecież ja zostanę ze wszystkim sama - kolejny raz mnie zostawiał, kolejny raz miałam radzić sobie całkiem sama, a przecież miało być tak dobrze, mieliśmy dzielić się tym wszystkim razem, a znowu wyszło jak zwykle.
- zabrał bym cię ze sobą gdyby nie Lara. - wskazał na córkę, te słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody wylany na plecy.
- to nie jej wina !! - zdenerwowałam się.
- wiem że nie. Czemu ty wszystko źle odbierasz ?? - zrobił teatralny gest rękami, przedrzeźniając mnie.
- Bo mówisz tak jakby to była jej wina. Ona się nie prosiła o chorobę ! - krzyczałam na niego.
- co ty pierdzielisz ! wcale nie ! Po prostu powiedziałem że gdyby nie to że tu leży to wziął bym was ze sobą
- a ja ci po prostu powiedziałam że to nie jej wina !! - krzyczałam na niego na środku korytarza
- dogadaliście się już ? - wtrącił się Jost , o dziwo wrócił bez kubka z kawą- Bill musimy jechać, to naprawdę szybka sprawa.
- pozwól mu zostać, to tylko mały wywiad - w korytarzu zobaczyłam całe Tokio Hotel, chłopaki stali z tyłu i bacznie przyglądali się całej sytuacji.
- wywiad bez frontmana !!! - złościł się Jost - Jak wy sobie to wszystko wyobrażacie ?
- David ma racje poparł go Bill - chce tam jechać
- Bill ... - stanęłam za nim
- to my czekamy w busie - chłopcy jak na zawołanie odwrócili się na pięcie i ruszyli ku wyjściu ,a za nimi David.
Bill zacisnął dłonie w pięść i się odwrócił.
- wiesz czasami mnie wkurwiasz ! - powiedział wściekły.
- to po co mnie tu sciągałeś ??! - zrobiło mi się przykro
Co mu się stało ?
- jeżeli chcesz możesz wracać ! Nie trzymam cię tutaj na siłę, tylko najpierw odstaw ferrari do garażu - rzucił we mnie kluczykami.
Tylko że, Bill chyba zapomniał że, ja mam słabą koordynacje ruchową i nie złapałam ich, musnęły moje palce w locie i poleciały dalej. Kluczyki upadły na ziemię i plastikowa część od automatycznego otwierania drzwi roztrzaskała się na drobne części i właśnie wtedy stracił już swoje ostatnie resztki samokontroli i się wściekł..
- ty pusta idiotko !!! Nie umiesz nawet kluczyków złapać !! - wydarł się na mnie, jeszcze nigdy tak nie krzyczał.. na mnie..., a co zrobiła mądra Bianca ??
Rozpłakałam się, odwróciłam do niego plecami i uciekłam przed siebie.
- Bian ! czekaj ! - usłyszałam jego głos, ale nie zwróciłam na niego uwagi
" ty pusta idiotko ! "
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz